|
|
|
|
|
2.04 | Reportaż
Mam problem z facetami. Jestem DDA
|
|
|
|
|
Inteligentne, przedsiębiorcze, odpowiedzialne, pewne siebie kobiety, po przekroczeniu progu swojego domu, po zdjęciu kostiumów i masek, przeistaczają się w bezbronne i zagubione dziewczynki. Łączy je wspólna przeszłość – są DDA. Dorosłe dzieci alkoholików nie noszą w sobie sielskich wspomnień z dzieciństwa i nie potrafią odciąć się od bolesnej przeszłości.
Kochająca się rodzina, szczęśliwi rodzice, atmosfera pełna miłości to w przypadku DDA niespełnione marzenia. Ich ukształtowały zaburzone relacje między domownikami, niezaspokojone potrzeby, poczucie zagrożenia, strach, upokorzenia i samotność. Trudno się dziwić, że nosząc bagaż przykrych doświadczeń DDA widzą wszystko w krzywym zwierciadle, że ich postrzeganie siebie, świata i swojego w nim miejsca jest szczególne. O ile wachlarz cech wpisanych w bycie DDA takich jak: odpowiedzialność, umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresowych, powściągliwość, nieufność przy jednoczesnej gotowości do podejmowania ryzyka może pomóc odnieść sukces na polu zawodowym, o tyle trudniejsze staje się osiągnięcie spełnienia w życiu osobistym. Nie mając w sobie zakodowanych wzorców, na tym polu DDA poruszają się wyłącznie intuicyjnie - często nie umieją kochać, cieszyć się i być blisko. Nie wiedzą, jak powinien wyglądać zdrowy związek i prawdziwa rodzina. Nie wierzą w siebie, nie ufają, a chwile szczęścia czy bezinteresowna dobroć mogą sprawić, że DDA panikują, czują się niepewnie lub niekomfortowo. Muszą naprawdę wiele się napracować i przebyć długą drogę, by się odnaleźć i rozsmakować w normalności.
Weronika (37 lat, właścicielka sieci sklepów z Olsztyna):
- Nie lubię mówić o swoim domu rodzinnym, nie lubię wracać myślami do lat dzieciństwa. To nie są miłe wspomnienia. Mój dom to alkohol, awantury, samotność. Tego koszmaru nie da się zapomnieć, choćby nie wiem jak się starać. Dziś patrzysz na mnie i myślisz, że świetnie sobie radzę w życiu. Owszem, osiągnęłam sukces zawodowy, ale moje życie osobiste to porażka – ciągle tkwię w toksycznym związku. Chyba przyciągam do siebie popaprańców, a może po prostu ciągnie swój do swego. Kiedy kończyłam podstawówkę, zakochałam się i weszłam w swój pierwszy poważny związek. On był starszym ode mnie, rozpuszczonym jedynakiem. Byłam spełnieniem jego marzeń: ładna, niegłupia, do tego potulna, zaprogramowana na zaspokajanie pragnień innych. Manipulował mną, wykorzystywał, dręczył psychicznie, traktował jak zabawkę. Byliśmy razem pięć lat – to on mnie zostawił. Dla mnie to był koniec świata. Czułam się tak, jakby umarł mi ktoś bliski. Dźwignęłam się, choć nie było mi lekko. Za chwilę wpakowałam się w kolejny chory związek właściwie tylko po to, by z kimś być. Od tego zależało moje poczucie bezpieczeństwa, samoocena, moje być albo nie być. To był artysta, który żył w świecie marzeń za moje pieniądze. Ja zajmowałam się wszystkim – od prania skarpet po płacenie rachunków, nie dostając w zamian nic. Byłam niańką chimerycznego księcia, który po dwóch latach odszedł ode mnie i wrócił do swojej starej miłości. A ja znów umarłam. Kiedy udało mi się stanąć na własnych nogach, spotkałam jego - miłego, przyzwoitego ochroniarza, który ma jedną wadę: jest impulsywny. Nie, nie bije mnie, ale jego gniew, zły błysk w oku, same w sobie przerażają mnie i paraliżują, dlatego staram się łagodzić sytuacje, chować głowę w piasek, przyznać mu rację, byleby tylko uniknąć kolejnej awantury. Potem i tak to ja czuję się winna. Pogubiłam się, chyba czuję się w tym wszystkim nieważna. Czy jestem szczęśliwa? Trudne pytanie. Wiem za to jedno: nie chcę i nie potrafię być sama.
Maria (28 lat, informatyk z Gdańska):
- Moja matka była apodyktyczna i zimna, interesowały ją tylko romanse, ploteczki i ona sama. Mój ojciec, szanowany lekarz, pił, więc jego też jakby nie było. Mając wszystko, opływając w dostatki, byłam biedna, sama i nieszczęśliwa. Dużo czytałam, grałam w samotnika i zamykałam się w swoim świecie. Od zawsze towarzyszyło mi poczucie, że jestem inna: nadwrażliwa, zbyt spokojna, zbyt nieśmiała. Trudno mi było odnaleźć się w grupie, zawsze i wszędzie starałam się być niewidzialna. Nie umiałam wyluzować, bawić się, nie byłam ani popularna, ani lubiana. Wykorzystywano mnie, byłam klasowym „jeleniem”, bowiem odmówienie czegoś komuś, powiedzenie „nie” było dla mnie problemem; kiedy zaś próbowałam zawalczyć o swoje – czułam się jak bezczelna, roszczeniowa gówniara. Nie lubię i nie potrzebuję ludzi. Mieszkam sama, bez przyjaciół i narzeczonego. Mam za to dwa koty, psa i pieniądze, dzięki którym kompensuję sobie niedobory: kupuję ciuchy, kolekcjonuję filiżanki, mam imponującą biblioteczkę. Nie chcę się z nikim związać. Czuję, że nie umiałabym być z kimś na co dzień, nie potrafiłabym zbudować czegoś normalnego. Na co mi to. Jest mi dobrze tak, jak jest. Naprawdę.
Patrycja (38 lat, optyk z Lublina):
- Mój ojciec był policjantem, najprzystojniejszym facetem i największym draniem we wsi. Ciągle imprezował, pił i bił – mnie, matkę i babkę. Moja matka jest cichą, znerwicowaną kobietą, dla której wartością nadrzędną jest dobra opinia w środowisku: wszystkie brudy zatem należy prać u siebie w domu, a w niedzielę, pomimo sińców - pokazać się razem w kościele. Bardzo szybko usamodzielniłam się i uciekłam z domu. Wyjechałam, dostałam dobrą pracę, zaczęłam zarabiać sensowne pieniądze. Dziś mam własną firmę i lubię swoje życie. Nie mam narzeczonego ani męża, choć lubię mężczyzn. Z jednej strony chciałabym związać się na stale, tylko, że nie potrafię być z nikim dłużej niż kilka tygodni. W efekcie zmieniam partnerów jak rękawiczki: kiedy tylko zorientuję się, że facet się we mnie zakochał – czuję, że muszę uciekać. I uciekam, kończę znajomość niezależnie od tego, jaki by nie był przystojny, mądry czy dobry w łóżku. Może lubię zdobywać, coś sobie udowadniać? A może po prostu się boję? Nie wiem – nie robię tego dla zabawy. Jestem szczęśliwa, choć bywają dni, kiedy łapię doły, szarpię się. Chciałabym mieć męża, dziecko - każdy nowy związek to kolejna nadzieja. A potem znów chłopak jest dla mnie za dobry, za ciepły, za nudny…
Grażyna (30 lat, nauczyciel akademicki z Torunia):
- Jestem DDA. Mój ojciec jest alkoholikiem. Mama to ciepła, ale smutna kobieta. On od zawsze pił i wszczynał awantury, a my uciekałyśmy z domu przed jego ciosami. Nienawidzę go. Kocham mamę, ale nie potrafię jej wybaczyć tego, że nie odeszła od ojca. Było, minęło, próbuję ułożyć sobie życie – teoretycznie powinnam być szczęśliwa, mieć poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Mam pracę, męża, dom. Jednak nie śpię spokojnie: wciąż uważam na to, co robię, co i jak mówię. Kontroluję się do granic możliwości, wmawiam sobie, że nad sobą pracuję: staram się być wyrozumiała, powściągliwa, perfekcyjna nawet w myciu podłogi. Na każdym kroku chcę być idealna – jako żona, pani domu, kochanka, pracownik czy sąsiadka. Boję się puścić swe hamulce, pokazać, jaka naprawdę jestem – że się wściekam, że popalam, że chcę wrzeszczeć i kląć, że do białej gorączki doprowadzają mnie nawyki męża i mój brak orgazmów.
Jestem lodowato uprzejma, a moje życie jest beznamiętne. Ja po prostu boję się, że jeśli pokażę swe prawdziwe „ja”, on mnie zostawi, a obraz doskonałej mnie w głowach innych pryśnie. Jestem tym zmęczona. Kiedy mój mąż mówi „kocham” – jestem w siódmym niebie, a jednocześnie, wbrew sobie, powątpiewam w szczerość jego deklaracji. Kiedy jest dla mnie chłodny – panikuję. Choć jesteśmy małżeństwem, planujemy dzieci, ja nie umiem mu do końca zaufać. Boję się, że on i tak mnie porzuci, zdradzi, oszuka. Moje drugie imię to lęk.
Zofia (44 lata, agent ubezpieczeniowy z Warszawy):
- Właściwie wychowywała mnie babcia. Któregoś dnia, gdy podczas kolejnej libacji alkoholowej, mój ojciec zaczął wyrzucać przez okno moje książki i zabawki – spakowałam się i uciekłam do niej. To był koniec roku szkolnego, a ja zdałam do drugiej klasy szkoły podstawowej. Dziś nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, nie wiem gdzie są i co robią. Mam rodzinę – męża i dzieci, mieszkanie, pracę, przyjaciół i pieniądze. Jestem pogodna, lubiana, pełna życia, a szklanka, którą widzę, jest do połowy pełna. Ale czy jestem w pełni szczęśliwa? Miewam takie dni, kiedy nie chce mi się żyć. Bywają takie sytuacje, kiedy zachowuję się jak wariatka, a w stan zawieszenia potrafi wprawić mnie byle banał, nieoczekiwana zmiana, na którą nie mam wpływu. Zamartwiam się, rozpamiętuję, dzielę włos na czworo, wszędzie widzę swoją winę. Czuję się gorsza, mam natręctwa myślowe, napady paraliżującego, irracjonalnego lęku o dzieci, partnera. Najgorszy jednak jest gniew – mąż potrafi doprowadzić mnie do furii jednym słowem, a dzieci - wyprowadzić z równowagi naprawdę byle czym. Mówię wtedy straszne rzeczy, wrzeszczę, płaczę, zachowuję się jak histeryczka. Potem wstydzę się, zadręczam... Bardzo, bardzo się staram, a mimo wszystko czuję, że jestem toksyczną matką i chimeryczną żoną. Taka byłam zawsze, jednak dopiero od niedawna umiem te ułomności nazwać – odkryłam, że jestem DDA - dorosłym dzieckiem alkoholika. Mam nadzieję, że będę umiała sobie pomóc.
|
|
|
Monika Zalewska - Biełło |
|
 |
|
|
|
|
 |
 |
Wasze komentarze...
|
|
Autor: Natalia (2009-04-02 15:34:26)
Mój ojciec pije, a to ja chodze do psychologoa i się leczę. Chociaż jestem jeszcze nie dorosła, rocznikowo 18ście lat, już wiem, że jestem DDA. Nigdy wcześniej nie zdawalam sobie z tego sprawy. I nigdy wcześniej nie byłam pewna, że mój ojciec to alkoholik z prawdziwego zdarzenia. teraz chodze na terapię. Niezbyt długo, aczkolwiek dużo rzeczy układa mi się w głowie. Cała nasza rodzina jest chora, w pewnym sensie patologiczna. Wierzę, że z czasem będzie coraz lepiej. |
|
Autor: Nova (2009-04-02 15:50:29)
Tytuł tego artykułu jest kompletnie nietrafiony, bo wynika z niego na pierwszy rzut oka, że problemy z facetami mają te co są DDA, a niby że cała reszta kobiet nie ma problemu z facetami, jeśli nie jest DDA. Tak naprawdę to ten artykuł jest tylko o DDA i miejscami o problemach z facetami. |
|
Autor: bzium (2009-04-02 16:57:38)
nie ma to jak splycanie.. aaa.. DDA to nie tylko problem z facetami.. matko! az sie zirytowalam.. jakby faceci byli najwazniejsi.. a nie sa!
nie chce mi sie nic wiecej pisac, ale zycze autorce zastanowienia sie nad priorytetami.. jak juz poruszac taki temat to albo z sensem i doglebnie, albo wcale. bo ten reportazyk nic nie wnosi. kompletnie NIC. |
|
Autor: bzium (2009-04-02 16:58:36)
a i jeszcze jedno: baardzo sluszna uwaga Nova! |
|
Autor: dda (2009-04-02 17:02:08)
a moim zdaniem ten artykuł jest dobry |
|
Autor: Brita (2009-04-02 17:12:10)
DDA to nie tylko problemy z facetami, ale ten tekst jest wypowiedzią tylko w tej kwestii (patrz tytuł). autorka podejmuje tylko ten wątek i nie jest to spłycanie - bo niby dlaczego? dziwny odbiór. |
|
Autor: (2009-04-02 17:36:39)
powino byc jestem dda |
|
Autor: mysz_myszDDA (2009-04-02 17:40:30)
To bardzo prosteGdyby w tytule nie pojawil sie "problem z mezczyznami" tylko samo DDA to artykul bylby mniej klikalny.... DDA to za ciezki temat dla kogos kogo to nie dotyczy. |
|
Autor: DDA+DDA (2009-04-02 18:24:11)
ja jestem DDA mój facet jest DDA...pytanie czy potrafimy być szczęśliwi razem:/ |
|
Autor: ktighg (2009-04-02 19:43:08)
ja jestem DDA moj facet nie i tworzymy taki sobie zwiazek... nie umiem kochac, otwierac sie i mam problem z intymnoscia w zwiazku, ale chce byc szczesliwa. za rok bierzemy slub. |
|
Autor: Niunia (2009-04-03 07:53:05)
Myślę, że DDA nie powinny wchodzić w związki.
Przez 2 lata mieszkałam z chłopakiem DDA. Był słodki, miły, czarujący....do czasu, kiedy stres w pracy go przerósł odreagował na mnie w bardzo gwałtowny sposób. Karał mnie milczeniem, brakiem sexu, gniewem i złością. Przez długi czas zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, że on się tak zachowuje. Wpędzał mnie w poczucie winy i zachowywał jak małe rozkapryszone dziecko tupiące nogami. Kochałam go ponad życie, świata poza nim nie widziałam, starałam się jak mogłam. Stworzyłam mu dom pełen ciepła, czułości,rozmów, miłości z mojej strony, z codziennym obiadkiem i uśmiechem na twarzy. I wydawało mi się, że jest między nami fajnie. On też mówił, że mnie kocha i świata poza mną nie widzi....aż pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie wypakował, że między nami się "wypaliło i żyjemy jak koleżanka z kolegą". Nie mogę tego zrozumieć do dziś. Udawał, okłamywał mnie mówiąc że mnie kocha? Rozstaliśmy się bo sam tego chciał, a teraz jest na mnie obrażony "na śmierć i życie". Myślę, że jak ten związek potrwał by dłużej to on zniszczył by mnie psychicznie swoim "dziwnym" zbuntowanym zachowaniem. Dziś wiem, że choć nie wiem jak bardzo bym go kochała to on i tak nie potrafił tej miłości przyjąć.
Dla mnie DDA=skrajny egoizm. |
|
Autor: (2009-04-03 09:37:10)
ja mam ponad 20 lat, mój ojciec pił od zawsze, moja matka nigdy nie umiała go zostawić i tak ,żyją sobie do teraz... Życie mojej matki jest jak na sinusoidzie, jak ojciec nie pije , to jest spokojna,ale tylko czeka kiedy on znowu wróci do alkoholu, jak przyjdzie ''nawalony'' to bije ją, kradnie pieniądze itd..
Od kiedy pamiętam twierdzi,ze nie jestem jego dzieckiem, wyzywa mnie od suk itp
W sumie to nigdy mnie to nie dotyka( przynajmniej w takim powierzchownym wymiarze, tzn . nie płaczę, nie załamuję się); ale strasznie wpływa to na mój stosunek do facetów.
Ja nie potrafię być z facetem, któremu się podobam... to jest okropne... ostatnio wzięłam się za naprawdę cudownego chłopaka, ideał dla mnie, troskliwy,z podobnymi doświadczeniami(tez dda) , w sumie pół roku próbowałam się do niego zbliżyć...
Tyle pracy ,a teraz staram się go unikać, bo biedak pokazał,ze mu wpadłam w oko ...
Naprawdę chciałabym się przełamać , bo myślę ,ze jak raz uda mi się poderwać chłopaka i chociaż jakiś czas z nim być, to już będzie lepiej...
Ale co jeżeli z nim będę i skończę jak moja mama... |
|
Autor: (2009-04-03 10:01:17)
ja jestem DDA, mam 28 lat i zadnego powaznego zwiazku za mna, mimo ze ojciec nie pije tak jak dawniej, zdarzy mu sie raz na kilka miesiecy, ale wtedy wszystko w mojej glowie rodzi sie na nowo ! wiem, ze powinnam sie wyprowadzic ale na razie nie mam jak , intensywnie jednak o tym mysle.
mam jednak oczywiscie w glowie, ze jak to sie wyprowadze , wszyscy beda miec pretencje, mama, tata, itd, ze to niby moja wina ze juz jestem duza i tego chce.
zawsze mialam o wszystko poczucie winy, chcialam aby mnie nie widziano, czasami mam leki jak wchodze w tłum, mam wrazenie ze oni wszyscy mnie obserwuja, a tak na prawde tam wszyscy maja inne osoby gdzies :)
z facetami dopiero po pewnym czasie.. wiem ze to ja zawsze wszystko spieprzalam, wydawalo mi sie zawsze ze to wina mezczyzn ale to ja doprowadzalam do rozpadu czgokolwiek zanim sie jeszcze na dobre zaczeło...
zaliczylam moment sexu bez uczucia... wydawalo mi sie ze tego faceci odemnie potrzebuja, wymagaja....
ehhh bezsensu
ale mam nadzieje, ze znajde takiego co ze mna wytrzyma.
pozdrawiam |
|
Autor: yyy (2009-04-03 10:06:25)
Ale jesteście głupie z tymi sądami. To nie praca magisterska tylko artykuł, nie opisze wszystkich aspektów, bo nikt by nie przeczytał 100 stron. |
|
Autor: +++ (2009-04-03 11:33:51)
Tez jestem DDA, tez bez stałego związku.
tata nie pije już jak dawniej, ale jak sie napije to zawsze mu to wypominam. nienawidze jak ktos na kim mi zalezy pije, automatycznie koncze znajomośc. ale czasami uczucia biora górę, bo do takich osób najczęsciej mnie ciągnie, to toksyczne uczucie, ale walczę z tym. kiedys raz zaryzykowałam, facet zniszczył mnie psychicznie, pozostawił mi tylko łzy i nerwicę, a jestem jeszcze młodą osobą. albo inaczej- zawsze kiedy ktoś wpadnie mi w oko i zrobi pierwszy krok, uciekam. nie radze sobie w zyciu. wciąż czegos szukam, ale nie dobrnełam jeszcze do tego punktu żeby to znaleśc. wciąz chcę zmian, nie lubie rutyny. najgorsza jest ta niepewnoś siebie, brak wiary, brak tego przekonania że kiedys moje zycie sie odmieni. kazdego dnia powtarzam sobie że bedzie lepiej, a nie jest.. choc mam duzo znajomych to wciaż czyję sie samotna i nikt o tym nie wie.. |
|
Autor: trf (2009-04-03 12:13:16)
tez jestem dda, pomijajac beznadziejny tytul artykulu, w kwestii zwiazkow powiem tak:
jestem w trzecim dlugim zwiazku. kazdy byl inny, tak jak rozni byli faceci z ktorymi sie wiazalam.. kazdy czegos mnie nauczyl. pierwszy byl toksyczny, drugi mniej a obecny prawie idealny. a poniewaz idealow nie ma to mam nadzieje pozostac w nim juz na zawsze.
jasne, ze czasami jest ciezko ale jakos nie wydaje mi sie ze tylko dda maja problemy w zwiazkach...
wszystkim zycze powodzenia i dobrych terapeutow :) |
|
Autor: kama (2009-04-03 13:10:42)
ja jestem dda, nie mam problemów z facetami, mam za to inne;
ale autorka nie pisze, że tylko my mamy problemy z facetami.
|
|
Autor: ddadusia (2009-04-03 13:26:56)
ja tez jestem dda mam meza, synka i kochającą rodzinkę ale jakoś zawsze czuje się gorsza brzydsza, mniej inteligentna... uwazam ze wszyscy poza mną zrobią coś lepiej dokładniej.. |
|
Autor: RoKa (2009-04-03 14:24:27)
A ja mam wrazenie ze to takie szukanie dziury w calym. Moj ojciec tez pil robil ogromne awantury, grozil ze sie zabije. Musialysmy uciekac z mama do rodziny i czekac az wytrzezwieje. Czasem potrafil tak tydzien. Ale nie obarczam go wina za to ze jestem niesmiala ze nie potrafie znalesc odpowiedniego partnera w zyciu, ze boje sie samotnosci, ze nie potrafie ulozyc sobie wlasnego zycia. A mam wrazenie ze dziewczyny wypowiadajace sie w artykule probuja obarczyc wina kogos za swoje wlasne niepowodzenia w zyciu - bo tak wlasnie jest najlatwiej. Jesli tak faktycznie jest to polowa polskiego spoleczenstwa bylaby "DDA" nie jedynie za alkohol ale rowniez za to ze rodzice zmuszali nas do jedzenia kanapkek z serem a nie szynka.
