„Ależ masz tu dużo kurzu”. Jak Polka walczy z teściową?

Po sieci krążą dowcipy. „Co to jest: w dzień się nie zamyka, a w nocy pływa? Jak to co? Szczęka teściowej”, „Chłopiec krzyczy: Tato, dzik zaatakował babcię. Ojciec na to: ‘jak sam zaatakował niech się sam broni’”. - Nie ma „wdzięczniejszego” tematu do żartów niż teściowa – stwierdza Ewa Woydyłło, psycholog.

Na forach internetowych pojawia się pełno pytań dotyczących relacji z teściową. Jak mieć z nią w miarę poprawne stosunki, jak się od niej uniezależnić, jak sprawić, żeby się nie wtrącała. Jednym słowem: jak z nią nie zwariować?

Postanowiłyśmy pozbierać najbardziej, naszym zdaniem, absurdalne wypowiedzi i porady dotyczące teściowych. Ich skuteczność komentują mężatki z ponad pięcioletnim stażem.

1 z 6

Mama męża zazwyczaj ma już wychowane dzieci, perfekcyjnie prowadzi dom, posiada talent kulinarny i doświadczenie zawodowe

- Opowiem ci coś – uśmiecha się Katarzyna, mężatka z dziesięcioletnim stażem. – Moja teściowa, poważna pani doktor, pediatra. Grono dobrze sytuowanych przyjaciół, piękny dom, ona sama jak z żurnala. I sytuacja. Impreza rodzinna, kilkadziesiąt osób. Ona chwali swoje dzieci. Matylda to wyszła za mąż za bardzo bogatego mężczyznę, mieszka we Francji, powodzi jej się świetnie. Karol (starszy brat) robi karierę w Londynie, Wojtek i jego żona (to o nas) kupili piękny apartament na warszawskim Mokotowie. Słucham i nie wierzę. Bo Matyldę bogaty mąż zdradza, o czym wszyscy w rodzinie wiedzą. Ona sama myśli o powrocie do Polski, kariera Karola w Londynie wygląda bardzo średnio. A my? Mieszkanie jest na kredyt, kupiliśmy je właściwie tylko dlatego, bo teściowa się uparła, że nie możemy mieszkać w slumsach. Halo, po co ta iluzja?!

- Większego absurdu nie słyszałam – mówi Magda, 29 lat, niedawno wyszła za mąż. – Nie chcę być jak moja teściowa. W mieszkaniu lśni, trzy ciasta upieczone, trzydaniowy obiad na stole. Świetnie, ale ja tak nie chcę żyć. Nie chcę tyrać do czwartej rano. W XXI wieku mogę wynająć panią do sprzątania, ciasto kupić można wszędzie. I nie będę rywalizowała z teściową o to, która jest bardziej perfekcyjna. Ona - i co z tego?

Magda opowiada, że na samym początku małżeństwa kłótnie były na porządku dziennym. - Wracamy z pracy, wchodzimy do kuchni. „Ale tu syf” mówi mój ukochany. „Ale syf” stwierdzam ja. „No i …?”. On patrzy na mnie oczekująco. „No i co?” odpowiadam. Co najmniej rok się docieraliśmy. Bo on po prostu oczekiwał, że pewne rzeczy zrobię sama. Tak ja robiła jego mama.

123rf
Skomentuj
Trwa ładowanie...