132

Mam wszystko, a jednak czegoś mi brak

Mają udane życie osobiste, są niezależne, spełnione i zamożne. Ich rzeczywistość jest nieskomplikowana, wręcz cukierkowa - nie walczą z nikim, z niczym się nie borykają i nie martwią o nic. Wydawać by się mogło, że mają wszystko, a jednak i one narzekają, że czegoś im brak.

Czasem także w ich codzienności pojawia się melancholia, nieprzyjemna refleksja, że wszystko jest bez sensu, a one zmierzają donikąd. Ot, klasyczny dół, który dopaść może każdego. Im jednak – kobietom osobistego i zawodowego sukcesu, szczęśliwym paniom pięknych domów, mamom zdrowych dzieciaków – najczęściej odbiera się do nich prawo. Nie jęcz, z dobrobytu w tyłku ci się poprzewracało, weź się w garść – ileż z nas skwitowałoby je w ten sposób? Tylko czy mamy prawo odbierać im prawo do chandry, a może jednak słusznie irytuje nas ich postawa?

Paulina (27 lat, manager w firmie farmaceutycznej w Warszawie):

- Mam wszystko. Zdrowie, pieniądze, przyjaciół. Jestem kobietą sukcesu, dzieckiem szczęścia, jak to mówią. Mam piękne mieszkanie na ostatnim piętrze apartamentowca – z balkonu którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok. Mam też zasobny portfel – stać mnie i na SPA, i na podróże, i dobre auto. Jestem mężatką – mój mąż jest cudownym, mądrym człowiekiem. Jestem towarzyska i otwarta - otacza mnie wianuszek znajomych, z którymi często i chętnie spędzam czas. W pracy, która daje mi i pieniądze, i satysfakcję, radzę sobie świetnie. Lubię ją. Jestem zadbana, ubieram się w dobrych sklepach, zaopatruję się w delikatesach. Cieszę się życiem – mam wszystko. Tylko czasem, kiedy zwolnię, przybija mnie pustka – tak właśnie to czuję. Czegoś mi brak, tylko nie umiem znaleźć odpowiedzi, czego tak właściwie.

Kiedy jestem przygnębiona, a zdarza się to dość często, mam poczucie, że moje życie jest puste, zmierzam donikąd, nie mam żadnego celu. O nic nie walczę, a moja gładka codzienność wydaje mi się być pozbawiona sensu. Choć powinnam i staram się ze wszystkich sił – nie czuję, żebym była szczęśliwa. Pogubiłam się? Oczywiście nikomu się do tego nie przyznam – przecież żyję jak pączek w maśle, a to zdecydowanie odbiera mi prawo do niezadowolenia. Kiszę więc w sobie ten ból istnienia, jak go dla poprawy nastroju nazywam, i uśmiecham się – tego wszyscy ode mnie oczekują. Ta werwa to nie tylko poza, ale i sposób na uniknięcie nieprzyjemności.

Kiedyś powiedziałam mojej mamie o dołach i melancholii. Ta spojrzała na mnie spode łba i huknęła, że nie mam prawdziwych problemów, że wymyślam, bo w tyłku mi się z dobrobytu poprzewracało. Powinnam się rozejrzeć – dzieci głodują, sąsiad ma raka, a ona... Zamilkłam, w tym temacie raczej na zawsze, tylko co z tego, że wzięłam się w garść, skoro zaczęłam podupadać na zdrowiu. Odczuwam nerwobóle – a to dokucza mi żołądek, a to kręgosłup, a to sprawy kobiece. Okresowo męczy mnie bezsenność – leżę, patrzę w ciemność, i mam ataki paniki - z obiektywnego punktu widzenia zupełnie nieuzasadnionej. Wyniki badań mam dobre, a że nie szczędzę pieniędzy na diagnostykę, to lekarze przeglądają mnie od stóp do głów. Diagnoza: albo jestem hipochondryczką albo nerwicowcem, albo rozkapryszoną histeryczką. Jak zwał, tak zwał – choć doceniam to, co mam, nie umiem cieszyć się, zaznać spokoju, nie potrafię być szczęśliwa. I uważam, że to cholernie niesprawiedliwe.

Marysia (30 lat, na urlopie wychowawczym, mieszka w Gdańsku):

- Kilka dni temu skończyłam trzydzieści lat. Mam męża, o którym można powiedzieć „wielki nieobecny”, bowiem ciągle pracuje, od rana do nocy. Nawet w weekendy, kiedy jest z nami w domu, siedzi z nosem w komputerze – to programista całym sobą. Ja jestem bibliotekarką, ale od dwóch lat realizuję się jako całodobowa opiekunka dwójki aktywnych bliźniaków. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem szczęśliwa, odpowiedziałabym, że tak, oczywiście. I naprawdę w to wierzę - spełniły się moje marzenia o szczęśliwej rodzinie, ciepłym domu i spokojnym życiu. Materialnie jesteśmy zabezpieczeni, nie chorujemy, a i ja doszłam do siebie po trudnej ciąży. Moje życie wydaje się beztroskie - nie martwię się o finanse, pracę, kredyty czy tym podobne kwestie. Mało tego – dwa razy do roku jedziemy na urlop za granicę, mamy domek nad jeziorem i komfortowe auto. Obiektywnie rzec biorąc żyję w sielskiej rzeczywistości. Spełniam się w roli matki, dobrze się w niej czuję, choć to najtrudniejsza praca, jaką do tej pory wykonywałam. Mój świat kręci się wokół dzieci – karmienia, pielęgnowania, ale także wychowywania i edukowania. Z moimi maluchami spędzam niemal każdą wolną chwilę, zazwyczaj bardzo aktywnie – a to czytam, a to układam puzzle, a to rysuję. Ostatnio nawet zaczęliśmy uczyć się czytać, taką nienachalną, eksperymentalną metodą.