Ja wiem ze swoim zyciem sama kieruje i to co mnie spotkalo w dziecinstwie czy mlodosci moze jedynie pomoc mi dostrzec i ulozyc moje zycie tak jak sama tego chce! |
|
Autor: miszcz (2009-04-03 16:20:19)
wiecie co? nie chce mi się tego wszystkiego czytać, kluczem jest wysokie mniemanie o sobie, poczucie własnej wartości dzięki czemu jest się pewnym siebie i nie trzeba się niczym martwić, nie układa się z kimś? rzuca się go i idzie się szukać kogoś innego, przecież jestem na tyle wartościowy, że mogę sobie znaleźć kogoś lepszego, a jest w czym wybierać. Oczywiście pewność siebie musi wynikać z obiektywnej, wysokiej wartości jaką się sobą przedstawia pod względem fizycznym, intelektualnym i emocjonalnym, a co jeśli ktoś jest mało wartościowy? a to trzeba się było więcej uczyć, ćwiczyć, racjonalnie się odżywiać, to zmienia naszą emocjonalność i można sobie poradzić ze wszystkim, nie poddawać się, próbować, ryzykować, rozwijać się i nie użalać się nad sobą, pamiętajcie, 10% Waszych niepowodzeń to wina innych, 90% to Wasza wina, więc pretensje możecie mieć przede wszystkim do siebie. :P |
|
Autor: miszcz (2009-04-03 16:23:50)
PODSTAWA TO WYSOKIE MNIEMANIE O SOBIE WYNIKAJĄCE Z WARTOŚCI JAKĄ SIĘ SOBĄ PRZEDSTAWIA POD WZGLĘDEM INTELEKTUALNYM, FIZYCZNYM I EMOCJONALNYM, TRZEBA SIĘ ROZWIJAĆ POD TYMI WZGLĘDAMI, ĆWICZYĆ, RACJONALNIE SIĘ ODŻYWIAĆ, DUŻO CZYTAĆ I STOSOWAĆ TĄ WIEDZĘ W PRAKTYCE, TO ZRÓWNOWAŻA NASZĄ EMOCJONALNOŚĆ, NAWET CHRONI PRZED DEPRESJĄ, TYM BARDZIEJ ZŁYM SAMOPOCZUCIEM, DZIĘKI TEMU MACIE WYSOKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI, JESTEŚCIE PEWNIE SIEBIE I NIE MUSICIE IŚĆ POD WZGLĘDEM OSOBISTYM NA KOMPROMIS I PROWADZIĆ SIĘ Z BYLE KIM, A JEŻELI TAK ROBICIE TO JEST TO WASZA WINA I PRETENSJE MOŻECIE MIEĆ PRZEDE WSZYSTKIM DO SIEBIE, POZA TYM PAMIĘTAJCIE, ŻE NIKOGO TO NIE OBCHODZI I MUSICIE SOBIE RADZIĆ SAME :P |
|
Autor: Eliza (2009-04-03 16:45:45)
Ja mam super męża, ale za to niskie mniemanie o sobie. Ciągle gdzieś są wspomnienia z niezbyt szczęśliwego dzieciństwa. Mam nerwicę natręctw,ale na ten temat można napisać cały artykuł. Generalnie jestem szczęśliwa, ale gdyby nie Bóg to nie miałabym szansy na to. |
|
Autor: ewka (2009-04-03 18:14:26)
wlasnie skonczylam czytac ten artykul i co???ja rowniez jestem dda rowniez mam ojca alkoholika ktory ciagle pije bije moje dziecinstwo to klotnie, klotnie awantury teraz rowniez jestem w zwiazku z facetem i jak sie okazuje jest identyczny jak moj ojciec a co najgorsze ja go nie potarfie nie kochac, mimo tego ze pije i czasami bije nie umiem odejsc nie wiem dlaczego?? przeciez tak nie mozna ale nie potarafie nie umiem powiedzie NIE!!!!!! nie czuje sie kochana, nie kocham sie z nim, staram sie uciec ale chyba tylko myslami |
|
Autor: julian (2009-04-03 18:33:20)
Miszczu takie komentarze to Ty zostaw dla siebie... albo najpierw zapoznaj się z problemem DDA a potem wypisuj swoją lotną myśl. Ktoś pisał, że nie można obwiniać innych za swoje niepowodzenia w życiu. I tu się zgadzam. Trzeba samemu odpowiadać za swoje błędy i niepowodzenia ale żeby je dostrzec, zrozumieć i zacząć z nimi walczyć (tzn pracować nad samym sobą) trzeba sobie uświadomić, że jest się DDA. Takie jest moje zdanie choć nie jestem specjalistą w tym temacie... DDA jeśli mieszkacie nadal z rodzicami, uciekajcie od nich jak najszybciej i jak najdalej!! Dajcie sobie szansę na szczęście, miłość bo zasługujecie na to! I zastanawia mnie jedna rzecz, tylko jedna osoba wspomniała, że chodzi na spotkania do terapeuty, a reszta osób? Jeśli nie potraficie sami sobie pomóc a wiecie, że jesteście DDA to dlaczego nie szukacie pomocy u specjalistów? Nie dajecie sobie szansy na "normalność" tylko czekacie do następnego razu, następnej miłości, "bo kiedyś mi się poszczęści"... pozdrawiam wszystkich |
|
Autor: kasja (2009-04-03 19:28:57)
dlaczego wypowiadają sie tylko kobiety????? przeciez DDA nie tylko ich dotyka....... |
|
Autor: (2009-04-03 20:03:57)
"Jego gniew, zły błysk w oku, same w sobie przerażają mnie i paraliżują, dlatego staram się łagodzić sytuacje, chować głowę w piasek, przyznać mu rację, byleby tylko uniknąć kolejnej awantury. Potem i tak to ja czuję się winna."
Skąd ja to znam :(:(:( |
|
Autor: Zaraza (2009-04-03 20:11:49)
Widze tu różnej maści specjalistów od "kompleksowej odbudowy osobowości". Mam dla nich jedną radę - nie udzielajcie się, jeśli nie macie pojęcia o tym jak to jest byc DDA. Oszczędźcie sobie rad w stylu "jeśli myślisz że jesteś nic nie warty, to prawdopodobnie jesteś, nie obwiniaj za to ojca pijaka", bo to raniące i żenujące.
Ktoś, kto miał normalne dzieciństwo i kochający dom nie jest w stanie tego zrozumieć - ani naszego wycofania, ani kopleksów (oczywiście czasem nesłusznych), ani braku wiary w siebie (też w większości przypadków zupełnie niepotrzebnego), lęków. To się kształtuje przez wiele lat, potem sami w sobie to jeszcze niechcący pielęgnujemy. Samo uświadomienie sobie że jest się DDA jest bardzo trudne, choć dla kogoś, kto patrzy z boku pewnie byłoby oczywiste.
W nas, będących DDA, działa mechanizm wypierania, nie możemy, nie chcemy uwierzyć, że słowo RODZIC-ALKOHOLIK dotyczy nas, naszego domu, rodziny, dzieciństwa. Wiele osób jest w stanie sobie poukładać pewne pojęcia i sprawy dopiero na terapii dla DDA. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę z tego, że uczestniczymy w patologii, że wszelkie próby ukrywania problemu niczego nie poprawiają, a tylko kumulują się w nas, potem rosną i piętrzą się, tworząc znamię na psychice, które nosi się przez resztę życia. I najczęsciej dopiero psycholog jest w stanie wytłumaczyć nam prawdziwy sens pojęcia "współuzależnienie", wtedy powoli zaczynamy rozumieć nasze matki, ich trwanie (a czasem też nasze) w tych toksycznych związkach.
Wszystkim DDA polecam terapię u psychologa. Nie będzie cudu wymazania przeszłości, ale na pewno przyszłość pojawi się w jaśniejszych barwach. Pozdrawiam i nie dajcie się! :-) |
|
Autor: kina (2009-04-03 20:23:12)
ja tez mialam ojca alkoholika awantury byly na porzadku dziennym. potem odszedl zostawil nas i to bylo najlepsze co w zyciu moglo sie zdarzyc, choc na poczatku bylo ciezko (zwlaszcza finansowo)spokuj ducha byl wazniejszy!
teraz mam cudownego meza. I mam tez swoje paranoje! kiedy tylko jestesmy na jakiejs imprezie strasznie sie boje ze moj maz sie upije jak moj ojciec. taka trauma pozostaje na cale zycie!i tylko ten kto to przezyl wie co to znaczy! |
|
Autor: ja nie (2009-04-03 21:25:50)
Jeatem w srednim wieku i pochodze z rodziny gdzie zawsze byl alkohol.Przez cale zycie nienawidze alkoholu.Na widok butelki dostaje szalu.Przeczytalam i ciagle czytam na temat alkoholizmu.Moj maz i dorosle juz dzieci twierdza ze mam na tym tle obsesje.Ciagle sie boje ze moje dzieci i maz zaczna pic.Dzieci gdy wracaja z jakiejs imprezy to same przychodza i mowia ze nic nie pily.Najsmieszniejsze jest to ze ja wiem iz jedno piwo czy kieliszek z nikogo nie robia alkoholika.Niestety ja nie toleruje nawet alkoholu w torcie i to jest paranoja.Uwazam ze alkoholizm jest najgorsza rzecza w zyciu czlowieka.Sama nigdy nie wzielam zadnego alkoholu do ust.Mimo ze w rodzinie ktora mam nikt nie pije to ja ciagke sie boje ze zacznie.Tak wiec przez 40 lat mam traume na tle alkoholu i tak juz chyba zostanie. |
|
Autor: (2009-04-03 21:32:24)
a ja jestem DDA i czasami pije, za imprezach, ale sie nie upijam.. po tym co widzialam w domu nie sadze zebym zostala alkoholiczka.
ludzie z tzw normalnych domow nigdy nie zrozumieja lęku małego dziecka.. bo tata wrocil z pracy i jak wyglada, nigdy nie uciekal z domu, nigdy nie wzywal do domu policji... a potem szedl do szkoly i udawal ze jest normalnym zwyklym nastolatkiem.
ja czasami sie dziwie, ze skonczylam liceum, studia, mam prace ktora sobie wymarzylam.. nie jest zle, ale z facetami problem byl od zawsze, pozwalalam z soba robic wszystko, nie wiem po co, dla chwilowego zainteresowania..
wiazalam sie z zonatymi, z idiotami itd
czas na zmiany! |
|
Autor: Buła (2009-04-03 21:45:00)
Zaraza, mądrze prawisz! |
|
Autor: lila (2009-04-03 21:53:01)
"ludzie z tzw normalnych domow nigdy nie zrozumieja lęku małego dziecka.. bo tata wrocil z pracy i jak wyglada, nigdy nie uciekal z domu, nigdy nie wzywal do domu policji... a potem szedl do szkoly i udawal ze jest normalnym zwyklym nastolatkiem"
tak ....:((((
może to idiotyczne, ale lepiej mi po tym, co czytam - nie czuję się ... z tym wszystkim sama
|
|
Autor: b0ntownik (2009-04-03 22:17:03)
witam ,mam 22lata ,przystojny odpowiedzialny ,nastawiony na sukces zawodowy, kieruje sie tylko spelnieniem marzen ,jestem dzieckiem DDA ,tata jest alkoholikiem ,ojcowie moich rodzicow sa rowniez alkoholikami , mama to bardzo silna kobieta jednak ma problemy z nerwami. Mam ogromny problem z pozaniem odpowiedniej kobiety , nie dam rady obdarzyc kogos uczuciem wiekszym od przyjazni , mam wrazenie ze moje zycie jest zaprogramowane na zaspokajanie materialne ,poniewaz nie dam rady sie odlezc w swiecie uczuc, bywam zazdrosny kiedy widze zakochanych ludzi , w tym czasie zastanawiam sie :co ze mna jest nie tak ?
ogromnie wierze w siebie i jestem bardzo pewny siebie ale tylko w sytuacjach w ktorych nie ma mowy o zadnych uczuciach nawet przyjazni , posiadma dystans do wszystkich lacznie z rodzicami.
wieczorami zastanawiam sie czy to swiat jest beznadziejny czy moze ja wyroslem z niego ,mimo ze chce dac serce ,kochac , i kroczyc droga z tą jedyna wybranka , to w zaden sposob nie potrafie znalezc wytlumaczenia dlaczego nadal jestem sam...
Praca i rozwoj wlasnej osobowosci pozwalaja zapominac o uczuciach ktore sa bardzo skryte :( pozdrawiam i przepraszam za beldy ,interpunkcje ale nie mam czasu sprawdzac |
|
Autor: solutab (2009-04-03 22:22:25)
a co jesli dwoje ludzi to DDA? |
|
Autor: Bita (2009-04-03 22:56:30)
Ja tez jestem DDA. Gdy w dziecinstwie cos spartolilam, dostawalam opeer albo wrecz lomot, gdy wrecz przeciwnie, cos zdobylam, nigdy nie bylo slowa pochwaly. Pijaniutkiego tatuska mialam przynajmniej dwa razy na tydzien. Najpierw sie zaprawil, mamie naublizal, mnie ochrzanil za to, ze np. pada deszcz, a potem trzezwial dwa dni, cuchnac jak swinia, bo do lazienki wchodzil tylko na rzyganie. Nigdy nie zapomne tej czerwonej mordy i przekrwionych oczkow jak u wieprza. Paskuuudny widok. :-( |
|
Autor: Była DDA (2009-04-03 23:34:32)
Ja też byłam DDA, ale przełamałam lęk przed byciem z 2 osobą i jestem naprawdę szcześliwa!! Życzę wszystkim tyle szcześcia a nawet wiecej niż ja otrzymałam od swojego męża:)) |
|
Autor: dryna (2009-04-03 23:38:47)
a poszli wy wszyscy won, gówno kogo obchodzi czy jesteście dda czy srutu-tutu. Każdy powinien żyć własnym życiem i nie patrzyć w przeszłość.Moi rodzice nie byli nigdy alkoholikami , nawet nie pili żadnego alkoholu, a ja jestem duża dryna- i gdzie wasze idee? |
|
Autor: jacek (2009-04-04 00:22:05)
Artykul oderwany od rzeczywistosci. autorka mam wrazenie ze nigdy nie poznala ludzi z symptomem DDA a opinie zaciagnela z forów. |
|
Autor: jacek (2009-04-04 00:25:45)
Artykul oderwany od rzeczywistosci. autorka mam wrazenie ze nigdy nie poznala ludzi z symptomem DDA a opinie zaciagnela z forów. mYSLICIE ZE FACECI Z ddA MAJA LEPIEJ. dO DZIS PAMIETAM UCIECZKI Z DOMU I NOCOWANIE U ZNAJOMYCH BO STARY SIE NAWALIL I BEDZIE AWANTURA. Ale zycie toczy sie dalej i ja staram sie nie dopuscic do takich syrtuacji jakie musialem przezywac. zawsze istnieje lek przed ty co jest przed nami i nikt nie wie co go spotka. Zycze wszystkim udanych zwiazkow |
|
Autor: Piotrek (2009-04-04 00:33:48)
"witam ,mam 22lata ,przystojny odpowiedzialny ,nastawiony na sukces zawodowy, kieruje sie tylko spelnieniem marzen ,jestem dzieckiem DDA ,tata jest alkoholikiem ,ojcowie moich rodzicow sa rowniez alkoholikami , mama to bardzo silna kobieta jednak ma problemy z nerwami. Mam ogromny problem z pozaniem odpowiedniej kobiety , nie dam rady obdarzyc kogos uczuciem wiekszym od przyjazni , mam wrazenie ze moje zycie jest zaprogramowane na zaspokajanie materialne ,poniewaz nie dam rady sie odlezc w swiecie uczuc, bywam zazdrosny kiedy widze zakochanych ludzi..."
deja vu - jakbys mnie opisal, tyle ze mam 25 lat reszta niestety sie przerazajaco zgadza
|
|
Autor: ola (2009-04-04 00:35:12)
Jestem dda, ojcowie moich rodziców też pili, wujkowie również. Ja piję i lubię to robic, staram to się kontrolowac, ale nie zawsze się udaje. CAŁE moje życie to trauma - czuję się gorsza i tp. Moje małżeństwo było porażką, jego ojciec i rodzina pijaki. Dałam się wzią pod pantofel, zawsze wszystko było moją winą, mówił mi że jestem głupia, nic nie warta. Dzieci bił, trzymał tzw. zimny chów, bez emocji i uczuc. Przez lata się nie postawiłam. Ale pewnego dnia odkryłam, że mnie zdradza i to niedługo po tym jak się dowiedziałam że mam nowotwór. Wpadłam w szał. Tyle lat zmarnowałam z takim egoistą. Dosłownie dzień po dniu niszczyłam go, jego życie, jego kochankę i wszystko co było z nim zwiazane. Nie miałam żadnej litości. Wtedy role się odwróciły, ale dla mnie to był KONIEC. Od pięciu lat jestem sama. I to jest najlepszy czas w moim życiu. Nigdy wiecej nie dam się pomiata zadnemu facetowi. Skoro nie umiem inaczej - będę sama. |
|
Autor: xxx (2009-04-04 00:43:24)
Dzieci dda boją się bliskości. Kiedy są z kimś zbyt blisko uciekają. Nie mogą się z nikim związac bo to ryzykowne - pamiętają jak było w ich rodzinach. To może minąc pod warunkiem, że odkryją w sobie siłę i poznają własną wartośc. Tak było ze mną. Nie wiem kiedy to się stało, ale napewno po 30 -stce, kiedy zaczęłam myślec o sobie, a nie tylko o innych. Trzeba nauczy się byc asertywnym. Tylko wtedy inni będą nas szanowa i my sami siebie. |
|
Autor: m (2009-04-04 00:52:46)
Mysle, ze moglbym duzo dac komus z taka przesloscia... |
|
Autor: K. (2009-04-04 02:19:46)
A ja jestem DDA...bo moja mama piję. Mój problem leży w tym, że nie wiem jak powiedzieć swojemu facetowi, że ona pije... Przyjeżdża do mnie tylko wtedy, gdy "dom jest trzeźwy". Unikam tej rozmowy, ale wiem, że jest konieczna.
