572

Edukacja seksualna nad Wisłą

Edukacja seksualna to temat, który od wielu lat dzieli polską scenę polityczną. Wprowadzać ją do szkół, nie wprowadzać? Czy dzieciom i młodzieży w ogóle należy przekazywać wiedzę dotyczącą seksualności człowieka? Czy edukacja w szkołach nie przyczynia się do wcześniejszej inicjacji seksualnej u młodych osób?

W Kairze w 1994 roku na Międzynarodowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju oraz podczas IV Światowej Konferencji w sprawie Kobiet w Pekinie w 1995 roku międzynarodowe gremium uznało, iż cena, jaką płacą młodzi ludzie za brak rzetelnej wiedzy z zakresu seksualności człowieka, jest tak wysoka (m.in. zachorowania na AIDS i inne choroby przenoszone drogą płciową, niechciane ciąże u młodych dziewcząt), że rządy zobowiązują się zmienić istniejący stan rzeczy, podejmując odpowiednie działania z zakresu edukacji. Polska uczestniczyła w obu konferencjach i bez zastrzeżeń przyjęła końcowe postanowienia, tym samym zobowiązując się do ich realizacji.

W latach 90. wiele autorytetów z dziedziny seksuologii podnosiło kwestię konieczności wprowadzenia do szkół osobnego przedmiotu zajmującego się seksualnością człowieka. Dr Maria Trawińska pisała: „U młodzieży wiedza podręcznikowa z biologii miesza się z dezinformującą, podwórzowo-tramwajową wulgaryzacją tej problematyki, z teologią ciała w wydaniu szkolnej katechezy i tradycyjną tabuizacją seksu w klimatach prowincjonalnych”.

1 września 1997 MEN podjęło decyzję o wprowadzeniu do programu szkół wiedzy o życiu seksualnym człowieka. Kościół i prawica protestowali. Prymas Józef Glemp uznał, że poczynania MEN-u to największe zagrożenie współczesności. Powiedział, że „czynione są starania, by wyrwać Boga z serc i umysłów ludzi, zwłaszcza przez propagowanie seksualizmu i pornografii, (...) ingerowanie w intymną sferę życia dzieci przez tak zwane wychowanie seksualne”. Pierwszą decyzją prawicowego ministra edukacji Mirosława Handkego było wstrzymanie nauczania o życiu seksualnym człowieka.

Mimo tych – mówiąc eufemistycznie – lewicowo-prawicowych niezgodności temat edukacji seksualnej wciąż wraca. I ma wymiar głęboko polityczny, choć przecież z polityką nie powinien mieć nic wspólnego. Już samo publiczne mówienie o seksualności człowieka w kategoriach grzechu czy „moralnego upadku” może kształtować u młodych ludzi niezdrowe podejście do tematu: badania dowodzą, że w dwóch trzecich rodzin nie rozmawia się o seksie, a głównym autorytetem w tej dziedzinie dla młodych ludzi pozostają rówieśnicy.

A seksualność jest przecież jedną z integralnych sfer życia człowieka. Udane (bądź nie) życie seksualne jest wyznacznikiem szczęśliwego (bądź pełnego frustracji) życia. Właściwie poprowadzone zajęcia z zakresu edukacji seksualnej pozwoliłyby młodym ludziom na zdobycie rzetelnej wiedzy, która w przyszłości zaowocowałaby umiejętnością stworzenia dobrego związku opartego na zdrowych zasadach. Pomogłyby również zrozumieć, jakie zmiany zachodzą w ich ciele i psychice w związku z okresem dojrzewania. Wiadomości odpowiednio dostosowane do wieku dzieci i młodzieży pozwoliłyby na uniknięcie „podwórzowo-tramwajowej wulgaryzacji”, a co za tym idzie – niewłaściwych, często pokutujących w późniejszym życiu nieprawdziwych wyobrażeń na temat seksu. Bo przecież wyobrażenia na temat życia płciowego człowieka, budowane na podstawie filmów pornograficznych ściąganych z Internetu, mogą u młodych ludzi wykształcić fałszywy i krzywdzący przyszłych partnerów obraz rzeczywistości.

Czy to się podoba dorosłym, czy nie, młodzi ludzie rozpoczynają życie seksualne (profesor Izdebski powiedział, że z seksualnością w rodzinie jest tak: dzieci myślą, że rodzice już tego nie robią, a rodzice, że dzieci jeszcze nie). Czy obowiązkiem dorosłych nie jest informowanie młodych o ewentualnych groźnych skutkach niewłaściwie prowadzonego życia seksualnego? Tymczasem z radia i telewizji sączą się cytowane za niektórymi politykami bzdury typu: prezerwatywa prowadzi do bezpłodności, tak samo jak farmakologiczne środki antykoncepcyjne. W niektórych podręcznikach do „przysposobienia do życia w rodzinie” (Czy to nie kolejny dowód na to, że żyjemy w zakłamaniu? Czy seks uprawia się tylko w rodzinie?) można wyczytać, że wkładka wewnątrzmaciczna to środek wczesnoporonny, a najlepszym sposobem na zapobieganie ciąży są metody naturalne.