Zazwyczaj nie przeszkadza mi, że moje życie tak naprawdę nie jest moje. Mówię sobie, że jeszcze kilka lat, a odzyskam czas dla siebie, no i siebie samą, ale tak naprawdę… Czasem czuję się, że jeszcze chwila, a nie wytrzymam i wybuchnę. Czuję się jak trybik w maszynie albo o... - chomik w klatce, biegający po swoim kręciołku. Marzę, żeby zniknąć, móc nie reagować i przez chwilę w niczym nie uczestniczyć.

Zdarza się, że wpadam w jakiś dół i myślę, że to wszystko jest bez sensu (co z punktu widzenia matki jest bzdurą). Oczywiście nie mówię o tym nikomu – raz, że nie mam w zwyczaju rozczulać się nad sobą, dwa – każdy by mi kazał popukać się w głowę. Jak dobrze to znam: Przestań szukać dziury w całym, Nie dziel włosa na czworo, albo mój hit: Nie użalaj się nad sobą, masz wszystko! Dlatego nawet wtedy, kiedy czuję się otępiała, milczę - uśmiecham się i gram rolę szczęśliwej pani domu, która spełnia się gotując pulpety w sosie pomidorowym czy doprowadzając dom do porządku po tym, jak dzieciaki potraktowały ściany farbami.

Staram się dbać o siebie, piję uspokajające herbatki ziołowe, pozwalam sobie na lampkę wina dla rozluźnienia. Wiem, że muszę zacisnąć zęby i sama sobie z tym poradzić - inni nie będą dla mnie wyrozumiali. Przecież fakt - wszystko mam! No i wciąż pamiętam, jak kilka miesięcy po urodzeniu bliźniaków zaczęło mnie palić w przełyku, czułam ucisk w klatce piersiowej i drętwiały mi ręce. Pognałam do lekarza, bojąc się, że schodzę. EKG, morfologia i badania pod kątem choroby tarczycy nie wykazały nic niepokojącego. Lekarka stwierdziła, że mam nerwicę, a może nawet psychozę poporodową. Kazała mi wziąć się w garść i… przestać się nad sobą rozczulać.
Skomentuj

Komentarze (132)

  • ona_jedna 26.08.2011, 08:30
    Marsz do terapeuty! To do obu Pań. Samo wygadanie się może pomóc :) Pani nr 2: jeśli tak powiedziała lekarz psychiatra, ... Więcej
    0
    0 | 0
  • Zauważyłam, że kobiety 26.08.2011, 08:52
    często zaczynają myśleć o takich duperelach, jak czują nudę. Wiem, bo sama jestem kobietą. Bo kobieta musi się wiecznie czy... Więcej
    1
    0 | 1
  • ewka 26.08.2011, 09:46
    weżcie sie szczęsliwe kobiety za cos pozytecznego , np. wolontariat w hospicjum, gdzie czekaja na smierć dzieciaczki, albo ... Więcej
    0
    0 | 0
  • skorupka 26.08.2011, 11:28
    A ja czuję się podobnie do bohaterek. I dziwią mnie bardzo krytyczne glosy pod artykułem. Co to za rada, żeby się czymś zaj... Więcej
    0
    0 | 0
  • logik 26.08.2011, 12:28
    Cóż, inteligentna osoba się nie nudzi. Osoby z artykułu nie mają żadnej pasji (typu twórczego, tzn. nie samo czytanie książ... Więcej
    0
    0 | 0
  • Jarek 26.08.2011, 12:39
    próżne baby ! jak macie tyle kasy, to dajcie biednym dzieciom z sierocińca, zrobicie przynajmniej dobry uczynek, bo po smie... Więcej
    0
    0 | 0
  • Wolontariat? 26.08.2011, 12:57
    A gdyby tak jednak ten wolontariat? Niekoniecznie trudny typu pomoc w hospicjum czy schronisku. Można pomagać w nauce dziec... Więcej
    0
    0 | 0
  • Katia 26.08.2011, 13:23
    hhmm, w 1 przypadku aż ciśnei się na usta - zróbcie sobie dziecko :) choć ja bym tego nie powiedziała (sama ni emam dzieci ... Więcej
    0
    0 | 0
  • Katia 26.08.2011, 13:25
    przypadek 2 natomiast - nie wiem co poradzić, jak dla mnie zmęczona życiem mężatka - matka :) To ze macie kase i wszystko ... Więcej
    0
    0 | 0
  • Cassiopea 26.08.2011, 14:37
    Kryzys psychiczny w życiu pod dostatkiem bierze się z zaniedbania swojej sfery duchowej. To jest teraz bardzo powszechne. L... Więcej
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...