On pochodzi z szanującej sie rodziny. Mama to elegancka kobieta, ojciec emerytowany wojskowy.
Boję się Jego reakcji... Ale może ktoś mi podpowie jak powinnam zacząć? |
|
Autor: niespełonionepragnieniemiłości (2009-04-04 02:58:19)
Ja On, 26 lat.
Rodzice nie pijący -brak jakiej kolwiek więzi między mną a rodzicami( brak szacunku i bicie ze strony ojca, ze strony matki pozornie nadopiekuńczość doprowadzająca mnie do zażenowania i wściekłości).
Obecnie 2 lata sam ( bez kobiety i rodziny), po 5 letnim związku ze wspaniałą kobietą.
"stres w pracy go przerósł odreagował na mnie w bardzo gwałtowny sposób. Karał mnie
milczeniem,". . ." gniewem i złością." - środowisko (praca) >>> brak samoralizacji (tzw
zwykła praca, bez perspektyw), niepowodzenia, brak akceptacji, bardzo niskie poczucie
własnej wartości, smutek, nostalgia, >>> złość, związane ręce ( pozorna bezradność), miłóść, nienawiść( do samego siebie ), nie jestem Ciebie wart (wstydzę się samego siebie), przepraszam, pomocy > płacz, samotność >>> decyzja.
Popełniłem wiele błędów. Oddał bym wszystko żeby to cofnąć, żeby było... miło, żeby było kolorowo.
Choć minęło tyle czasu, ja nadal znokautowany przez przeszłość, leżę na deskach, a moja dusza płaczę.
.
.
.
.
.
Nie potrafię... nie potrafię żyć "normalnie". |
|
Autor: j (2009-04-04 05:56:45)
Jestem DDA. Mój tata już nie pije ale robił to wtedy kiedy potrzebowałam go najbardziej. Pijany człowiek wzbudza we mnie agresje. I teraz moja teściowa wdziera się na mnie ilekroć złoszczę się na męża, że wypił. Pewnie, że nie robi tego za często ale ja jakoś wytrzymałam bez alkoholu ponad 2 lata (ciąża i karmienie piersią) więc czemu on nie może? Nie umiem opanować złości gdy go widzę w takim stanie. Czasami nienawidzę go w takich momentach. I nic na to nie poradzę. Lata tego nie zmienią. Zawsze będzie we mnie ta skaza. Jeżeli ktoś tego nie przeżył - nie zrozumie. |
|
Autor: Ajo (2009-04-04 08:52:32)
Jestem facetem,DDA.Nic innego bym nienapisal co powyzej.Jednak to co mnie cholernie wkurza to to,ze mam swiadomosc dlaczego taki jestem,min. izolacja od ludzi i za cholere probujac od klilku lat,nie moge sie pozbyc wielu szkodliwych dla mnie nawykow!!! Szkoda mi zycia na moje traumy,ktore odzywaja sie w wielu sytuacjach zyciowych,naprawde szkoda mi zycia! Doszedlem juz do takiego etapu,ze zlosc mnie zrzera gdy pomysle co moglbym robic jak moglbym zyc gdyby nie te zakorzenioen we mnie traumatyczne przezycia! Brrrr,jebac to,niech spada ze mnie i da mi sie cieszyc zyciem.Niestety zycie nie raz mi pokazalo ze probojac to zlekcewazyc i zyc tak jak chce,to w w ielu sytuacjach i ja i co gorsza otaczajace mnie zdazenia,az na oczy sie kladly jak przyciagam podobne sytuacja,Mowie wam,jebac to wszystko bo zaslugujemy na to by skakac przez kaluze i cieszyc sie z tego!Basta!
Mam pomyysl,jako ze nie moge zabardzo sobie zorganizowac czasu na spotkania dda to moze ci ktorzy by chcieli pogadac,nie wiem zrobic sobie taka wlasna terapie to wykorzystajmy skype?mmm?maila napisalem... |
|
Autor: (2009-04-04 08:55:05)
ale go nie widze.... croan11@gmail.com |
|
Autor: ADHD, DDA i co jeszcze? (2009-04-04 10:13:07)
"Mam rodzinę – męża i dzieci, mieszkanie, pracę, przyjaciół i pieniądze. Jestem pogodna, lubiana, pełna życia, a szklanka, którą widzę, jest do połowy pełna. Ale czy jestem w pełni szczęśliwa? Miewam takie dni, kiedy nie chce mi się żyć. Bywają takie sytuacje, kiedy zachowuję się jak wariatka, a w stan zawieszenia potrafi wprawić mnie byle banał, nieoczekiwana zmiana, na którą nie mam wpływu. Zamartwiam się, rozpamiętuję, dzielę włos na czworo, wszędzie widzę swoją winę. Czuję się gorsza, mam natręctwa myślowe, napady paraliżującego, irracjonalnego lęku o dzieci, partnera. Najgorszy jednak jest gniew – mąż potrafi doprowadzić mnie do furii jednym słowem, a dzieci - wyprowadzić z równowagi naprawdę byle czym. Mówię wtedy straszne rzeczy, wrzeszczę, płaczę, zachowuję się jak histeryczka."
Nie jestem DDA i też tak mam, wiele kobiet z kregu moich znajomych tak ma. Dziwi mnie, ze ludzie caly czas wymyslają nowe "choroby" cywilizacyjne. Jak nie ADHD to teraz DDA. Jeżeli mój ojciec okazałby sie mordercą, to czy ja moge zachwoywac się podobnie lub tlumaczyc moje brutalne zachowania tym faktem? Każdy wcześniej czy póxniej ma kontakt z innymi rodzinami: kolezanek, kuzynek, sasiadów gdzie jest w stanie zobaczyc jak żyja normalni ludzie, co jest dobre, co jest złe. W szkołach intepretujemy zachowania ludzi z powieści, nowel i opowiadań (Moralność Pani Dulskiej) i tak naprawde to wszystko, czyli jacy jesteśmy, zależy od nas. Nie rozumiem ucieczki od związku, wydaje mi sie, ze jest tak po prostu wygodnie, a jak sie posypie, to najlepiej zwalić winę na DDA. Ile jest osób, ktore były dziecmi alkoholików i daje sobie rade w życiu, ma szczęsliwą rodzinę? Dlaczego oni głosno nie mówią, że są DDA? Tkwilam w zwiazku gdzie chlopak twierdzil, że on musi mnie oklamywać, bo jest DDA i on inaczej nie umie, nie potrafi, bo sie boi. Czego sie boi? Powiedziec prawdy? To jest takie ciężkie w stosunku do kogos kogo się kocha? Jego matka owszem piła, ale ojciec ma normalna rodzinę i z niej móg spokojnie czerpac wzór. Nie wspomnę o rodzinie, gdzie każdy miał zycie poukładane. Dodatkowo jego brat, też przecież DDA, a był zupełnie inny. Otwarty czlowiek tworzacy szczeliwy zwiazek od ponad 5 lat z kobietą. Dla mnie to było beznadziejne wytłumaczenie jego irracjonalnych zachowań, a nie żadne DDA. Jak ja mam słabszy dzien, to wine powinnam zrzucic na WPR (wiecznie pracujacy rodzice) lub WPSS (wychowywana przez starsza siostrę). Głupoty, każda rodzina ma swoje problemy i swoje tajemnice i każdej porażki czy głupiego zachowania, czy kryzysu, depresji czy po prostu dola nie mona tlumaczyć nowymi nazwanymi stanami psychicznymi, bo to jest glupie. Weźmy odpowiedzialnośc za swoje zachowanie, a nie zwalajmy winy na całokształt wychowania. W DDA zyje się jakis ulamek naszego życia, moze ulamek wazny bo ksztaltujacy nasze postawy, zycie, ale nie tylko pijany ojciec i trzeźwa matka go ksztaltuja, na nasze zachowania wpływ ma całe srodowisko, w ktorym przebywamy, a człowiek już kilkuletni wie, co jest dobre, a co jest złe i czerpie nie tylko z domu, a ze wszad, a nie wszyscy sa DDA. |
|
Autor: (2009-04-04 10:22:27)
Ile w tych tekstach pada stwierdzeń "uciekłam", "uciekłysmy" od ojca pijaka i czy to jest poddanie sie upokorzeniom? Nie nie jest. Jest to ucieczka, moze nie konfrontacja, ale ucieczka, a teraz te kobiety tkwia w toksycznych związkach i daja sie upokarzac jak kiedyś ich matki. też mam sowje problemy ze zwiazkami, praca, życiem - ide po sznur, bo ja nie moge zwalic winy na DDA. |
|
Autor: Muay Thay Fighter (2009-04-04 10:50:55)
Widzę że sporej liczbie komentujących chyba nie chciało się dokładnie przeczytać artykułu. Jak zawsze zresztą.
Mam podobny problem z ojcem, mam podobne przypadki jeśli chodzi o pracę, tylko z kobietami troszeczkę inaczej jest u mnie niż u płci przeciwnej z artykułu. Ale w sumie może dlatego że pierwszy związek miałem naprawdę udany.
Jestem zamknięty, mimo iż większość moich znajomych ma mnie za otwartego. Niewielu ludziom mówię jaki jestem naprawdę, że jestem pokręcony i nienaturalny, przeważnie są to ludzie "z internetu" którzy podświadomie wiem że nie odegrają jakiejś znaczącej roli w moim życiu.
W pracy odnoszę sukcesy, w życiu osobistym też, zaliczyłem nawet zwycięstwo z poważną chorobą. Ale co z tego jak ja doskonale wiem że to tylko maska. Że w pracy odnoszę sukcesy, ponieważ wolę skupić się na pracy niż na życiu. Osobiste sprawy idą świetnie, ale co z tego jak najczęściej idą dobrze bo się potrafię dostosować, być elastycznym, do środowiska. I to nie jestem prawdziwy ja.
Głupio się przyznać ale za jedne z najlepszych chwil wspominam ostatnie wakacje kiedy to tylko jeździłem z kumplami na kampingi nad wodę i się zalewałem 5 dni z rzędu. Czułem się tak wypoczęty psyhicznie że aż ciężko to opisać. Takie jest moje życie, i niestety muszę się z nim pogodzić.
Xelos1@o2.pl |
|
Autor: DO WSZYSTKICH DDA (2009-04-04 11:21:48)
Drodzy DDA zapamiętajcie jedno, że NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO NA SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO :) |
|
Autor: Kasia (2009-04-04 11:27:25)
nie jestem raczej dda (ale moj tata (jak to ladnie brzmi;P)tez pije i tez czasem robi awantury). Ale moi rodzice wpoili mi, że jestem do niczego. Tez sie to odbija na moim zyciu b negatywnie. Chce to zmienic, ale to nie takie proste. Siedzi we mnie swiadomosc że nie jestem warta tego czy tamtego, że kogo ja obchodze. Zawsze wolalam zeby to mnie nadepnieto na odcisk niż żeby bylo odwrotnie:| Mam zanizone poczucie wlasnej wartosci, jestem nieufna i niesmiała, czuje ciaglą obawe przed krytyka ze strony innych... Nie radze sobie z tym i mam tego dosc blee. Ale może w końcu uda sie to zmienić :D |
|
Autor: mała (2009-04-04 11:50:14)
ja jestem córką alkoholika i mój mąż również. Jestem nieśmiała, spokojna, wydaje mi się ze wszyscy mnie oeniają. Jestem wykorzystywana, bo wszyscy wiedzą że nie odmówię, kierują mną jak jest im wygodnie. Mnie doprowadza to do jakiejś nerwicy, ale znów jak komuś odmówię to mam poczucie winy, że jestem niedobra, , mam wyrzuty sumienia , że ośmieliłam się upomnieć o swoje, takie błędne koło, mam ciągłe poczucie winy. Mam problemy z życiem intymnym , mąż ma do mnie o to pretensje, chciałabym być inna, ale nie umiem się otworzyć, on chce sie kochać często, np. w ciągu dnia, ja z jednej strony też bym tego chciała, ale boję sie ze zaraz ktoś przyjdzie itd. Mąż jest zły, ja też się denerwuję bo przecież nie hcę żeby tak było i tak w koło. Masakra!!! A do tego mąż jest również DDA, ma trudny charakter, trudno do niego dotrzeć. Chyba tylko jakś terapia może pomóć, moje życie to porażka. |
|
Autor: Miniaturka fali Rayleigha (2009-04-04 12:37:13)
Nie jestem DDA, jednak byłam dość blisko takiej osoby pare lat temu i moge opisac, jak wygląda to z boku, zwłaszcza jeśli chodzi o realacje damsko - męskie. Moja koleżanka miała z pozoru wydawałoby się normalny dom, ojciec, matka, dwie siostry... mało kto wiedział, że jej matka jest alkoholiczką, prawde mowiąc to chyba gorzej niż gdy alkoholikiem jest ojciec. Wiele razy byłam świadkiem awantur jej z matką, wielerazy nocowałam ją u siebie w domu, bo jej włąsna mama wyrzucałą ją z chaty... jej ojciec nie umiał sobie z tym poradzić, uzależnieniezony doprowadziło go do depresji i totalnego braku zainteresowania córkami i domem... całość w kupie trzymały dziewczyny, starsza siostra chyba jako dziecko nie doswiadczyla jeszcze uzaleznienia matki, ona opiekowala sie młodszymi siostrami... poradziła sobie dobrze z trudna sytuacją i chyba nie była DDA, juz w liceum poznałą swojego obecnego męża, razem studiowali, oboje skonczyli prawo. Ale wracając do mojej koleżanki, ona była najmłodsza, co więcej miała jakies problemy zdrowotne zwiazane z tym, ze jej matka piła w ciązy. Nie mogłam ja nazwac nieśmiałą, raczej irracjonalną w swoim dzialaniu, z jednej strony nie miała problemu żeby odnaleźć sie w grupie z drugiej, nigdy tak naprawde sie nie otwierałą ,wiecznie "tego nie wypada", "co oni o mnie pomyślą" itd niby poprostu ułożona dziewczyna z zasadami, a jednak czasmi przybierał oto tak abstrekcyjne formy, ze było dla mnie nie do pojęcia. Jej zwiazki... dla mnie beznadziejne, zawsze znajdywala sobie takiego faceta ktory ani jej nie szanował, ani specjalnie mu na niej nie zalezało, a ona odczytywaął to jako wielką miłość, miłość swojego zycia...i tak jeden po drugim, wiazal sie, widzial ze moze dostac od nie jwszystko więc to wykorzystywał no i zostawiał a ona wpadala w jeszcze wieksze kompleksy i to, że jest taka beznadziejna... Nie wiem jak jest teraz nie widzialam jej od czasu zdania matury, ale z tego co wiem wciąz nie może znaleźć nikogo na stałe, mimo że większośc moich kolezanek łącznie ze mną już jestesmy co najmniej mężątkami, narzeczonymi.
A teraz coś o mnie. nie jestem DDA ale pochodze z rozbitej rodziny, ojcec z matką się rozwiedli gdy mialam 5 lat. Nie mam problemow z samooceną, wierze w siebie, w swoje umiejętnosci jak i w zyciowego farta, kocham ludzi, zabawe, uwielbiam sporty ekstremalne, nie uwazam aby na świecie było cos czego nie dam rady zrobic. Mam bardzo wybjałą ambicje i zawsze chce być pierwsza....zawsze tak bylo i to troszke wynika z faktu jak wychowywał mnie zarowno ojciec i matka, zawsze było to w przekonaniu "ty jestes najwazniejsza, ty jestes najwspanialsza, na pewno dasz rade" moze poproatu bali sie, aby ich zle relacje nie odbily sie na mnie. Natomiast ta kczy ianczej kilku spraw nie udalo im sie przeskoczyć.... nigdy nie widzialam żeby moi rodzice sie calowali, przytulali czy nawet mowili do siebie w czuly sposob... odbilo sie to bardzo na moich kontaktach z mężczyznami, nie potrafilam okazac czulości, uwazala mze to glupie i przesadzone, ze o seksie nie wspomne.... nie mial dla mnie ani logiczych podstaw, do poki nie chce sie miec dzieci, nie byl ani specjalnie przyjemny ani ciekawy....generalnie wchodzenie w intymene relacji z drugim czlowiekiem wydawalo mi sie bez sensu. Teraz mam to juz za sobą, spotkanie odpowiedniego partnera, z odpowiednią dawką cierpliwości poskutkowalo tym, że w pelni cieszę się z bycia w udanym związku z kochającą mnie osobą. Czego wszystkim życze :) |
|
Autor: Beznałogowy (2009-04-04 15:20:24)
Z nowu artykuł gdzie kobieta jest najbardziej poszkodowaną na świecie. Zamiast źlamdać i użalać się nad sobą, wzięły byście się w końcu do roboty. |
|
Autor: Ewa-DDA (2009-04-04 16:28:11)
Hmm...moglabym pisac bez konca...ale bedzie krotko i konkretnie: RADYKALNE WYBACZANIE. Powodzenia;-))) |
|
Autor: asdf70 (2009-04-04 19:18:15)
Myślicie, że wypada kogoś zapytać wprost czy jest DDA czy nie bardzo, tzn. czy nie należy o takie coś pytać dopóki osoba sama nie powie? |
|
Autor: EwaaDDA (2009-04-04 19:40:10)
Też jestem DDA
co do facetów to mam tak jak Jedna z osób w artykule staram się o faceta drże gy nie napisze sms do mnie o określonej godzienie z myślami że uciekł ode mnie że go straciłam natomiast gdy wpadam mu w oko i mówi KOCham cię ja uciekam boje się... |
|
Autor: aneta (2009-04-04 20:01:46)
..... mój ojciec pił tak samo jego ojciec do właściwie przez całe moje dzieciństwo .
Z dzieciństwa pamiętam tylko jego pewnie dla tego że był t.z.w niedzielnym tatą zabierał mnie i siostrę na starówkę na lody , zawszę był dla mnie kimś ważnym naśladowałam go ,jak się porusza ,później podobali mi się mężczyźni o wyglądzie mojego taty wysocy szczupli z kręconymi czarnymi włosami , ale tylko t.z.w maczo .
Jak przychodził do do domu pod wpływem nie krzyczał mama zawsze go rozbierała i wysypywała mu ze spodni wszystkie drobniaki jakie miał w spodniach a mu z siostrą zbierałyśmy na gumy donald i oranżadę , potem już na kacu robiłam mu zimne okłady .Moje dzieciństwo mogę uznać za udane było biednie ale rodzice się kochali byli zdrowi i to wtedy wystarczało,problemy zaczęły się później kiedy rodzice przeprowadzili się do hotelu robotniczego . Jaka ja, byłam cicha ,nieśmiała ,nie umiałam o swoje walczyć dawałam się zakrzyczeć ,myślę ze to bardziej wynikało z wychowania niż z tym że tato lubił wypić ,po prostu pewnych rzeczy nie potrafiłam bo u nas w domu bywało różnie ale uczyli nas że np.nie można , po prostu nie przyszło mi do głowy żeby coś zniszczyć , wziętość nie swoją rzecz bać zniszczyć czyjąś ,albo kogoś pobić, przeklinać też bardzo długo nie umiałam, dawałam się przez to wykorzystywać .
Po pewnym czasie mama zaczęła traktować mnie jak swoją przyjaciółkę ,mówiła mi o takich rzeczach o jakim człowiek w moim wieku wiedzieć nie powinien myślę że zawsze byłam bardziej dojrzała ,nie umiałam się bawić wszystko traktowałam śmiertelnie poważnie,myślę że bardziej z stąd to wynikało .
