48

Kiedy kończy się młodość?

Kiedy przychodzi ten moment w życiu, gdy możemy z całą pewnością stwierdzić, że wyrośliśmy z imprez domowych, tudzież klubowych? Czy wtedy, gdy przestały one nas zajmować, pociągać, intrygować? I jak rozpoznać, że coś się zmieniło nieodwracalnie, że przeszliśmy przez tę "smugę cienia", zza której nie ma powrotu?

Na fali świeżych wrażeń z kilku imprez, w których ostatnio uczestniczyłam, muszę stwierdzić, iż w moim przypadku wyrosłam z nich wbrew własnej woli i mimo szczerego zainteresowania tego typu rozrywką, a nawet na przekór rosnącej tęsknocie za dawnymi, dobrymi czasami, kiedy oferta "balang" była tak szeroka, że jako ich bywalczyni mogłam odczuwać kryzys nadpodaży i związane z tym uczucie przesytu. W tych zamierzchłych czasach wydawało mi się, że najlepsze imprezy jeszcze przede mną, a ich szeroki strumień nie wyschnie do później starości. Z perspektywy czasu wiem, że wraz z rosnącą niezależnością finansową, wyzwoleniem spod opiekuńczych skrzydeł rodzicielskich, nie mówiąc o zdobywaniu coraz lepszych "warunków lokalowych", maleją chęci do zorganizowania imprezy i, co gorsza, zdolność do odczuwania przyjemności z uczestniczenia w niej.

Poza wyjściami do klubu, które nigdy mi nie odpowiadały, pozostały dwa rodzaje domowych spotkań towarzyskich, na które mogę się załapać. Pierwszy z nich to "nasiadówka" - zwykle przy sutym bufecie, ewentualnie grillu; schodzą się na nią same pary, z czego rosnąca w zastraszającym tempie część to już małżeństwa; panowie rozmawiają o pracy, samochodach i biznesach, które mają zamiar otworzyć; ich kobiety włączają się do rozmowy, gdy schodzi na urządzanie mieszkania, relacje z wakacji i planowanie dzidziusia. W sumie straszne nudy.

Drugim rodzajem imprez, na jakie jeszcze jestem zapraszana, są tradycyjne prywatki przy przygaszonym świetle, w domu, do którego tłumnie schodzą się ludzie, którzy zazwyczaj widzą się pierwszy raz w życiu; nawet gospodarz nie zna i nie potrafiłby zliczyć wszystkich gości. Wszystko przy dość głośnej, choć już nie tak głośnej jak za czasów licealnych i wczesnostudenckich, muzyce, co prawda w gęstym dymie papierosowym, lecz miejsce palącego przełyk spirytu wyparły wino i piwo, spożywane w kulturalnych ilościach; żadnych rzygających, zalanych w trupa i śpiących na podłodze w korytarzu. Uczestnikami drugiego rodzaju imprez są po pierwsze tzw. artystyczne dusze, które najbardziej zajmuje ich pasja, zwykle muzyka, nie widzą siebie zupełnie w strukturach korporacji, wspinających się cierpliwie po szczeblach kariery i, poza pisanymi palcem na wodzie marzeniami o karierze artystycznej, nie mają bliższego realiom planu na zapewnienie sobie stabilnego źródła dochodów. Po drugie przychodzą tam ludzie stanu wolnego w sensie formalnym, jak i nieformalnym tego słowa. Jak by nie patrzeć, każda impreza stwarza im okazję do znalezienia swojej drugiej połowy, toteż niejako z musu są bardziej otwarci i zaangażowani; w przeciwieństwie do tych, którzy przyszli w parach, są ciekawi innych ludzi; wydawać by się mogło, że aż do końca nie dopada ich znużenie i znudzenie, które staje się szybko udziałem par tęskniących, po 4 godzinach spędzonych w cudzym mieszkaniu, do domowego zacisza.

Podczas gdy pierwszy rodzaj opisanych imprez wywołuje u mnie mdłości, a następnie wznieca we mnie bunt przeciwko takiemu "zdziadzieniu" i ochotę na przeżycie dzikiej balangi, ten drugi przywołuje mnie do rzeczywistości, w której widzę, że już nie pasuję do towarzystwa rasowych imprezowiczów, że chcąc nie chcąc, lecz bardziej nie chcąc – wyrosłam. Podzieliłam się tymi uwagami z przyjaciółkami i okazało się, że żywią podobne odczucia. Z moich mini statystyk wychodzi więc na to, że potężny procent kobiet (mężczyzn zresztą też) jest co najmniej tak samo starych, jak ich wygląd, a nie odwrotnie – jak można by sądzić z obrazu człowieka prezentowanego przez media – stary ciałem, młodzieńczy duchem. No właśnie, czy oby tak powszechnie wygłaszane deklaracje w stylu: „czuję się na 20 lat młodszą/młodszym” brać można na poważnie?

Skomentuj

Komentarze (48)

  • justa 14.07.2003, 09:22
    Ja też czuję, że w pewnym sensie wyrosłam z imprez, a przynajmniej z dyskotek. Nadal jednak lubię tradycyjne "nasiadów... Więcej
    0
    0 | 0
  • lilala 14.07.2003, 09:58
    Też niedawno stwierdziłam, że nie wszystko mi jakby wypada, inna rzecz - że nie wszystko mnie interesuje, ale uczucie, że w... Więcej
    0
    0 | 0
  • Volcano 14.07.2003, 10:30
    Fakt ze stajecie sie STARE mozna rozpoznac chodzby po tym ze uzywacie sformuowania "wyrosłam". I tłumaczycie sobi... Więcej
    0
    0 | 0
  • ewa 14.07.2003, 11:50
    a ja mysle ze to imprezy się zmieniły (na gorsze)
    0
    0 | 0
  • kasia 14.07.2003, 12:51
    nie moge sluchac jak moi znajomi w wieku 24/25 lat kreca nosem gdy chce ich wyciagnac na dyskoteke lub impreze. chlopcy mar... Więcej
    0
    0 | 0
  • ANKA 14.07.2003, 12:55
    Witam wszystkich. Nawiaze do wypowiedzi Volcano jesli mozna.... Nie jestem juz mloda "rocznikiem"ale moj duch j... Więcej
    0
    0 | 0
  • Itaka 14.07.2003, 14:21
    Nigdy nie bylam na dyskotece. Nie czulam i nie czuje sie przez to "zdziadziala".
    0
    0 | 0
  • malina 14.07.2003, 14:42
    mam 26 lat.czuje coraz silniej,że z "imprezek"wyrosłam.tak jak piszecie traktuje je raczej jak sposób na poznanie... Więcej
    0
    0 | 0
  • kasiya 14.07.2003, 16:54
    ... mysle, ze wszystko zalezy od towarzytswa w jakim bywamy i jakie mamy oczekiwania od nas samych i otoczenia, w ktorym si... Więcej
    0
    0 | 0
  • Diana9 14.07.2003, 17:19
    MLODOSC, czy nie nigdy nie lubilam imprez, - albo pijanych i dymu. Nie powiem, ze nigdy nie probowalam. Ale cenie ludzi m... Więcej
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...