Do czego dążymy? Zamiast trąbić na lewo i prawo, że prezerwatywa ratuje przed śmiertelnym wirusem i trzeba jej używać, ośmieszamy się, mówiąc, że jest szkodliwa dla zdrowia. Efekt jest taki, że wśród młodych ludzi mamy coraz więcej nosicieli wirusa HIV, zupełnie tego nieświadomych. I nieświadomie zarażających innych. Trudno nie wspomnieć o innych chorobach przenoszonych drogą płciową i niechcianych ciążach. A przecież wystarczyło poinformować i uniknęlibyśmy wielu niepotrzebnych dramatów.

Wielu przeciwników edukacji seksualnej twierdzi, że przyspiesza ona wśród młodych ludzi inicjację seksualną – brak lęku przed zajściem w ciążę miałby przyczyniać się do wczesnego rozpoczęcia współżycia. Badania przeprowadzone w USA, Meksyku, Ekwadorze, Gwatemali i Chile wykazały, że jest wręcz odwrotnie – młodzież uświadomiona, jak ważną sferą życia jest właściwie prowadzone życie seksualne, zwlekała z inicjacją, rozpoczynając współżycie średnio o siedem miesięcy później niż rówieśnicy nieobjęci programem edukacyjnym. Ponadto młodzi ludzie biorący udział w programie częściej korzystali ze środków antykoncepcyjnych. Co za tym idzie – zmniejszyła się liczba tzw. zachowań ryzykownych. Dodatkową zaletą edukacji seksualnej jest asertywność, która pozwala młodym ludziom oprzeć się presji środowiska czy naciskom partnera.

Dziś w Polsce nauczyciel (a często i katecheta!) ma prawo wyboru programu edukacji seksualnej odpowiadającego jego światopoglądowi, tzw. ścieżki, w ramach której kształcenie dzieci z zakresu seksuologii realizuje się na lekcjach biologii, języka polskiego, religii (sic!) i godzinach wychowawczych. Jawnie łamie się prawo dzieci do edukacji wolnej od ideologii i prawo rodziców do wychowywania swoich dzieci według własnych przekonań.
Skomentuj

572

Komentarze (572)

  • Pokręcony Rudzielec 08.02.2007
    To jedna z wielu porażek w naszym kraju. Rozumiem, że Kościół nie zgadza się z seksem pozamałżeńskim, nie uznaje antykoncep... Więcej
    0
    0 | 0
  • bardzo zasadnicze pytanie 08.02.2007
    No właśnie - prawo rodziców do wychowywania swoich dzieci według własnych przekonań. Czy jeśli rodzice nie chcą, żeby ich d... Więcej
    0
    0 | 0
  • Claudia 08.02.2007
    Niedlugo to rodzice moze powinni decydowac o tym czy 17-latka powinna zakrywac glowe i twarz hustka czy nie? A moze jej zab... Więcej
    0
    0 | 0
  • Hela 08.02.2007
    Wytłumaczcie mi pewien paradoks, który nie bardzo pojmuję: Powiada się, że rodzic nie powinien zabraniać seksu niepełnolet... Więcej
    0
    0 | 0
  • anake 08.02.2007
    Do Heli, nie bardzo rozumiem cel twoich wypowiedzi, syskusja dotyczy lekcji wychowania seksualnego, rozumiem, ze jestes ... Więcej
    0
    0 | 0
  • Hela 08.02.2007
    Mówię tylko tyle, że wychowanie seksualne w szkołach to "wierzchołek góry lodowej", pod którym kryje się ogólne p... Więcej
    0
    0 | 0
  • Aleck 08.02.2007
    Brak wychowania seksualnego w szkole to jeden z najgorszych idiotyzmów w tym kraju. ------------ W odpowiednim wieku stop... Więcej
    0
    0 | 0
  • Noelle 08.02.2007
    I potem z niewiedzy 14/15 latki są w ciąży. Gdzieś czytałam reportaż z nieletnimi matakmi, i jedno co zapamiętam do ko... Więcej
    0
    0 | 0
  • Aloka 08.02.2007
    Do Noelle.... Zgadzam sie z Toba w 100%. Liczenie dziewczat w ciazy nic nie da . Czasami sie zastanawiam w którym wieku... Więcej
    0
    0 | 0
  • neja 08.02.2007
    "Czy jeśli rodzice nie chcą, żeby ich dziecko uczęszczało do szkoły na tego typu lekcje ("wychowania" seksua... Więcej
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...

Pokaż więcej