Pewnego dnia tato upił się w pracy i pobił swojego przepatrzonego ,a przyjaciela rodziny,miał stracić pracę ,a czekaliśmy na mieszkanie w bloku ,własne wymarzone wyczekane 45 m2 a nie 1 pokojowe w hotelu z kuchnio- łazik mieszkanie mógł dostać tylko mój tato ,mama wtedy ubrała mnie ładnie a to że zawsze ,,słodko wyglądałam ,, było ciemno i zimno ,zabrała mnie do bloku gdzie mieszkał taty przelobowany prości ,by ojciec nadal pracował , myślę ze wtedy po raz 1 czułam się upokorzona ,2 raz jak moja koleżanka ,nie wiedząc że to mój tato powiedziała,,tacy ludzie to nie powinni już żyć,, całe szczęście był tak pijany że mnie nie poznał 3,4,5....jak mama kazała mi iść po ojca pod sklep gdzie stała najgorsza żulernia osiedlowa i ściągnąć go do domu on zawsze ze mną szedł ....kiedyś pamiętam umówiłam się z koleżanką w jakiejś mało ważnej sprawię miałam wyjść z domu ale wtedy przyszedł tato i zamkną drzwi od środka na taki zamek gdzie drzwi można otworzyć tylko z jednej strony powiedział że to dla tego żeby mamy nie wpuścić do domu ,po czym beztrosko poszedł spać ,przez okno rzuciłam mamie klucze ,co czułam wtedy że chcę uciec ,wyjść a nie mogłam,pachniało alkoholem ,niewiele później mama zaczęła rozmawiać ze mną rozmowie z tata miałam 11 max 12 lat i bardzo nie chciałam już na to patrzeć nie wiem po prostu go nienawidziłam ,było mi wszystko jedno dojrzewałam ,ojciec zaczął wyprzedzać do pracy do Niemiec i przez 3 miesiące był spokój jak wracał się zaczynało ,te 3 miesiące to był raj nie było awantur i zastanawiania się co będzie jak tato wryci czy odrobię lekcję czy znowu do 24;00 będą się kłócić kto ma usiąść ze mną do lekcji ( niesyty ,zawsze były ze mą kłopoty w wieku 3,4 lat zaczęłam się jąkać po,tym jak jakiś,,matoł,,na drodze z zakazem wjazdu prawie by mnie przejechał ,poza tym leworęczność a na końcu dysortografia ) a potem ojciec odrobi je za mnie.......Ojciec wyjechał wtedy ostatni raz miał wypadek w pracy ,miałam 14 może15lat może jest sparaliżowany , mama stwierdziła że będzie dobrze bo ojciec jest chory a nie pijący ,i pić już nie będzie , co czułam ...nic ,noże litość nic więcej ,nie chciałam go w swoim życiu jak końcu pojawił się w domu już nie tym bloku przewracając moje życie do góry nogami , przeprowadziliśmy się .
Do szkoły dojeżdżałam 2 godz plusy własny pokój i własne łóżko .Jak ojciec w końcu przyjechał płakałam całą noc tak bardzo chciałam żeby go nie było,ale on był oddychał jeździł a wosku 2 piętra podemkną do tej pory schody kojarzą mi się z bezpieczeństwem ,potem zaczęły się się awantury już nie o alkohol lecz o wszystko inne ,głownie o telewizor bo mama pracowała i chciała spać a tato oglądać mecz,mieli taki duży dom a przez tyle mama nadal sypiała z tatą w 1 pokoju , potrafili o 2 w nocy 2 dni przed matura obudzi mnie bo awantura schodzę a tu mama roztrzęsiona z fioletowym siniakiem na udzie na prawie całe udo szyba zbita w drzwiach ojciec celuje w nią kolejnym syropem wyzywając od najgorszych potem ich uspokajałam a mama prosiła mnie żebym dziś nocowała z tatą bo może zrobić sobie coś złego pamiętam że noże u nas można było znaleźć tylko na najwyższych pułkach ,i ja spalam , a właściwie czuwałam i często tak było z tym że zmieniło nazwę z alkoholizmu na wiele innych chorób włącznie z depresją i że za to nie można nienawidzić.....
....mama chciała bym była w domu w wakacje n |
|
Autor: aneta (2009-04-04 20:17:48)
brak części istotnej artykułu;( a mi się już nie chce powtarzać |
|
Autor: doradzałbym mniej (2009-04-04 23:05:51)
koncentrowac sie na sobie. zająć swoje myśli czyms pozytywnym, pomagać innym, którzy są naprawde w potrzebie. |
|
Autor: m.w. (2009-04-04 23:16:54)
Nie mozna obwiniac wszystkich na okolo za wlasne bledy. Zyice potrafi dac w kosc, ale z przeszloscia trzeba sie pogodzic i zyc dalej, choc czasami wydaje sie to niemozliwe. Kiedys nie wierzylam, ze czas leczy rany, ze bol minie, ale to prawda i juz jest lepiej. Jestem DDA, i chce zyc, kochac, siegac po to co wydaje sie nieosiagalne. Boje sie? Owszem, ale tylko wariaci sie nie boja :). Nie mam ochoty robic z siebie ofiary, meczennicy, bo rozne tragedie chodza po ludziach poza tym nie chce i nigdy nie bede obwiniac mamy, za to co sie stalo zbyt bardzo ja kocham. |
|
Autor: (2009-04-04 23:19:52)
Jakbym czytała historie o sobie |
|
Autor: marzena (2009-04-05 00:20:21)
Ja jestem DDA i układa mi sie dobrze...życie uczy kochani,doceniac to co mamy:) |
|
Autor: agnieszka30 (2009-04-05 01:58:25)
ja czuje sie podobnie jak kolega ponizej
witam ,mam 22lata ,przystojny odpowiedzialny ,nastawiony na sukces zawodowy, kieruje sie tylko spelnieniem marzen ,jestem dzieckiem DDA ,tata jest alkoholikiem ,ojcowie moich rodzicow sa rowniez alkoholikami , mama to bardzo silna kobieta jednak ma problemy z nerwami. Mam ogromny problem z pozaniem odpowiedniej kobiety , nie dam rady obdarzyc kogos uczuciem wiekszym od przyjazni , mam wrazenie ze moje zycie jest zaprogramowane na zaspokajanie materialne ,poniewaz nie dam rady sie odlezc w swiecie uczuc, bywam zazdrosny kiedy widze zakochanych ludzi , w tym czasie zastanawiam sie :co ze mna jest nie tak ?
ogromnie wierze w siebie i jestem bardzo pewny siebie ale tylko w sytuacjach w ktorych nie ma mowy o zadnych uczuciach nawet przyjazni , posiadma dystans do wszystkich lacznie z rodzicami.
wieczorami zastanawiam sie czy to swiat jest beznadziejny czy moze ja wyroslem z niego ,mimo ze chce dac serce ,kochac , i kroczyc droga z tą jedyna wybranka , to w zaden sposob nie potrafie znalezc wytlumaczenia dlaczego nadal jestem sam...
Praca i rozwoj wlasnej osobowosci pozwalaja zapominac o uczuciach ktore sa bardzo skryte :(
|
|
Autor: (2009-04-05 02:15:12)
a co Ty wiesz...? "choroby cywilizacyjne"? Czy myslisz ze 8 latka wysmiewana w szkole za brud i smrod pijanego domu, wracająca do tego domu, martwiąca sie czy mama jest czy nie...bo impreza w pracy...bo impreza u kolezanki.....przelykajac lzy odrabia lekcje obgryzajac paznokcie do krwi zmywa brudne lzy z buzi ubiera jak zwykle poduszke w koszule mamy i udaje ze jest przytulana...czy myslisz ze teraz majac 25 lat jestem w stanie wziac zycie w swoje rece? wciąż tak samo poobgryzane rece...?? wiesz jak to jest żyć codziennie z nerwicą natręctw? po kilkunastu latach koszmaru żyje....i JESTEM DDA. i odpieprz sie. |
|
Autor: (2009-04-05 02:15:53)
wyżej pisałam do DDA ADHD i co jeszcze |
|
Autor: (2009-04-05 04:07:25)
U mnie w domu z pozoru wszystko bylo dobrze,ale oczywiscie byla tez ta ciemniejsza strona.Moi rodzice wspaniali ludzie ,oboje skonczyli bardzo dobre studia.Ale byl jeden duzy problem.Moj ojciec cpal na potege.Jak bylam mlodsza nie wiedzialam co sie z nim dzieje .Pozniej gdy bylam juz troche starsza zdalam sobie sprawe z tego ze moj ojciec cpa.Matka probowala mu pomoc ale nie dawala rady,zaczela pic.Nie bylo agresjii u nas w domu, owszem klotnie i awantury.Ale chodzi o to ze moi rodzice po osiagnieciu wielkiego sukcesu zawodowego poporstu zeswirowali. I widzac ojca lezacego trzesacego sie, wygladajacego jak niezywy .. bylo strszne..Widzac matke ktora wypijala butelke vodki za kolejna, jak zasypiala w salonie badz tez na ogrodzie.. bylo naprawde okropne..
czy to odbilo sie na mnie? mysle ze tak ,wiem ze tak.
A ja? .Studiuje.Mam fantastycznych przyjaciol.Cudownego facetai aktualnie sama cpam na potege i pije jeszcze wiecej.Pienidze uderzaja do glowy.
Moja mama dalej pije ale nie tak duzo jak wczesniej.Ojciec? Jak dzwonie do niego to pierwsze o czym mi mowi to o tym jak sie czoraj z cala swoja elita super oblesnie bogatych znajomych zacpal. Moi przyjaciele proboja do mnie dotrzec ale chyba na to nie ma rachunku..jacy rodzice takie dzieci.. |
|
Autor: Toth IV (2009-04-05 08:13:04)
Witam wszystkich. Jestem DDA, z tą jednak różnicą, że nigdy z ojcem nie mieszkałem. Kiedy tylko mama dowiedziała się, że jest w ciąży wyrzucila go z domu. Rodzice ojca, a także jego bracia, siostry, ich żony i mężowie też piją na całego. Teraz mam 28 lat, piszę doktorat, jestem żonaty, niby wszystko jest w porządku, ale ... nie jest. Fakt, że potrafiłem się z kimś związać na takim poziomie (tj. małżeńskim) do dziś mnie zadziwia, bo przyjaciół nie mam praktycznie wcale, a kolegów mogę policzyć na palcach 1 ręki, widuję się z nimi raz na "ruski rok", coraz rzadziej i rzadziej. Generalnie pisząc - nie lubię ludzi. Z jednej strony wyjątkowo mnie irytują, a z drugiej chciałbym, by mnie oczekiwali, bym był im w zwykły ludzki sposób potrzebny, by chcieli ze mną przebywać - jednak nie chcą. Strach jaki znam z dzieciństwa, sądowe batalie mamy o odebrania mu prawa opieki, jego pijackie wybryki i wrzaski pod naszym blokiem pamiętam do tej pory. Od zawsze chciałem być jego przeciwieństwem. Jeśli miałem w umyśle jakieś skrystalizowane uosobienie zła, to był nim on. Pamiętam, jak usiłował nawiązywać kontakt, gdzieś przez ogrodzenie boiska na którym grałem w piłkę, wołał coś bez ładu i składu, podchodziłem, czuć było trunek który pijał na spora odległość, bałem się i brzydziłem. Nie twierdze, że nie miał uczuć, ale chciał i mnie, i pić, a tak się nie da. Kiedy zmarł byłem w liceum,a kilka lat później, 1 listopada na cmentarzu zobaczylem grupkę osób przy jakimś grobie (okazało się, że był to grób ojca). Na moją ,dość niewybredną zresztą uwagę dotyczącą tejże grupki moja mama szepnęła "to rodzina twojego ojca". Przyglądałem się im ukradkiem,zza jakiegoś grobowca dobre pół godziny, i wyłącznie czułem obrzydzenie, obraz odżył, utrwalał się. Nic na to nie poradzę, mimo tego, że to też ludzie, i wielu innych "humanitarnych" argumentów nadal czuję to samo. Obrzydzenie, złość ,nienawiść, zawód, oraz pustkę po osobie, której nie było, bo tanie wina były ważniejsze niż ja. Zazdrościłem kolegom z osiedla, którzy a to dłubali wraz z ojcami przy wysłużonych polonezach czy golfach, a to ojciec uczył syna strzelać na bramkę, czy rzucali w siebie w zimie śniegiem - takie sielskie obrazki mam przed oczyma, i nigdy nie dotyczyły mnie, mogłem być jedynie obserwatorem. Nie byliśmy z mamą przez ojca bici, nie było nigdy w domu awantur, a mimo to "nie jest tak, jak być powinno". Postać tyleż realna, co wirtualna zmieniła mnie zapewne na zawsze. Walczę z depresją - z róznym skutkiem - przez niemal połowę życia, jestem posępny, sarkastyczny, nieprzyjemny i opryskliwy. Człowiek z ulicy (o ile jest daleko, w jakimkolwiek sensie) jest ok, ale gdy tylko się zbliży - dramat. Nawet jeśli tylko prosi o ogień, mam ochotę plunąć mu w twarz, a gdy trafię na żula który domaga się drobniaków "bo mu do chlaba brakuje" widze ojca, lub jego rodzinę i gotuję się w środku chcąc jednocześnie wymiotować. Ból jest potworny, czasami wydaje mi się, że znika, milknie, a potem uderza podwójnie lub potrójnie, i wtedy ja, blisko 2m, ponad 100kg facet wieję do łazienki,i z całej siły usiłuję powstrzymać się, by czegoś nie zniszczyć, a gdy złość przechodzi płaczę jak dziecko. Żyjemy we 2 w 1 ciele - ból i ja, ja i ból. DDA. |
|
Autor: m (2009-04-05 11:51:50)
bardzo mnie porusza to, co wszyscy tu piszą;
mam 33 lata i jestem generalnie zadowolona z tego, jaka jestem i kim jestem; wszystko to, co przeszkadzało mi w życiu, któregoś dnia "zebrałam" i poszłam do psychologa-jakież było moje zdumienie, kiedy wszystko, dokładnie wszystko ułożyło sie w listę symptomów DD! to było rok temu a ja do dziś w szoku jestem, ze sama na to nie wpadałam;
tak na marginesie to cechy charakterystyczne dla DDA są jednakowe dla dzieci ze wszystkich rodzin dysfunkcyjnych, dlatego nas tak wiele ...
cieszę się, ze taki artykuł powstał;
pozdrowienia |
|
Autor: n.18 (2009-04-05 12:48:38)
moi rodzice i bez alkocholu są dziwni. psycho..
ale co zrobić.. :{ :{ |
|
Autor: (2009-04-05 14:47:02)
Bardzo mnie poruszyły wszystkie powyżej przeczytane komentarze, tragedia wyniesiona z dzieciństwa nie pozwała normalnie żyć. Trzeba mieć bardzo silne pragnienie i silny charakter aby żyć ineczej niż pijący rodzice czy jedno z rodziców. Mój mąż miał matkę alkoholiczkę,a swoje dzieciństwo spędził w domu dziecka,ja miałam cudne dzieciństwo.Obecnie jesteśmy w średnim wieku, małżeństwem od 5 lat,a mój mąż jest najlepszym facetem jakiegokwiek znałam. Ciepły,kochający,wyrozumiały,zero agresji. Więc wiem że to możliwe aby normalnie żyć..Na pewno kosztuje to wiele wysiłku,silnej woli i ogromu pracy nad sobą, ale myśle że watro. A jeśli to konieczne, to warto skorzystać z pomocy psychologów czy psychiatrów. Wszystkie DDA - nie dajcie sobie zmarnować Waszego dorosłego życia !! Rodzice, którzy stworzyli wam piekło w dzieciństwie nie są tego warci aby w dalszym ciągu mieć wpływ na wasze życie. DDA- życzę wam szczęcia. I wszystkim innym z problemami - też. |
|
Autor: magna (2009-04-05 18:26:25)
Na mnie odpychajaco dziala widok pijanego faceta..(nie cierpie zataczajacych sie facetow) tak juz niestety zostalo z dziecinstwa...mam zdecydowanie niemile wspomnienia.. :(( |
|
Autor: (2009-04-05 20:57:29)
ja nie wiem jak facet moze wiązać się z corką alkholika
takie kobiety są gowno warte
KAŻDA KOBIETA Z PATOLOGICZNEj RODZINY JEST GÓWNO WARTA
taka jest niestety prawda |
|
Autor: wr (2009-04-05 21:20:38)
ostry ten ostatni komentarz - ja rozumiem, ze to prowokacja, bo nie sądzę, zeby ktoś był takim gównem, by tak naprawdę uważać |
|
Autor: arek (2009-04-05 21:45:12)
bo najlepszy jest facet taki co wp... kobiecie i wtedy go kocha, jak facet jest miły nie pije to jest nudny nie wiem czemu tak macie i mam to gdzies |
|
Autor: ajsza (2009-04-05 23:24:04)
niestety to prawda czy to kobiety czy mężczyżni z rodzin patologicznych sa nic nie warci,geny zawsze dadzą o sobie znać,miałam koleżankę(córka pijaczki)i niby skończyła szkoły,wyszła za mąż,urodziła dziecko...ale krewsko-pijackie geny dały o sobie znać.Patologia powinna miec zakaz rozmnażania sie! |
|
Autor: M8 (2009-04-05 23:42:27)
A ja uważam, że w pierwszej kolejności, ludzie bez mózgu nie powinni się rozmnażać, trzeba stworzyć jakiś test, który będzie weryfikował kto może, a kto nie mieć dzieci, może wtedy nie będę musiała czytać takich komentarzy jak te powyżej - niestety "ściśnięty" umysł też jest dziedziczny i tutaj też geny dają o sobie znać - ajsza.
|
|
Autor: (2009-04-06 00:23:16)
SZAO{J}FSOJG |
|
Autor: ajsza (2009-04-06 00:45:03)
To nie jest"ściśniety"umysł,ale popatrz na swoje dzieci(jeśli je masz)lub na rodzeństwo.Czy nie widzisz jak podobni w ruchach,gestach,pojmowaniu świata,reagowaniu podobni są do siebie ludzie,których łączą geny.Oczywiście zdarzają się wyjątki i na 100 dzieci z patologicznych rodzin 10/nie powieli schematu,ale tylko te 10/.Pozostali skończą tak jak rodzice,niestety patologia jest dziedziczna(w sensie społecznym nie biologicznym). |
|
Autor: Tyle jeszcze o sobie nie wiem (2009-04-06 01:26:46)
Nigdy nie uważałam, że rodzina, przeszłość może determinować moje życie w dorosłości. Myślałam, że każdy jest kowalem swojego losu. Wszystko zależy ode mnie. Dziś mam 28 lat a moje życie nie ma sensu mimo, że niby pozornie wszystko jest oki. Czuję, że nad niczym nie panuję i na nic nie mam wpływu. Jestem zdezorientowana, nie ufam temu co dzieje się w mojej głowie, a ostatnio ma także przełożenie na sferę fizyczną. Podejrzewałam neurostenię, nerwice, depresje, ale pytałam samą siebie skąd? Może mam DDA? Nigdy o tym nie słyszałam, ale jest tak jak piszą moi poprzednicy. Dziękuję za artykuł. |
|
Autor: takise (2009-04-06 06:36:05)
Wszyscy co przyznaja się do DDA powinni poddać się psychoterapii bo zdają sobie z tego sprawę. Ci co lekceważąco wypowiadają się na temat tym już nic nie pomże. Sory pomoże chyba ale tylko eutanazja. Nie są dda ale gniew i frustracja aż bije słowami po oczach.
Tak, swoją droga to może jest jakiś ułamek rodzin gdzie nie pije się alkoholu.
Wszyscy jesteśmy współuzależnieni. Spójrz w lustro w swoje oczy i zaprzecz.
Ja mam to gdzieś. NIE MÓJ PROBLEM!
|
|
Autor: r (2009-04-06 07:45:01)
to nie jest tak, że dzieci z rodzin z problemem alkoholowym to zera:
1 - picie rodzica nie zawsze oznacza zasmarkane, zahukane dziecko ze średnią 2,1
2 - w "tamtych" czasach, w latach młodości naszych rodziców piło 3/4 tatusiów, więc potencjalnie jesteśmy pokoleniem patologicznym
3 - rodzina ma ogromny wpływ na nasze dorosłe życie, ale pomimo to naprawdę my sami mamy na nie ogromny wpływ
4 - moje DDA to kosmetyka w tym sensie, że gdybym to wyprostowała, moje życie stałoby się idealne, na razie jest na cztery plus:)
5 - tak, kazde DDA powinno miec możliwość terapii, ale z pominięciem wizyty u psychiatry, który to dopiero kieruje do psychologa ...
6 - kurczę, tak poczytałam ostatnie komentarze jaką to jestem patologią i jakoś średnio mnie to nastroiło na ten słoneczny poniedziałek; he, he - klasyczne DDA
7 - prawdopodobieństwo, że dziecko alkoholika będzie alkoholikiem jest dokłądnie takie samo jak to, że nim nie będzie;
pozdrawiam |
|
Autor: pato (2009-04-06 10:01:20)
a ja mimo iz w domu nie było praktycznie alkoholu to mam objawy DDA; nie umiałam byc blisko, otworzyc sie, zaufac, ciagle sie konroluje, wiem ze jestem wartosciowym człowiekiem ale nie umiem tego wykorzystac, jest porywcza,szybkosie denerwuje |
|
Autor: zula (2009-04-06 10:10:12)
Mój małżonek jest DDA. tak naprawdę boi się cały czas odrzucenia. to nic, że mamy dwoje dzieci, wspólne plany itp, itd. On mnie straszy, że odbierze sobie życie, bo źle go traktuję. za którymś razem powiedziałam mu żeby to zrobił i przestał się nade mną znęcać. I PRZESTAŁ. nie wiem na jak długo. ale odpuścił. gdybym wiedziała, z czym to się je, te jego problemy, pewnie bym sobie odpuściła. a on skubany opowoiadał mi o swoich uroczych wycieczkach z ojcem. nawet się nie zająknął o tym, że jego ojciec był alkoholikiem. Był naprawdę fajnym dziadkiem i doceniam to. ale jakim był ojcem? był pieprzonym egoistą, pijakiem, któy swoją żonę tłukł, a swoim dzieciom nie dawał powodów do dumy. |
|
Autor: anielka (2009-04-06 11:52:15)
stąd pewnie te problemy. może ucieczka?
a może pragnienie akceptacji za wszelką cenę?
sama nie wiem...
http://interia360.pl/artykul/wyraz-siebie-w-weekend,2020 |
|
Autor: watka (2009-04-06 12:03:07)
Ci co nie mieli tego problemu w domu nie zrozumieją tego, więc darujcie sobie że ten artykuł nie ma nic wspólnego z problemami z facetami.Nie macie pojęcia jak to jest ... |
|
Autor: marcia.....DDA (2009-04-06 12:21:05)
ajsza, wydaje mi sie, ze to Ty jestes w spoleczenstwie wieksza patologia niz np.ja.... kto dal Ci prawo do oceniania innych?? moze najpierw spojrz na siebie..... nie masz w sobie szacunku do ludzi, i w tym momencie to Ty jestes nic nie warta. Pozdrawiam |
|
Autor: xxxxxxx:) (2009-04-06 12:24:39)
do ajsza: jesli wg Ciebie nie moge "rozmnazac sie" tylko dlatego, ze moj ojciec byl alkoholikiem, to wybacz, ale w tym toku rozumienia byc moze nawet Ciebie nie powinno byc na swiecie. |
|
Autor: takise (2009-04-06 13:22:38)
Dajcie spokój ajszy...przecież widać, że i ją coś gryzie. Nikt nie ma prawa oceniać drugiej osoby nie znajac środowiska w jakim się ktoś wychowal.
Ten artykuł pokazuje stronę tylko DDA ale wystarczy wrzucić w google temat:
rodzina dysfunkcyjna i poczytać.
W rodzinach prawników czy lekarzy tak samo panuje dysfunkcja.
No cóż później młodzi rodzice korzystają z wzorca rodzinnego, nie zawsze właściwego.
Cierpią później dorosłe dzieci. |
|
Autor: krzysiek (2009-04-06 15:10:07)
w pełni cię popieram r |
|
Autor: (2009-04-06 15:18:14)
mam 35 lat mój ojciec 58 i nadal pije kiedyś tylko wódkę teraz już tanie wina i roźcieńczony denaturat(wiem od mamy) także skończony degenerat jak byłam nastolatką wstydziłam się go jak szedł pijany to uiekałam aby mnie tylko nie zauważł w domu wieczne awantury bijatyki niszczenie mebli trzaskanie talerzami to pamiętam z dzieciństwa wizyty z mamą na pogotowiu bo tak ją pobił, płakac sie chce na samo
wspomnienie ... w dorosłym życiu mam wspaniałego męża, synka dobrą prace mieszkanie i naprawde nie mogę narzekać ale tak jak większoś piszących cierpię na nerwię wybuchy agresji ,chciałabym chodzić na terapię ale w małych miasteczkach nie ma takich zdaje sobie sprawę że moim zachoaniem krzywdzę dwie najbliższe mi osoby proszę poradźcie co robić... |
|
Autor: (2009-04-06 19:45:51)
Nie każde dziecko alkocholika ma DDA. To jest zespół cech i zachowań, które wynika z tego, jak źle zachowywali się rodzice lub rodzic pod wpływem alkocholu. Jeżeli pijany tatuś szedł od razu spać, to ok., gorzej, jak w moim przypadku np.w środku nocy wywalał mnie i siostrę z łóżka i mówił, żeby iść do łazienki i poczekać tam, bo coś się stało. Byłam wtedy tak przerażona, że masakra. A po kilku godzinach cichego skomlenia, bo trzeba było być cicho, przychodziła mama i zabierała mnie i siostrę z łazienki, i szłyśmy do naszego pokoju. Jak tam wchodziłyśmy, to przeważnie okazywało się, że "tatuś" pijany leżał na naszym łóżku, całym zarzyganym. I zaczynała się awantura. Albo jak mama była bita a ja, 5-6 lat, przerażona ryczałam w kącie. Jak "tatuś" bił mnie i wrzeszczał, że jestem głupia, brzydka i nie jestem jego dzieckiem. Jak w sądzie na rozprawie rozwodowej powiedział, że się mnie (i tylko mnie) wyrzeka, bo że niby skoro dobrze się uczę, to nie mogę być jego córką. I niech mi do cholery jasnej ktoś powie, jak ja mam żyć z facetem po takich przeżyciach i jeszcze gorszych?? Bo o wstydzie przed znajomymi nie wspominam... I jak mam być pewną siebie osobą? To nie idzie w parze. |
|
Autor: wiolka (2009-04-06 23:08:05)
ja również jestem DDA, piła moja matka i mój ojciec, on pije do tej pory... kiedy sięgam wspomnień z dziecinstwa widzę tylko jeden obraz, ja, mała dziewczynka siedząca na łóżku, po drugiej stronie pokoju mój brat, oboje płaczemy, środek nocy, krzyk i płacz mojej mamy, którą ciągnie po podłodze mój ojciec. Nie da się tego zapomnieć, po prostu nie da. Jesli chodzi o moją osobę teraz, jestem strasznie płaczliwa, bardzo szybko się wzruszam, nawet wtedy kiedy widzę reklamę w telewizji przedstawiająca uśmiechniętą rodzinę, która wspólnie je obiad bądź ogląda tv....... często popadam w skrajności, jestem nerwowa, łatwo mnie rozdrażnić, sama nie wiem czego chcę- oczekuję pomocy innych jednocześnie sama załatwiając sprawę. Nie potrafię rozmawiać o tym co doprowadziło mnie do łez, wolę uporać się z tym sama, przemilczeć i wypłakać, jestem złośliwa i bardzo humorzasta a przy tym świetnie radzę sobie SAMA, jestem pracowita, odnoszę sukcesy zawodowe, we wszystkim co robię staram sie być perfekcyjna, ironia losu? Patrząc na siebie, dorosłe dzieci alkoholików mają tak jakby dwie osobowości... co do facetów, nie potrafie utrzymac związek nie dłużej niz miesiąc. Wszystko jest ok dopuki on nie zaczyna pokazywac mi jak bardzo mu na mnie zależy. Czy znajdę kiedyś tego jedynego? wierzę w to mocno |
|
Autor: latka (2009-04-06 23:19:42)
A ja jestem DDH-dorosłe dziecko hazardzisty. Mimo, że ojciec mnie nie bił, nie wracał pijany i generalnie jest ciepłą osobą nigdy nie wyrzucę z pamięci ciągłych awantur o kolosalne długi, których nie ma z czego spłacać, czekania po nocach, kiedy i czy wróci do domu, słuchania kolejnych kłamstw, którymi karmił mamę, sióstr, które jeździły wyciągać go z kasyna, telefonów z pogróżkami. Zamykałam się w pokoju i udawałam, że mnie nie ma. Ale byłam. I to tak bardzo bolało. A kiedy runął mój 5letni związek chciałam się zabić, bo poczucie mojej własnej wartości było mniejsze niż zero. Znowu z kimś jestem. I codziennie muszę sobie powtarzać ile jestem warta, żeby nie zapomnieć. I codziennie się zastanawiam, czy osoba z którą jestem nie zrobi mi tego co mój ojciec mojej rodzinie. Czasem się zastanawiam, czy naprawdę istnieje coś takiego jak zdrowy szczęśliwy związek. A DDA, DDH czy inny szit to problemy w nawiązywania bliższych konaktów z innymi ludźmi. O tym jest ten artykuł. I jeszcze jedno - trudno być w dorosłym życiu szczęśliwym, gdy dorasta się w rodzinie patologicznej. Bo ciągle trzeba toczyć walkę z samym sobą. |
|
Autor: Chwila (2009-04-06 23:20:04)
Mam 20 lat, moj tata pil od kiedy pamietam zwlaszcza ze mial 37 lat jak sie urodzilem mama 36, wtedy mialem juz 2 starszych braci, Tata sam nigdy nie mial ojca i bardzo nas kochal i kocha nigdy nie uderzyl nas ani mamy, mimo ze przychodzil pijany jak sztucer, to potrafil bawic sie z nami w bijatyke i wszystko z wyczuciem. Teraz nie pije 2 lata i wszystko jest ok. Mieli sie rozwodzic a gdyby tak wyszlo to nie wiem co by sie stalo z nami, mama. Podkreslam ze tata zawsze zarabial na mieszkanie caly czas w wyjazadach, przywozil pieniadze dawal mamie nam prezenty i pil sobie. |
|
Autor: ONA (2009-04-07 00:09:56)
Artykuł dobry moim zdaniem moglbyc szerszy ale kazdy ma swoj gust...
Ja tez jestem DDA mam 22 lata urodziny za kilka dni.. jestem pewna siebie kobieta lecz tylko z pozoru... Jesli idzie o spelnienie zawodowe to dosc szeroko sie to wszystko rozklada... na roznych frontach... a co do radzenia sobie z mezczyznami.. zgadzam sie z wypowiedziami w 1000...% jest ciezko odnaleźć sie w zwiazku i wogole wiedziec jak takowy powinien wygladac jelsi sie nie mialo odpowiednich wzorcow.. czasami sam seks jest wlasnie tym na czym opieraja sie zwiazki.. a co do przyciagania facetow owszem przyciagamy samych popaprancow... ehh.. ciekawe czy to sie kiedys zmieni.. bardzo bym tego chciala... pozdrawiam wszystkich czytajacych... |
|
Autor: Połomski (2009-04-07 00:56:28)
moze to i głupie... ale czytając to jak bym czytał o sobie weronika napisała na samym końcu "Wiem za to jedno: nie chcę i nie potrafię być sama. " to samo mam ja... ojciec alkocholik prawie go nie znałem a matka... nie wiem... ciegłe awantury ciągle cos robiłem ze... miałem dziewczyne byłem z nia przez rok nie potrafiłem ejj zaufac i wogóle... posypało sie masakra bolało i dalej boli samotnosc z dnia na dzien staje się gorsza... nie ma się do kogo słowem odezwac ze mnie boli w zyciu to czy tamto... kazdy olewa bo jestem "inny" DDA maja ciezko naprawde oddał bym wiele za normalne dziecinstwo i normalne zycie ! |
|
Autor: Nenka (2009-04-07 01:43:36)
Mój Tato nie żyje. Pił. (Ja nie pije nawet szampana w Nowy Rok, tak postanowiłam dawno temu.)
Zawsze go kochałam. Teraz też.
Chociaż sprawił mi wiele bólu, potrafiłam wybaczyć. Przecież był tylko dzieckiem swoich rodziców, którzy też pili. Lubił to. Nie rozumiał. Wiem, że mnie kochał, na swój sposób.
Nie podoba mi się, że obwiniamy rodziców za jakość naszego dorosłego życia. Chociaż wiele płakałam w dzieciństwie, żyję do przodu i swoim dzieciom opowiadam o moim Tacie tylko dobre historie. "W życiu piekne są tylko chwile". I "nikt nie jest bez winy", Nie wymagajmy doskonałości od naszych rodziców. Pamietajcie, że i Was kiedyś osądzać będą Wasze dzieci. Dajcie im przykład. Pokażcie jakimi rodzicami być się powinno. Rozpamiętywanie czyichś błędów, ani obwinianie niczego nie da. |
|
Autor: Starszy pan (2009-04-07 01:57:07)
A jaka to rodzina niepatologiczna? W kulturach, gdzie żyje się na tzw. kupie (dziadki, ciotki, kuzyni...) nie ma tego typu problemów. Tam jak któryś podaskakuje - reszta interweniuje. Jest pomoc.W naszym modelu rodziny, pozostaje tylko strach i gniew. Żal. Tam, wielka rodzina ma jeden cel. Tu każdy w rodzinie ma swój, osobisty. Tam stary człowiek cieszy sie szacunkiem, tu nie ma nic do gadania. Stąd te dramaty. |
|
Autor: Di (2009-04-07 16:57:22)
Tak czytam i czytam wszystkie komentarze. ..Widzę w nich dużo bólu ludzi wychowanych w domach z problemem alkoholowym i wiele nieprzyjemnych słów od osób, które o tym problemie nie mają pojęcia i pewnie NA SZCZĘŚCIE nie będą miały i tego szczerze ZAZDROSZCZĘ. Tylko tego. Bo napewno nie podejścia. Zero- zaj***cie "modne" słowo- empatii.
Też jestem DDA, też przez 20 lat żyłam pod jednym dachem z alkoholikiem. Teraz mam 25 lat i próbuje układać sobie swoje życie.
Przeżyłam wiele bólu, bezsilności, lęków itp. jak wiecie wahlarz jest ogromny...Siedziałam w domu z nadzieją, że zdarzy się cud i ktoś mi pomoże. Płakałam, krzyczałam, oskarżałam wszystkich i wszystko. I nadal mi się to zdarza.
Kiedy już było mega źle, zgłosiłam się na terapię, która w chwili obecnej nadal trwa. Nie jest łatwo, jest to cholernie ciężka praca. Co będzie za trochę - szczerze mówiąc nie wiem. Warto się zgłosić po pomoc! |
|
Autor: smutek (2009-04-07 17:23:24)
Czytam te wszystkie wypowiedzi i wspomnieniami wrocilam do dziecinstwa. Moj ojciec nie pil alkoholu, no chyba ze sporadycznie piwo ale...No, wlasnie. Byl sto razy gorszy od niejednego ojca pijaka moich znajomych. W domu pamietam tylko awantury, trzaskanie talerzami o sciane, placz mojej mamy i wyzwiska, ktorymi nas moj kochany tatus raczyl kiedy mial zly humor( a zly byl ciagle ) Tak chcialam wtedy, majac te kilka a potem kilkanascie lat by przyszedl choc raz pijany do domu bo wtedy moze by mniej bolaly jego razy slowne zadawane z premedytacja. Zawsze slyszalam tylko wyzwiska pod swoim i mamy adresem. Zawsze inni byli lepsi a ja do dzis pamietam, ze kiedy moj tata mial wrocic z pracy to ja juz cala sie trzeslam bo wiedzialam, ze znow bedzie awantura i ze znow uslysze, ze jestem zerem, garbem na plecach, kula u nogi...nie da sie opisac slowami tego co przezylam ale do dzisiaj walcze z poczuciem winy za wszystkie bolaczki "swiata" i niska samoocena a mam juz swoje lata. I nie jest wcale latwo zamknac rozdzial z dziecinstwa jak co niektorzy sugeruja bo przeszlosc ciagle powraca w codziennym zyciu. Nie wynioslam z domu wartosci i wiezi rodzinnych. W zyciu czesto zmagam sie z upokorzeniem przez innych bo nie umiem uwierzyc w to, ze jestem rownie wartosciowa osoba jak inni. Moje dzieci bardzo mnie wspieraja i to dzieki nim zaczynam sie doceniac ( smieszne co nie? ) Czuje sie kochana i potrzebna a nie wykorzystywana.Niestety tak jest tylko w domu. Nie wiem czy bede umiala kiedykolwiek nauczyc sie zdrowych relacji miedzyludzkich, partnerskich bo za kazdym razem popelniam te same bledy. No ale to juz inny rozdzial tyle, ze powiazany z dziecinstwem. Wiec prosze, powiedzcie mi do jakiej grupy ja sie zaliczam?. |
|
Autor: Di (2009-04-07 19:29:31)
Do Pani Smutek - wiesz,nie zależnie od tego ile masz lat, ile już w życiu przeszłaś, a miałaś ojca, który pił, to "możesz się zaliczyć" do DDA. Ja jeszcze nie wiem czym są "zdrowe" relacje między ludzkie, uczę się, na razie nie wiem czy mogę powiedzieć, że "raczkuję" w tej kwestii i pomagają mi w tym wspaniali ludzie, których poznałam na terapii...Jeśli będziesz chciała to są ośrodki, które prowadzą terapię, wystarczy poszukać...
Pozdrawiam |
|
Autor: @@@@@@@@@@ (2009-04-07 20:50:59)
kolejny beznadziejny artykuł...
czy nie ma tam kogośwykształconego kto napisałby SENSOWNY artykuł???
IDZCIE GŁUPIE BABY PO PIERWSZE DOUCZYC SIĘ A PO DRUGIE NAUCZCIE SIĘ PISAĆ PORZĄDNE ARTYKUŁY HAHAHA |
|
Autor: .....----- (2009-04-07 21:01:23)
zaspokajanie potrzeb materialnych bo nie mogę się odnaleźć w świecie uczuć
- samotność
- idę do szkoły i staram się udawać normalną
- boję się bloskości
- jestem egoistką
- niskie poczucie własnej wartości
- strach przed dużymi przedsięwzięciami w pracy
- życie chwilą
- poszukiwanie cielesnych przyjemności
- nie zasługuję na niczyją miłość
- moja matka kocha i nie chce się rozwieść wiec ja się boję wejść w związek żeby nie wglądową jak ona
- nie chcę mieć dzieci bo nie chce być odpowiedzialna za czyjeś nieszczęście i nie potrafię nic dawać bezinteresownie
- matka wysyłała mnie z ojcem na polowania żeby nie pił – czułam się jak karta przetargowa
|
|
Autor: Połomski (2009-04-07 21:24:23)
"A jaka to rodzina niepatologiczna? W kulturach, gdzie żyje się na tzw. kupie (dziadki, ciotki, kuzyni...) nie ma tego typu problemów. Tam jak któryś podaskakuje - reszta interweniuje. Jest pomoc.W naszym modelu rodziny, pozostaje tylko strach i gniew. Żal. Tam, wielka rodzina ma jeden cel. Tu każdy w rodzinie ma swój, osobisty. Tam stary człowiek cieszy sie szacunkiem, tu nie ma nic do gadania. Stąd te dramaty."
Zgadzam sie nie jedno krotnie moja dziewczyna miała taką skupiona rodzine i nie było problemów... a u mnie jeden an drugim :( |
|
Autor: małpka (2009-04-07 21:47:38)
do @@@@@@@@@@ - właściwie to bez komentarza. żenada. |
|
Autor: JA TEŻ (2009-04-07 22:17:43)
JESTEM DDA !!! Po przeczytaniu artykułu odkryłem cechy każdego w sobie. Też miałem dzieciństwo naznaczone alkoholem, biciem, ucieczkami z domu ze strachu, wstydem przed kolegami - że jestem kimś gorszym. Teraz zachowuję się jak ostatnia osoba z artykułu -Zofia. Ale gdzie znaleźć pomoc - jak sobie radzić z tymi złymi emocjami. Gdzie, co robić, czy ktoś może pomóc ???? :-( czasem sam sobie jestem obcy. Jest jakieś forum, poradnia??
Proszę!!!
Widzę ,ze jest nas więcej bo jest sporo wpisów. To cieszy (nie jestem sam) i smuci (niestety)
Pozdrawiam |
|
Autor: Vivienne23 (2009-04-07 22:23:22)
Jestem DDA. Mój tato nie żyje już parę lat, a ja nadal pamiętam pewne sceny z życia kiedy alkohol królował w domu :( Jestem już po psychoterapii grupowej...coś zdaje mi się, że kiedyś tam wrócę, bo pomoc tych ludzi okazała się strzałem w 10. Dużo mi uzmysłowili, dzięki nim staram się uczyć żyć na nowo. Nie powiem bywa ciężko, stąd myślę aby popracować z psychologiem, bo dzięki pomocy psychologa zaczęłam spotykać się z mężczyznami...i na dzień dzisiejszy jestem z kimś...krotko bo krótko, ale zaryzykowałam. Zobaczymy co z twgo wyjdzie.
Co do DDA to jest koszmar dzieciństwa przeniesiony w dorosłe życie. Szkoda, że dorośli nie wiedzą jaką traumę potrafią zaserwować swoim dzieciom. Wstyd, upokorzenie, strach, nerwowe napięcie...wysłuchiwanie ciągłych awantur też odbije się w przyszłości...
Pozdrawiam wszystkich komentujących i mam nadzieję, że koszmar dzieciństwa nie będzie do nich za często wracał. Polecam z całego serca terapię u psychologa. |
|
Autor: ma (2009-04-07 22:46:37)
hyhm .Moó ojciec tez pije. Przezywam to za każdym razem tak bardzo.. kiedy słyszę kiedy mama krzyczy albo gdy kłócą się o 5 nad ranem.. straszne. Mam starsze rodzeństwo, które dwójka wyjechała i zajmuje się własnym życiem (przez jakiś czas dzwoniłam do nich gdy ojciec pił ale teraz już myślę, ze to nie potrzebne; nie chcę ich zamartwiać nie potrzebnie tym jak bardzo cierpię), a 2 pozostałych przezywa.. może gorzej niż ja.. nie wiem.
Zakochałam się. On tez pochodził z takiej rodziny tylko, ze On ni ma uczuć. Nie obchodzi go nic. Nie obchodzą go rodzice i nic innego. On chce tylko żyć, a ja chciałam aby mnie pokochał.. chciałam z nim żyć.. być dla kogoś ważną i potrzebną osobą.. miec kogoś.. miec wsparcie i ktos ktoby mowił "kocham".. pewnego razu sama mu to powiedziałam.. rzuciłam to tak jakoś gdy wrocilam do domu zaczał mnie unikac bo ustawiłam sobie na nastepny dzien "powiedz, ze mnie kochasz" . po tygodniu, po smsach na ktore nie odpisywał wygarnelam mu.. a on stwierdził, ze mnie nie kocha i nie wie czy kiedykolwiek bedzie umiał.. bolało.. i boli nawet teraz po 3 tyg gdy juz nie jestesmy razem. rycze kazdego dnia.. juz sobie uswiadomiłam, ze nie zosatne pokochana tak jakbym chciałabyć. nie bedzie tak jak w bajkach i moich chorych urojeniach o prawdziwej milości.. jestem tylko jedną z mialiarda osobką, ktora nie zazna szczescia bo tak pokierowało życie losem. zycie.. nie kazdy moze zaznac szczescia takiego jakiego by chciał.. teraz jeszcze bardzoej się boje i tak byc pokochaną.. tak bardzo, ze juz z mama mniej rozmawiam.. bo chciałąm być kochana.. myśli szesnastolatki, ktora nie widzi sensu nastepnego dnia. chodze ze sztucznnie usmiechnieta twarzą aby nikt nie zobaczył mojego bólu z jakim chodze w sercu |
|
Autor: do Nenka (2009-04-08 11:01:22)
Jak zwykle ciekawy komentaż. |
|
Autor: Właśnie (2009-04-08 11:15:10)
Przestańmy kupować piwo. Niech dzieci nie widzą, że dorośli piją. Przestańmy pić! Nie będzie przykładu, będzie alkoholizmu. (Niestety, nie każdy zna swoją miarę, poza tym apetyt rośnie w miarę jedzenia. Często jest tak, że zaczyna sie od piwa na imprezie, a po latach kończy na "musowym" piciu czegokolwiek. Co sie dzieje wtedy z muzgiem takiego kogoś. Czy w ogóle można go oceniać, przecież przestał być sobą.
Dlatego apeluję: PRZESTAŃMY PIĆ! (na imprezkach, na świętach... w ogóle.) Wtedy zniknie problem poruszony w artykule. Tylko czy to jest realne? Czy wyobrażacie sobie imprezę na trzeźwo?
Skarżycie się na rodziców, że pili. A sami nie pijecie? Przebudźcie sie! Przecież jesteście dziećmi tych alkoholików. Pokażcie jakie to złe: PRZESTAŃCIE PIĆ! |
|
Autor: Mała (2009-04-08 11:29:50)
Spotykałam się z dojrzałym facetem. Był bardzo szarmancki. Na każdej randce dobry alkohol, świetny seks. Minęły dwa lata. Ten facet miał żonę, którą lał. Jak mu powiedziałam, że wiem o jego sytuacji rodzinnej, tłumaczył się, że żona go nie rozumie...bla, bla, ... nie lubi alkoholu...
Jaka ja byłam głupia. Wspierałam tego alkoholika w jego nałogu, zdradzał ze mną żonę, znęcał się nad dziećmi... Jaka byłam głupia.
(W mojej rodzinie pije się kulturalnie. Tak wydawało mi się też podczas tych spotkań. Ale potem ten mój sponsor wypijał jeszcze więcej. Do domu wracał nakręcony i bił).
Czuję się winna. |
|
Autor: babs (2009-04-08 12:40:50)
moja kuzynka miała ojca alkoholika. miała, bo w tym roku zmarł. mimo to jej problemy się nie skończyły. jeszcze przed śmiercią ojca zaszła w ciążę i wyszła za kompletnie nieodpowiedzialnego faceta, który też ma problem z używkami. nie zrobiła matury, nie ma pracy. wkopała się na całego. rodzina jej męża jest dokładnie taka sama jak on - głupia i nieodpowiedzialna. dlaczego tak się dzieje, że fajne, wartościowe osoby lgną do takich nieudaczników? czy jest to spowodowane sytuacją rodzinną? jakimś wzorem wdrukowanym w mózg? nie wiem, ale boję się, że tak. a przecież to była jej decyzja. jest śliczną, sympatyczną dziewczyną. mogła zerwać z tym człowiekiem, znaleźć sobie kogoś, kto by się nią zaopiekował, zmotywował do skończenia szkoły, znalezienia pracy. nie musiała od razu zachodzić w ciążę, mogła stworzyć najpierw normalny dom bez patologii. ale nie zrobiła tego. czy to jest jej wina? a może po prostu toksyczny dom sprawił, że ma zaburzone poczucie własnej wartości i przykleiła się do faceta, który na początku sprawiał wrażenie że szaleńczo ją kocha. w perspektywie czasu słowo "szaleńczo" nabrało nowego znaczenia - on nie jest do końca normalny.
nigdy nie miałam tego problemu. mój ojciec jest wzorem faceta. dba o rodzinę, jest mądrym człowiekiem. dlatego nie wypowiadam się autorytatywnie w sprawie DDA. po prostu się nie znam. jedyne co przychodzi mi do głowy to rada dla takich ludzi - idźcie na terapię. starajcie się odciąć i dokonujcie mądrych wyborów. mimo, że coś, irracjonalnie, ciągnie was do wzorca związku znanego z dzieciństwa. musicie przerwać to błędne koło, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że wasze dzieci też kiedyś powiedzą: jestem DDA. |
|
Autor: Di (2009-04-08 13:13:00)
Babs, wielkie dzięki za ten komentarz! |
|
Autor: Andzia (2009-04-08 15:02:11)
babs ja się z Tobą nie zgadzam mam ojca alkoholika i dlatego nigby bym się nie związała z człowiekiem lubiacym alkohol mój mąż nie pije wogóle od 10 lat tworzymy zgodne i szczęśliwe małżeństwo mamy synka 5 letniego który po przedszkolu niestety idzie do moich rodziców i tam widzi prawie codziennie pijanego dziadka żal... |
|
Autor: Laura89 (2009-04-08 15:40:12)
Mam 20 lat i również jestem DDA, skończyam liceum, zrobiłam mature, mam dobra prace, kończe studia , ale to wszystko jest jednym wielki złudzeniem!! Tak naprawde cały czas dąże do doskonalenia siebie ponieważ czuje się gorsza, słabsza, nie lubie opowiadać o swojej rodzinie, dzieciństwie. Mój ojciec jest alkoholikiem od kiedy pamiętam, rodzice pobrali się z miłości jednak po roku mój ojciec pokazał na co go stać, zdradził moja mame! Wybaczyła mu ponieważ chciała dla mnie rodziny!! I wtedy rozpoczą się koszmar! Ojciec pił, tracił kolejną prace, bił mame. Za każdym razem kiedy wracałam do domu zastanawiałam się co zastane , bałam się zaprosić koleżanki. Gdy poznałam swojego pierwszego chłopaka zerwałam z nim zaraz po tym kiedy zobaczył mojego pijanego ojca. Po 16 latach męki moja mama zebrała siły i się rozwiodła! Wreszcie zaczełam życ spokojnie, ukończyłam liceum , zdałam mature, a moja mama na nowo ułożyła sobie życie z dobrym facetem. Po maturze poznałam chłopaka , dzieliła nas pewna odległość ale pokonaliśmy ją! Wyjechałam do niego mieszkam 7000km od mamy ale wiem że jest już szczęśliwa. Z ojcem nie utrzymuje kontaktu nadal pije, nie ma z czego żyć, nawet nie wiem czy ma gdzie mieszkać , i nie chce wiedziec ponieważ moje życie do lęk .. cały czas zastanawiam się co mam zrobić jak moge mu pomóc i za każdym razem odpowiadam sobie że nie moge mu pomóc , musi sam tego chceiec. Mimo że zrobił mi tyle złego myśle o nim i byłbym w stanie mu pomóc gdyby tylko chciał się leczyć! A co do mojego związku staram się być szczęśliwa jednak do końca nie potrafie, ukrywam w sobie te wszystkie stytuacje które miały miejsce w moim dzieciństwie i nie potrafie do końca opowiedziec tego mojemu nażeczonemu ponieważ boje się że nie zrozumie - jego rodzina jest inna, religijna, poukładana!! a co do odbicia na psyhice?? tak!! Kiedy pokłóce się z moim nażeczonym i on się denerwuje mam lęki boje się że mnie uderzy że zostawi, nie potrafie mu do końca ufać. Sa takie chwile że czasami chciała bym umrzeć i narodzić się na nowo!! Dopiero od niedawna zauważyłam u siebie te dziwne zachowania i dzięki temu forum i pomocy innym wiem że mam problem i nie boje się do tego przyznać. |
|
Autor: babs (2009-04-08 17:00:08)
andzia, nie chodzi mi o to, że wszyscy DDA tak mają, zresztą, jak już podkreślałam, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. opisuję jednostkowy przypadek mojej kuzynki, która wylądowała w takiej a nie innej sytuacji dzięki swoim wyborom. dla mnie, najlogiczniejszym wyjściem jest poszukać pomocy u specjalisty. zresztą, ty mówisz, że wybrałaś zupełnie inne życie. i ja właśnie o tym pisałam - żeby nie powielać schematu rodziców. chyba niedokładnie przeczytałaś mój komentarz. |
|
Autor: xyz (2009-04-08 22:02:42)
A ja mam matkę alkoholiczkę, to jest dopiero jazda jak trzeba kobietę zbierać z podłogi po tygodniowym ciągu; tatuś nawalony codziennie ale "z większą kulturą"... Ani w jednym ani w drugim nie ma oparcia. Naszczęście omineła mnie patologia w stylu "Uwagi" i "Interwencji".
Nie muszę już na to patrzeć, ale wystarczy jak mój mężczyzna sięga po piwo w markecie i już robię się czujna jak surykatka!
|
|
Autor: Wydra (2009-04-09 02:36:11)
Do "Nenka"
Bardzo mi się Twój komentarz.Nie zamierzam umniejszać problemu problemu DDA.Jednak obwinianie za swoje wszystkie nieszczęścia rodziców w swoim dorosłym życiu ,to zwykłe wygodnictwo i brak odpowiedzialności za siebie.Samo obwinianie kogoś i użalanie się nad sobą to najlepsza droga na manowce.Najwygodniej nic z sobą nie robić,nie ruszyć d...y na terapię,po pomoc,tylko stawiać pomnik swojej wyuczonej bezradności.
Poruszyła mnie Twoja wypowiedź,bo też pochodzę z rodziny alkoholowej.Pokusiłam się na zdobycie wiedzy na temat alkoholizmu,mam za sobą terapię DDA i współuzależnienia.Taką miałam potrzebę.Zakończyłam ten temat dawno.Można to zrobić,jak się chce.Jestem szczęśliwa w związku i mojego ojca wspominam z miłością i szacunkiem,nie obwiniam go za moje niepowodzenia,które mi się czasem zdarzają,jak chyba wszystkim.Bo "w życiu piękne są tylko chwile",jak pięknie napisałaś.A te chwile powodują,ze życie jest piękne,ale bez oskarżeń ,tylko poprzez wzięcie odpowiedzialności za siebie i wgląd w siebie.Ale potrzeba tutaj odwagi i dojrzałości.Wiele osób,które klasyfikują siebie wiecznie jako DDA,określiłabym mianem WMd (wiecznie małe dzieci).Osobiście uważam,,że te WMD więcej szkody narobią sobie i innym,niż "sprawcy" ich nieszczęścia-pijący rodzice,szczególnie Ci,którzy odeszli.
Dziękuję Ci za Twój komentarz i jestem pełna podziwu dla Ciebie.Pozdrawiam.
Popieram również autorów komentarzy: Zaraza,ADHD,DDA i co jeszcze? .Najkonkretniej napisał jednak gość "Beznałogowy".
Pozdrawiam Wszystkich,a użalaczom ,nic z sobą nie robiącym,życzę powodzenia w stawianiu pomnika swojemu DDa czy WMD,widocznie macie z ,tego korzyści i tak Wam wygodnie,wbrew pozorom. |
|
Autor: smutek (2009-04-09 09:18:50)
Nie rozumiem jak mozna tak latwo oceniac komus innych i to w taki przykry sposob. Wydra, tu sie nikt nad soba nie uzala. Kazdy opisuje tylko swoje przezycia z dziecinstwa odnosnie artykulu. Niejedna osoba "uzalajaca" sie nad soba radzi sobie swietnie w zyciu ale tu chodzi przede wszystkim o strone emocjonalna,ktora ciagnie sie od dziecinstwa za kazdym. Jeden jest silniejszy i sobie swietnie radzi, drugi mniej i ma problemy z akceptacja siebie ale to nie jest powod by go obrazac. Niestety, prawda jest ze rodzice sa odpowiedzialni za dzieci i jezeli w domu nie ma ciepla, sa awantury a dziecko ciagle slyszy wyzwiska i placz matki to nie mow mi, ze to nie ma wplywu na zycie w przyszlosci. Strach i zachwiana psychika zostaje. Nie u wszystkch ale u wiekszosci napewno. Ja jak wspomnialam juz wczesniej, moj ojciec nie pil ale na trzezwo z premedytacja psychicznie niszczyl strukture malego dziecka ( czyli mnie ) i co? uwazasz, ze uzalam sie nad soba? Byc moze w twoich oczach tak, ale pomimo tego, ze walcze caly czas o poczucie wlasnej wartosci, korzystalam z porad psychologa i staram sie zyc normalnie to przeszlosc czesto powraca. Szczegolnie kiedy ogladam filmy o takiej tematyce, czytam artykuly takie jak ten. Ale na codzien zyje normalnie tak jak wiekszosc z nas wiec nie pisz, ze sie uzalam nad soba!! Mam dwojke cudownych dzieci. Mam z nimi dobry kontakt i caly czas dbam o to by czuly sie kochane i mialy poczucie wlasnej wartosci bo to jest bardzo wazne dl dziecka. Nie mamy pelnej rodziny bo ich tatus tez ma problem z alkoholem, po ktorym staje sie agresywny wiec by uchronic dzieci wole byc z nimi sama. ze WYDRA, to nie jest do konca tak jak napisalas (es)...nikt nie czerpie korzysci z uzalania sie nad dziecinstwem bo niby jakie to korzysci. Bol i cierpienie, ktorych sie doznalo w dziecinstwie? Ludzie sa rozni i kazdy przezywa wszystko inaczej wiec nie powinno sie generalizowac. Na codzien napewno kazdy sobie radzi lepiej co przeciez niejedna osoba opisywala i nie obnosi sie ze swoim nieszczesciem. Tutaj mieli(smy) mozliwosc wypowiedziec sie i uzalic nad soba. Czasami gdzies trzeba napisac co tak naprawde gleboko w kazdym z nas siedzi. Pisza tylko przeciez o ich wewnetrznych lekach i obawach, nie o tym ze sobie nie radza w codziennym zyciu. Pozdrawiam wszystkich bez wyjatku i zycze wytrwalosci w walce o swoja godnosc i usmiech na codzien!! Usmiech tez potrafi leczyc, czasami nawet lepiej niz niejeden specjalista. |
|
Autor: anna (2009-04-09 12:39:56)
Miłamfaceta bylismy razem 2 lata 1 rok był piękny.Był dla mnie bardzo dobry.Po roku czasu kiedy znalazłam prace dobre studia on zaczoł mi zazrościć uważał zawsze nie dam rady ze wszytkim ciągle mówił że jestem mało inteligentna w koncu sam powiedział że KONIEC nie mogłam sobie z tym poradzić aż w koncu znalazłam sobie 2.On w padł w ściekłość powiedział że mnie zniszczy minoł rok jak uwazacie że odegra się na mnie prędzej czy pużniej???Nie chciałabym stracic obecnego chłopaka !!!
Pomóżcie!! |
|
Autor: Nenka (2009-04-09 12:42:01)
Wydra! Dziękuję i pozdrawiam.
Pozdrawiam też Starszego Pana.
Chciałam dodać, że mamy naprawdę wiele powodów by czuć się szczęśliwymi. Trzeba tylko umieć patrzeć i myśleć.
Obwinianie kogoś, by w ten sposób usprawiedliwić siebie, do niczego nie prowadzi. Wobec tych, którzy błądzą, staram się być wyrozumiała. Nie każdego droga musi być taka, jak by tego chciał.
Do Autora: Właśnie (pisał wczoraj): Rozumiem co masz na myśli. Jednak rosną piękne kwiaty między chwastami, a często te chwasty są ziołami.
Pozdrawiam wszystkich. |
|
Autor: (2009-04-09 18:19:34)
nigdy nie opowiadałem nikomu swojej histroii nawet przez internet się ciężko to pisze. Moja matka jest dda w jakimś stopniu nie wiem jakim bo dziadkowie zmarli jak byłem mały. Może to zresztą nie był problem alkocholowy. Ona jednak do tej pory nie dorosła, ojciec gdy byłem dzieckiem okazał się słaby psychicznie, nie poradził sobie z depresją matki, potem alkocholizm i rozwód, matka w psychiatryku. Nadal jest dużym dzieckiem z którym nic nie mozna zrobić i które umrze po prostu z głodu jak się je zostawi samemu, wiem bo próbowałem. Niestety pamiętam spanie w łazience, kopanie na podłodze i inne psychiczne zneccanie się tej kobiety na demną, nie ma we mnie miłości chociaż to wlasnie jej pragne. Jest za to chwiejna samoocena dązenie do doskonałości, ucieczka przed związkami itd. Na uczyłem sie bawić choc i tego nie umiałem, niestety przy pomocy narkotyków. Nie jest to na szczęście problem ponieważ od dawna już nic nie pale. Problemem jest nie umiejętność w stosunkach partnerskich a raczej ich brak ponieważ ja uciekam przed zainteresowaniem kobiet, a w naszym społeczeństwie to facet powinien pierwszy krok wykonać.
Nie jestem szczęśliwy i nie wiem czy kiedyś będę choć dużym nakładem pracy osiągnołem sukces zawodowy. Sam siebie nie potrafie polubić cały czas wymagam od siebie więcej i porównuje do innych, problem w tym że doszedłem do takiego pułapu dobrych kolegów że lepszy od nich po prostu nie jestem w stanie być, nie te uzdolnienie i talenty. Może mi się uda przełamać i zacznę się leczyć.
Pozdrawiam wszystkich DDA nie jesteście sami. |
|
Autor: Wydra (2009-04-09 21:02:31)
"Smutek " odniosłaś się do mojego komentarza chyba na zasadzie "rąbnij w stół,a nożyce się odezwą".Bo niby czemu odebrałaś go do siebie...?Wierzę Ci,że "nie rozumiesz,jak można ...." i poczułaś się straszliwie urażona treścią mojej wypowiedzi.Jeśli nie rozumiesz,to łaskawie poczekaj,aż zrozumiesz,poza tym nie musisz.Twoje oba posty przeczytałam dopiero dziś.W pierwszym zadałaś pytanie:"do jakiej grupy się zaliczasz?".Z tego,co wiem,DDA znaczy Dorosłe Dzieci Alkoholików.I tego dotyczy to forum.Konieczność przypięcia sobie etykietki DDA,czy jakiejkolwiek innej bez profesjonalnej diagnozy czemuś służy,do czegoś jest potrzebna,daje jakieś korzyści.Dlatego tak złości pytanie "co Ci to daje?".Paradoksalnie odpowiedź na to pytanie otwiera drogę do wglądu w siebie i jeśli się naprawdę chce można zrozumieć siebie,swoje uczucia i potrzeby.Można tylko zmienić siebie,a nie innych.A już na pewno nie mamy wpływu na przeszłość.Jeśli kurczowo trzymamy się przeszłości,to właśnie stawiamy pomnik swojemu "nieszczęściu" i tkwimy w tym po uszy,zamknięci na życie i szczęście.Ale najprościej się właśnie użalać,oskarżać innych,bo to zwalnia z obowiązku kierowania własnym życiem,z odpowiedzialności za siebie i swoje poczucie wartości.Nie generalizuję,nie daję też nikomu rad,a szczególnie Tobie.Piszę na podstawie własnego doświadczenia i moją intencją było i jest danie nadziei,jeśli już,a nie ocenianie czy obrażanie kogokolwiek.Pozdrawiam.) |
|
Autor: anonim (2009-04-09 22:30:18)
Również jestem DDA wydaje mi się iż trzeba zauważyć, że każdy jest inny. Tak samo alkocholik jeden uderzy drugi nie. Mój bił wyrzucał z domu poniżał wyzywał od najgorszych itp. Związki to jeden z wielu problemów całe życie udaje samodzielną niezależną pewną siebie kobiete, szukam opiekuna który naprawde da mi wiele ciepła [boje się do tego przyznac] kiedys było gorzej teraz jestem z chłopakiem rok [ wiem że nie wiele] ale jest inaczej bo znalazłam przeciwieństwo mojego ojca co usypia mój lęk. czasem zdarzy mu się odezwac w podobny sposób, a mi w tym czasie momentalnie zapala się czerwona lampka ostrzegawcza ale wiem że mnie kocha i potrafi mnie uspokoić . Co do zachowania histerycznego mam to samo, z byle powodu moge krzyczeć płakac żucac rzeczami i tego sie boje ale zauważyłam że im częściej sobie na to pozwalam tym jest gorzej [ jakby uzależnienie] obiecałam sobie sie chamowac chociasz to trudne. Tak samo jak dla pijaka nie wypicie niczego wyskokowego. RRAADDAA !!!! która naprawde działa to otworzyć się i jak najwięcej mówić o tym co jest chodźby żartójąc wtedy mimochodem nabieramy dystansu do swej tragedii i jej konsekwencji np gdy spaceruje z przyjacielem [znamy się od dziecka] i idzie ktoś pijany to zartójemy w stylu '' no patrz jaki głupi idzie od boku do boku mój to się chociasz w rowie położy i zwymiotuje a ten taki nieporadny'' itp DYSTANS i jeszcze raz DYSTANS |
|
Autor: gosik (2009-04-09 23:14:01)
ja też jestem DDA i jestem strasznie trudna dla innych mało kto mnie naprawde zna ale kiedy wchodze w jakis zwiazek to od razu uciekam ostatnio to sie zmienilo chociaż i tak nie moge być szczęśliwa bo mój ojciec- alkoholik nie lubi mojego chłopaka bo niby wszyscy o nim gadaja jaki on jest zły, a tak na prawde tylko on wie co czuje tylko jego to interesuje i co najważniejsze tylko on ze mna wytrzymuje( pół żartem pół serio) zależy mi na nim jak na nikim innym może nie jest ideałem ale jest dla mnie bardzo dobry i dba o mnie a wszyscy dookola chcą żebym sie rozeszła z nim |
|
Autor: Louise (2009-04-10 14:11:44)
Niewiem czy jestem DDA, ale chyba tak, moj ojciec zmarl jak mialam 13 lat, ale z matką odeszlysmy od niego, gdy zaczynalam podstawowke w wieku 7 lat. Z calego dziecinstwa pamiętam ojca, ze pil i awanturowal sie, tulalysmy sie z mamą po znajomych, sąsiadach i rodzinie, gdy bylo juz naprawde gorąco w domu, a ojciec biegal z nozem. Jednak odejscie od taty nie ulzylo mi w zaden sposob, gdyz moja mama, ktora jest bardzo surową i ozięblą osobą, zawsze dawala mi do zrozumienia, ze to moja wina, w dziecinstwie uslyszalam nawet, ze tata zacząl pic, bo sie urodzilam. Wogule zawsze w jej oczach bylam nieznosnym, rozpieszczonym bachorem, przez ktorego zmarnowala sobie zycie, bylam malym niedorozwinietym gnojem, leniem smierdzącym, beznadziejnym darmozjadem i nieukiem. Nigdy nie powiedziala mi, ze jestem jej kochaną coreczką, ze mnie kocha. Nigdy. Dzis mam 25 lat i zycie polamane jak patyk, nie mam planow na przyszlosc, nie odkrylam zadnego talentu w sobie. Czuje sie, jak bezwartosciowy smieć. Przy zyciu utrzymuje mnie moj poltoraroczny synek, dzieki niemu pierwszy raz naprawde poczulam, ze ktos mnie kocha i potrzebuje, mam tylko jego, ale najbardziej boje sie, ze przez nieuwage, zaslepienie, moglabym stac sie taką samą matką, jak ona. Ten lęk paralizuje mnie. |
|
Autor: (2009-04-10 14:23:22)
CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI. |
|
Autor: smutek (2009-04-10 14:31:16)
Wydra: Dziekuje !! Louise: Rozumiem Cie bardzo dobrze, bo ja od dziecka slyszalam same najgorsze obelgi pod swoim adresem ale od taty. Moj ojciec nie pil ale potrafil na trzezwo psychicznie zadawac takie rany, ktorych nie zatarl niestety czas. Jestem duzo starsza od Ciebie ale doskonale rozumiem co czujesz. Kiedy moj maz zaczal pic, jakos to znosilam ( bo mialam i mam wpojone poczucie winy ) ale kiedy po wypiciu stawal sie agresywny to odeszlam od niego ze wzgledu na dzieci. Nie chce by cierpialy...i zawsze staram sie wpajac im poczucie wasnej wartosci i to, by nie czuly sie winne ani odpowiedzialne za to co sie stalo. Dzisiaj mam doroslego syna, ktory jest wrazliwym ale twardo stapajacym po ziemi facetem ( choc boje sie by w jego pozniejszym zyciu nie odbil sie alkoholizm ojca ) Z perspektywy czasu wiem, ze dzieci, nasze dzieci pomagaja nam zwalczac nasze bolaczki, ze nas inspiruja i dodaja nam sil. O ile sie je kocha oczywiscie. Ja mam zwichrowana psychike ale daje rade. Walcze kazdego dnia o usmiech, godnosc i poczucie wlasnej wartosci. To nie jest tak jak wydra napisala, ze podpielam sie pod dda bo mi tak wygodnie. W dziecinstwie przeszlam z ojcem moim pieklo, chcialam by pokochal mnie taka jaka jestem, niestety niszczyl moja i mamy psychike z wyrachowaniem, gorzej niz alkoholik bo robil to na trzezwo :(...potem moj maz pil a ja widzialam bol i cierpienie w oczach mojego syna. Nie potrafilam nic z tym zrobic nawet jak mi wykrzyczal, ze go nie kocham bo pozwalam na to co jego ojciec robi. Ale przyszedl moment, ze powiedzialam dosc. Wiem, jak dziecinstwo odbija sie na przyszlym zyciu. Albo sie wynosi dobre wzorce z domu i powraca sie do niego w kazdej chwili z radoscia albo sie wynosi wyobcowanie...zawalczylam na przekor samej sobie o szczescie moich dzieci i dzisiaj wiem, patrzac na ich usmiechniete twarze, ze bylo warto....pozdrawiam i glowy do gory!!! |
|
Autor: kawa (2009-04-10 21:21:03)
Przeczytalam wszystkie wypowiedzi i dziwie sie bo jezei ojciec pil i bil , to nieznaczy ze kazy partner bedzie robil to samo.Sama jestem po dwoch malzenstwach ,byly chwile dobre byly zle ,ale niczego niezaluje.Dzisiaj jestem z kolejnym facetem ,jestem nizalezna ,ale nie jestem sama,jezeli jest mi dobrze jestem.To taka karma ,ktos przezyje z jedym facetem ,a inni musza wiele doswiadczyc i nauczyc sie aby byc szczesliwm.Mimo wszystko jestem szczeslwa ,na facetach swiat sie nie konczy ,nie bedzie ten to inny,a jak chce byc sama to eez jestem ,jest mi z tym wygodnie ,zadnego uzaleznienia.Pozdrawiam |
|
Autor: yol (2009-04-10 21:44:18)
ale artykuł |
|
Autor: (2009-04-10 23:46:15)
Nie jestem DDA i też tak mam, wiele kobiet z kregu moich znajomych tak ma. Dziwi mnie, ze ludzie caly czas wymyslają nowe "choroby" cywilizacyjne. Jak nie ADHD to teraz DDA. Jeżeli mój ojciec okazałby sie mordercą, to czy ja moge zachwoywac się podobnie lub tlumaczyc moje brutalne zachowania tym faktem? Każdy wcześniej czy póxniej ma kontakt z innymi rodzinami: kolezanek, kuzynek, sasiadów gdzie jest w stanie zobaczyc jak żyja normalni ludzie, co jest dobre, co jest złe. W szkołach intepretujemy zachowania ludzi z powieści, nowel i opowiadań (Moralność Pani Dulskiej) i tak naprawde to wszystko, czyli jacy jesteśmy, zależy od nas. Nie rozumiem ucieczki od związku, wydaje mi sie, ze jest tak po prostu wygodnie, a jak sie posypie, to najlepiej zwalić winę na DDA. Ile jest osób, ktore były dziecmi alkoholików i daje sobie rade w życiu, ma szczęsliwą rodzinę? Dlaczego oni głosno nie mówią, że są DDA? Tkwilam w zwiazku gdzie chlopak twierdzil, że on musi mnie oklamywać, bo jest DDA i on inaczej nie umie, nie potrafi, bo sie boi. Czego sie boi? Powiedziec prawdy? To jest takie ciężkie w stosunku do kogos kogo się kocha? Jego matka owszem piła, ale ojciec ma normalna rodzinę i z niej móg spokojnie czerpac wzór. Nie wspomnę o rodzinie, gdzie każdy miał zycie poukładane. Dodatkowo jego brat, też przecież DDA, a był zupełnie inny. Otwarty czlowiek tworzacy szczeliwy zwiazek od ponad 5 lat z kobietą. Dla mnie to było beznadziejne wytłumaczenie jego irracjonalnych zachowań, a nie żadne DDA. Jak ja mam słabszy dzien, to wine powinnam zrzucic na WPR (wiecznie pracujacy rodzice) lub WPSS (wychowywana przez starsza siostrę). Głupoty, każda rodzina ma swoje problemy i swoje tajemnice i każdej porażki czy głupiego zachowania, czy kryzysu, depresji czy po prostu dola nie mona tlumaczyć nowymi nazwanymi stanami psychicznymi, bo to jest glupie. Weźmy odpowiedzialnośc za swoje zachowanie, a nie zwalajmy winy na całokształt wychowania. W DDA zyje się jakis ulamek naszego życia, moze ulamek wazny bo ksztaltujacy nasze postawy, zycie, ale nie tylko pijany ojciec i trzeźwa matka go ksztaltuja, na nasze zachowania wpływ ma całe srodowisko, w ktorym przebywamy, a człowiek już kilkuletni wie, co jest dobre, a co jest złe i czerpie nie tylko z domu, a ze wszad, a nie wszyscy sa DDA.
Weź sie lepiej idź powies, bo w kolejce do Pana Boga chyba za glupotą stalas. DDA czy ADHD, to nie jest cos, co sobie nagle ktos wymyslil, bo taki mial kaprys. Ktos po prostu utworzyl nazwy syndromów, a nie wymyslal sobie nowe choroby, kretynko. Myslisz, ze syndrom doroslych dzieci alkoholikow pojawil sie nagle, a alkoholizm i jego skutki nigdy wczesniej nie istnialy? Istnialy wieki temu, ale dopiero niedawno ktos wreszcie postanowil je nazwac, bo zdiagnozowano zespol objawow, ten sam u wielu ludzi dotkniętych takim dziecinstwem. Takimi wypocinami tylko krytykujesz i swoją postawą, a raczej niewiedzą napewno nie uprzyjemniasz tym ludziom życia. Miej troche taktu, dziewczynko. Masz odpowiedz, dlaczego Ci z tym chlopakiem nie wyszlo, bo takie masz ( lekceważące), a nie inne podejscie do jego przeszlosci i tego jak i w jakim stopniu odbila sie ona na jego psychice, ano wlasnie tak, ze nie poradzil sobie po prostu z taką glupiutką malolatą, jak ty. Potrzebowal pewnie wiecej zrozumienia, cierpliwosci, bo ludziom z DDA niestety, ale trudniej jest sie przystosowac w spoleczenstwie. Wymagają przede wszystkim 2 razy wiecej ciepla, milosci, zrozumienia i skupienia uwagi, aby mogli poczuc sie wreszcie docenionymi, na rowni z innymi, w ich mniemaniu lepszymi ludzmi. Gdyby wiecej ludzi, takich jak ty zainteresowalo sie problemem DDA i go zrozumialo, to prawdopodobnie DDA mieliby duzo lepszy start w zyciu za sprawą wlasnie tego, ze ktos rozumie, wspiera, czuliby sie 100% bardziej wartosciowymi ludzmi, poki co np dzieci z ADHD mają często problemy, zeby np pojsc do przedszkola dla zdrowych dzieci, bo jakis dyrektorek uwaza je za wykolejone i polmozgie. A one potrzebują tylko, by ktos je traktowal powaznie i pelnowartosciowo, nic wiecej. U DDA jest podobnie, ale trudniej, bo to są juz ludzie dorosli, obarczeni odpowiedzialnoscią za siebie, w przeciwienstwie do dzieci, pozostawieni sami sobie z problemem. Wiec nie pisz mi prosze tych bredni dziecinko, bo nie masz pojęcia, co mowisz i jakie to krzywdzące dla wielu. Wiedzialas, ze twoj chlopak jest DDA, masz taką opinie, pelna niezrozumienia, to trzeba bylo sie w to nie pakowac, a nie wywlekac teraz, jaki to on rozpieszczony jest egoista, nie rozumiejąc nawet powodu. Ci ludzie niewiele w zyciu zaznali uczuc i milosci, wiec skąd niby mają wiedziec, jak to komus okazac, niepotrafią byc tacy do poglaskania, jak bys chciala. Wiec mi nie pieprz, ze to ich wina, bo to g.o.wno prawda. To nie jest ich wina, ze takie mieli dziecinstwo, z ktorego zapamiętali tylko okropny alkoholowy odor i wyzwiska w domu, a nie kochających rodzicow. Jak w takim razie mają sobie poradzic w przyszlosci z takimi delikatnymi paniusiami, jak ty? |
|
Autor: (2009-04-11 09:42:38)
cd.
I bardzo cie prosze, nie porownuj wiecznie pracujących rodzicow lub siostry opiekunki do ojca alkoholika, smierdzącego frustrata biegającego z kuchennym nozem po domu i krzyczącego, ze zaraz wszystkich pozabija i zrobi porządek raz na zawsze i wyzywającego żone i corke od k..ew i szmat. |
|
Autor: (2009-04-11 13:15:41)
Acha, i jeszcze jedno:
Niestety, to co Ci ludzie widzą w innych, normalnych rodzinach swoich kolegow i kolezanek jest owszem, jakims wspanialym wzorcem, ale w mniemaniu DDA- dla nich nieosiągalnym. Wlasnie to wzbudza w nich najwieksze rozgoryczenie, wyrzuty sumienia i poczucie winy, takze zazdrosc, ze skoro inne dzieci mają domy pelne milosci, tzn ze ze mną musi byc cos nie tak, bo u mnie w domu rodzice sie klocą i okazują mi tylko negatywne emocje. Więc przemysl sobie 100 razy zanim znowu wcisniesz choc jeden przycisk na klawiaturze, księżniczko. |
|
Autor: Lousie (2009-04-11 13:39:11)
SMUTEK: "Wiem, jak dziecinstwo odbija sie na przyszlym zyciu. Albo sie wynosi dobre wzorce z domu i powraca sie do niego w kazdej chwili z radoscia albo sie wynosi wyobcowanie..."
Bardzo Ci dziękuje Smutku, zyczę Ci Wszystkiego Najlepszego, Radosnych Swiąt Wielkiej Nocy w gronie Najblizszych, Kochających ludzi i Dużo Sily na dalsze pokonywanie zyciowych trudnosci, a najlepiej ich wytępienie. |
|
Autor: aidakoel (2009-04-11 14:19:57)
A ja sie zagubiłam totalnie wszytsko to prawda i najlepsza rada nie być soba nigdy chyba że chcemy od siebie odtracic wszytskich którzy nas otaczaja bo tak powiedzmy sobie prawde ile osob nas zna?? bo mnie moze 3 nawet rodzina nie zna mnie takiej jaka jestem naprawde teraz i tak zostałam juz sama z mama miałam psa i nawet swoja ukochana sunie zabiłam nigdy w zyciu nic mi nie wyszło i chyba nie wyjdzie :(((((((((((((((((((((((((( |
|
Autor: kawa (2009-04-11 15:09:28)
Dlaczego jestes taka pesymistka ,zawsze cos wychodzi albo dobrze albo zle.Kazdy jest kowalem wlasnego losu,myslenie pozytwne i w zyciu zawsze jest lzej.Nawet sytucje drastyczna mozna przerobic na pozytywizm,wtedy latwej zniesc wszelkie niepowodzenia.A tak naprawde czy czlowiek jest z facetem czy nie to i tak naprawde jest sam ze swimi myslami problemami ,nikt za nas nie rozwiaze klopotow i nieprzezyje zycia za nas.Raz jest dobrze raz zle ,musi byc rownowaga.Glowa do gory wiosna ,slonce i to juz powod do radosci.My mamy swoje rozterki ,ale faceci nawet przystojni maja te same problemy.To od nas zalezy jak zyjemy odbieramy ludzi ,swiat.Mimo wszystko zycie jest piekne,raz czlowiek jest na wozie raz pod wozem.Zycie to cagla zmiana i musi cos sie dziac.... |
|
Autor: smutek (2009-04-11 17:24:41)
Tak, to prawda, ze trzeba sie starac myslec pozytywnie bo roznie w zyciu bywa ale nie zawsze to jest mozliwe. Czasami kazdy wysilek pozytywnego myslenia spelza na niczym jak sie nie ma wsparcie. Powyzej ktos napisal, ze trzeba umiec wczuc sie w czyjes polozenie i probowac zrozumiec a nie nalatywac, ze jest niedorajda zyciowym. Dlatego, ze mial dziecinstwo pelne smutku i lez? Ze pomimo doroslego zycia nie potrafi taka osoba odroznic dobra od zla? Zgadzam sie, ze wiele osob z takich domow daje sobie swietnie rade, sa uodpornieni na stres i nie wracaja do dziecinstwa wogole ale kazdy z nas jest inny. Jedni maja psychike silniejsza inni mniej a jeszcze inni zupelnie sobie nie radza. Dobrze kiedy na zyciowej sciezce trafiaja na wspanialych przyjaciol. Maja bowiem wtedy mozliwosc " Nauczyc " sie normalnie zyc. Bez poczucia winy, bez niskiej samooceny, bez ciaglego strachu, ze cos nie wyjdzie bo przeciez takim ludziom jak my nigdy nic nie wychodzi. Takie osoby maja wsparcie w bliskich im osobach. Niestety sa i tacy, ktorzy borykaja sie sami ze swoimi koszmarami z przeszlosci. Sa zdani tylko na siebie. Jesli im nie poda ktos w odpowiednim momencie reki to jak maja uwierzyc w siebie? Jak maja myslec pozytywnie? Wtakich wypadkach naprawde jest potrzebna pomoc specjalisty ale zanim ktos sie na to zdecyduje to tez ile ma watpliwosci. Smutne, ze tak jest ale tak jest. Wokol nas jest wielu, ktorzy maja bardzo obolale serca. Zycze takim osobom by znalazly sily do walki o siebie. Spojrzcie kochani w lustro i powiedzcie sobie, ze jestescie wspaniali, ze macie zdrowie, ktore jest najcenniejsze, ze sprobujecie dzisiaj usmiechnac sie do odbicia w lusterku. I pamietajmy tez o starym powiedzeniu, ze jak syty nie zrozumie glodnego tak nikt kto czegos nie przezyl nie bedzie w stanie wczuc sie w polozenie ludzi z dda czy innych. Pozdrawiam |
|
Autor: kawa (2009-04-11 18:02:56)
Ciesze sie smutku ze rozumiesz o czym pisze,czlowiek jest tym dla sebie tym ,czym dla ciebie inni,to prawda ze duzo zalezy jakich ludzi spotykamy na swej drodze ,ale mysl ze bedzie dobrze ,NADZIEJA ,WIARA,cuda czyni .Po nocy przychodzi kolejny dzien i kazdy dzien jest inny.To my kreujemy wlasne zycie,jakie jest ,jak je przezywamy.Sama moge powiedziec ze nie zawsze podoba mi sie ,ale coz zycie toczy sie dalej,raz lepiej raz gorzej ,ale jak pomysle o innych ludziach ,maja jeszcze gorzej,ja nie udaje jestem soba ,zyc musze i staram sie niesc pomoc innym bardziej potrzebujacym niz ja.Zycie jest zbyt krotki by tracic je na smutki i rozpamietywania.Moje motto jest takie nie czyn drugiemu co tobie nie mile a wtedy i my sami mamy sytuacje zwrotna i zycie jest latwejsze.Usmiech rowniesz czyni cuda ,SPROBOJ a przkonasz sie sam .BADZ DAWCA NADZIEI DLA INNYH a zycie wroci ci to z nawiazka.WESOLYCH SWIAT badzmi mili i zyczliwi dla wszystkich. |
|
Autor: mysle o samobojstwie (2009-04-11 20:38:49)
a moze by tak napisac o ludziach, doroslych ktorzy wychowali sie w rodzinie nie pijacych lecz, znecajacych sie psychicznie....(w moim przypadku bylaby to matka) ktorzy z pozoru tworzyli mila rodzine a w srodku rodzna ta wogole nie istniala. Z urywkow jakie pozostaly mi w pamieci...slysze jedynie"to twoja wina","jestes glupia","nienawidze cie","wstydze sie za ciebie","lepiej gdybys sie nie urodzila szmato" mam 21 lat i nie mam życia...studiuje ale caly czas czuje smutek, nie potrafie sie smiac, nie cierpie swiat, jestem sama, chce zasnąc i sie juz nie obudzic...chce zasnac i juz nie czuc...;( |
|
Autor: Sandra (2009-04-11 21:05:00)
Ja natomiast nie wiem kim jestem, moj ojciec pije odkad bylam mala, pamietam jeszcze te momenty kiedy przychodzil do domu pijany i gwalcil i jednoczsnie bil moja matke.. nie umiem mu wybaczyc tego, nie potrafie.. mam 17 lat i do dzis moj ojciec pije, pol roku temu napil sie i wyzywal sie na mnie az mama musiala w koncu zadzwonic po policje, w te noc musialam spac w samochodzie wraz z mama i mlodszym rodzenstwem, bo wiem ze kiedy on jest pijany jest w stanie zrobic wszystko, mam lek i boje sie, dziwne sny i obawy ze moje zycie tez tak moze wygladac.. |
|
Autor: smutek (2009-04-11 21:24:31)
Do mysle o samobojstwie : Kochana ja wlasnie wczesniej o tym pisalam. Moj ojciec tez nie pil ale ja pamietam tylko z dziecinstwa awantury I wyzwiska. Moj ojciec nie przebieral w slowach a dla innych byl wzorem i autorytetem. Nieraz slyszalam od innych, ze powinnam byc dumna z ojca bo nie pije jak inni,, jest ulozony i ze mi zazdroszcza. Uwierz, ze wtedy chcialo mi sie wykrzyczec im wszystkim w glos, ze to obluda, falsz i ze on zupelnie jest inny w czterech scianach. I tak by mi nikt nie uwierzyl. Moj ojciec byl niezlym aktorem. Nawet zazdroscilam tym, gdzie ojciec pil bo mialabym wytlumaczenie na to co moj wyprawial. Pamietam, ze kiedy zblizala sie godzina jego powrotu z pracy do domu to cala sie trzeslam bo wiedzialam, ze znow bedzie wrzask, placz mojej mamy i ja...zupelne zero :( Dzien w dzien to samo. Noc w noc placz do poduszki. Ja nie myslalm wtedy o samobojstwie, ja to nawet probowalam zrobic. Myslisz, ze na mojego ojca to jakos wywarlo wrazenie? Nie zapytal sie nawet czy zyje a kiedy wrocilam ze szpitala do domu wszystko powrocilo ze zdwojona sila. Nie mialam sily na nic. Pogodzilam sie, ze dla niego nasz dom to skurwysynstwo do potegi, ze moja mama ze lzami w oczach wychodzila do pracy i z niej wracala. Trzaskanie talerzy o sciane juz na mnie nie robilo wrazenia ale strach pozostal. Minely lata, dlugie lata. Moj ojciec dzis jest innym czlowiekiem choc jeszcze potrafi mamie dokuczac. Rozmawiam z nim i sama nie moge uwierzyc w to, ze on nawet nie zdaje sobie sprawy jak mnie skrzywdzil. Do dzisiaj dzwiecza mi w uszach obelgi pod moim adresem ale mam swoje zycie. DDA przeszlam w swoim malzenstwie. Dzisiaj jestem wolna, sama z dziecmi i staram sie zyc i sie usmiechac. Koszmar z dziecinstwa powraca czesto ale mam wsparcie w swoich dzieciach. Nie poddawaj sie dziewczyno. Nie warto odbierac sobie zycia. Bolu sie nie pozbedziesz ale mozna sie do niego przyzwyczaic. Z czasem bedziesz umiala tez i cieszyc sie drobiazgami. Jestes mlodziutka osoba i zycie przed Toba. Moze nie udowadniaj matce, ze sie mylila co do Ciebie, udowodnij to samej sobie!!!!!!! Napewno jestes wartosciowa osoba i wierze, ze sobie poradzisz. W kazdym z nas drzemia takie poklady sily, ze az trudno uwierzyc, ile czlowiek moze zniesc. Zycze Ci sily i wytrwalosci, NIE PODDAWAJ SIE!!!!!!!!!!!!!!!! |
|
Autor: smutek (2009-04-11 21:32:30)
Do Sandra : Jestes troche mlodsza od mojego syna. Rozumiem co czujesz bo moj syn przezywal to samo. To naprawde trudna sytuacja ale musisz byc silna. Masz mame i mlodsze rodzenstwo wiec wspierajcie sie!! Moj syn dzisiaj nie chce o ojcu slyszec choc zawsze mu powtarzam, ze to jego ojciec i byc moze nadejdzie dzien, ze beda umieli ze soba porozmawiac. Zal mi Ciebie, bo jak czytalam co pisalas to jakbym czytala mojego syna. Smutne, ze juz w tak mlodym zyciu tyle traumatycznych przezyc ale wcale Twoje zycie nie musi byc takie same. Wcale nie jest powiedziane, ze powielisz bledy swoich rodzicow. Trzymaj sie dzielnie i dbaj o wiez jaka laczy Cie z mam i rodzenstwem. Macie siebie i to jest najwazniejsze. Powodzenia !! |
|
Autor: kawa (2009-04-11 22:13:56)
Bardzo smutne to co te mlodziutkie dziewczyny pisza,przezywacie drastyczne chwile,ale tak nie musi byc.Same mozecie ulozyc sobie zycie tak jak pragnecie ,kto wam kaze powilac dom rodzinny.Mozna spojrzec na to z innej strony ,matka,ojciec przegraly zycie i nie umialy zyc ,ale twoje zycie moze byc piekne i wartoscowe.Po co mysli skupiac na samobojstwie NIE SPIESZ SIE TAM ZAWSZE ZDAZYSZ JAK CI WSLA ZAPROSZENIE nikogo smierc nie ominie .Spojrz na zyczliwych ci ludzi ,ciesz sie nawet z drobnych rzeczy,po burzy zawsze swieci slonce i dla was tez zaswieci jestem tego pewna.Glowa do gory nie jestescie pierwsze ani ostatnie,kazdy ma problemy wieksze mniesze trzeba nauczyc sie z tym zyc.Co czlowieka nie zabije to wzmocni.Bedzie dobrze uwierz w to.Poradzicie sobie .
|
|
Autor: mysle o samobojstwie (2009-04-12 16:23:11)
zawsze kiedy nadejda zle chwile, mysle o tym by skonczyc ze soba. wiem jednak ze nie wolno mi tego zrobic. wiem ze nic by to nie zmienilo. byloby jeszcze gorzej gdyz jestem pewna ze matka uznalaby ze to wina mojego brata, ojca, wszystkich tylko nie jej. tak jest za kazdym razem, dlaczego mialby byc inaczej. wiem ze cokolwiek dzieje sie zlego to jest to moja winą a gdyby mnie zabrakło? matka zniszczyla by ojca by udowodnic swiatu, ze to przeciez nie ona...Do smutek, dziekuje za slowa otuchy, masz racje w twoim przypadku ojciec, w moim matka stworzyli nam pieklo na ziemi ;( to jest takie ciezkie i tak bardzo boli...wszyscy mysla, ze jestem,ze musze byc szczesliwa skoro mamy pieniadze, mam dwoje porzadnych wyksztalconych rodzicow, swiatowych jak to mowia moje kolezanki...to jedna wielka bzdura!!! rowniez chce krzyczec-LUDZIE co wy mozecie wiedziec, o tym co ja przezywam gdy zamykaja sie drzwi naszego domu...wlasnie gdyby pila, nie miala pracy, gdyby maz ja porzucil, moglabym to zrozumiec, ale ona miala szczesliwe dziecinnstwo i ma szczesliwe dostatnie zycie...moja babcia to zlota kobieta...nawet myslalam ze to bylo tak jak z nami...ale zrobilam odpowiedni wywiad i podpytalam babcie. zdziwilam sie kiedy ona wprost przyznala, ze sie domysla co sie dzieje i wogole i ze nie moze uwierzyc ze jej ukochana coreczka moze kogos tak traktowac...pamietam jak plakala i mowila ze to pewnie jej wina ze żle ja wychowala...Nie wiem, co moze kierowac czlowiekiem by tak traktowac swe dziecko. kiedys wmawialam sobie ze pewnie jestem adoptowana, ze teraz sie za mnie wstydzi bo ktos sie dowiedzial, robilam wszystko by sie jej podobalo. pamietam jak dzis, bylam w szpitalu 2 tyg i jak wrocilam codziennie siedzialam do 4 rano zeby nadrabiac zaleglosci, nie moglam miec zlych ocen, jak zrobilam cos nie tak slyszalam tylko wyzwiska, obelgi...szkoda slow. dzis do domu wracam na weekendy, nie rozmawiamy ze soba, stwierdzilam ze jestem pusta, nie mam zadnych uczuc w stosunku do niej, jest dla mnie obojetnym czlowiekiem, zyjacym gdzies obok, staram sie jej nie sluchac, mimo to dzis znow uslyszalam ze "ze gdyby wiedziala ze wyrosne na taka idiotke i brzydule to by mnie oddala" slyszalam jak tata placze...boze jak to boli...oni placza za mnie...tyle kłotni, wyzwisk, strachu, przeplakanych nocy, raz kiedys sprobowalam z tabletkami i wykrzyczalam jej w twarz ze rano juz sie nie obudze...powiedzila ze ma to w dupie i za mam ja przestac straszyc, ze jestem za glupia zeby sie zabic pozatym jestem "ciotą" ktora nawet tego by nie umiala zrobic..O ile mniej cierpien byloby gdybym sie nie urodzila...Ja sie chyba nie potrafie smiac. juz zapomnialam jak to jest. Mam pelno kolezanek ktore w swoich matkach maja przyjaciolki ja mam w swojej kata ktory dawno temu zabil moja duszę...;( |
|
Autor: kawa (2009-04-12 17:49:57)
Wlasnie dzis dowiedzialam sie o samobojstwie 18 letniego chlopaka ,nieznalam go ,wiadomosc przekazala mi siostra ,jest mi ciezko i smutno ,lzy same cisna sie do oczu .Mlodzi ludzie ,kto powiedzil ze zycie jest latwe,walcz ,zmagaj sie ale szanuj zycie.To dar najcenniejszy ,tobie jest zle w tej chwili ale jezeli zyjesz mozesz cos zrobic dla siebie i innych,a tak co dupe w troki pogadaja ,pozaluja i zapomna.Co mozesz zrobic gdy nie istniejesz,gdy cie nie ma.Zyj i dzialaj... |
|
Autor: ewa (2009-04-14 11:53:16)
Jeśli ktoś pije codziennie 2 piwa czy to już jest alkoholizm ? |
|
Autor: (2009-04-14 13:34:21)
tak, jezeli nie potrafi z tego zrezygnowac. |
|
Autor: (2009-06-03 10:00:58)
Hmm mam trochę inne podejście do DDA.Mój ojciec pił,bil mamę.Ciągle były awantury.Wyciągałam z tego wnioski.To mnie wzmocnio.Zamknielam ten rozdział.Przez jakiś czas nie potrafiłam dogadać się z siostrą bo ona ciągle żyła tym co działo się w domu,ja nie!Postanowiłam nie dać sie,nie grzebać w przeszłości.Dziś jako jedyna z piątki rodzeństwa mam udany związek.Nie żyje przeszłością,staram się by moje dzieci gdy pytają o moje dzieciństwo mówić prawdę kończąc:"chce pamiętać dobre chwile ale wyciągnąć z złych wnioski"życzę Wam by uporać sie z przeszłością,przy wsparciu bliskich.pozdr |
|
Autor: alle (2009-06-03 11:14:26)
przestałam radzić sobie ze swoim lekiem przed byciem sama, cały czas boje się że on odejdzie że mu się znudzę, że nie zaakceptuje mnie takiej jaka jestem. Ciągłe myślenie czy jestem dobrym człowiekiem , czy dobrze robie itd... wykańcza mnie. Byłam u psychologa 2 razy ostatni raz wczoraj i wczoraj dowiedziałam się że jestem DDA , ojciec nie stosował przemocy fizycznej mimo to boje się go i kocham nie wiem czy iść na terapie bo może poradzę sobie sama nie wiem czy się da pomocy! |
|
Autor: Mia (2009-06-07 14:22:49)
Witam!
Jestem DDA. Jakoś do tej pory wszystko było dobrze ale od niedawna przestałam radzić sobie z problemami. Mam 28 lat, mój ojciec pił od dnia moich narodzin, przestał jakieś 10 lat temu. Nigdy nie korzystałam z terapii ale czuje, że będe musiała, o tyle jest to trudne bo mieszkam za granicą, nie czuje się na tyle swobodnie językowo, by chodzić do tutejszych psychologów. Dlatego bładzę po różnych forach w poszukiwaniu pomocy i bratnich dusz, które mają podobne problemy..... Nieumiejętność stworzenia normalnego zwiazku to główny z nich. Jestem po rozwodzie (mąż miał romans z inną) i jednym poważnym związku, w tej chwili w kolejnym, chyba bez rokowań na przyszłość. Jestem chorobliwie zazdrosna, boje się zaufać, boje się beztroski i szczęścia. Nie potrafię go przyjąć. Wciąż doszukuję się błędów u partnera, czuję się tym zmęczona. Nie wiem kiedy robię dobrze, kiedy źle, nie czuję się pwenie w związku, nie potrafie być sobą. Zerwałam z mężczyzną który kochał mnie bezgranicznie bo bałam się że kiedyś przestanie i mnie zostawi. Potem związałam się z kimś, o kogo miłość muszę zabiegać, kto jest chłodny i nie okazuje mi uczuć, widzę ze to mnie realizuje w jakiś sposób a jednocześnie czuje sie wykończona nieustannym szukaniem potwierdzenia że mu na mnie zależy. Chore....... Niszczę jednocześnie ten związek nieustannymi podejrzeniami, zazdrością i czepianiem się o wszystko, myslę że on odejdzie bo w końcu będzie miał dość. Nie potrafię podjąć żadnej decyzji: odejść czy zostać.Zarzucam mu że mnie nie kocha, nigdy nie potwierdził tego ale tez nie zaprzeczył; ale też jednocześnie jestem z nim nadal bo boję się samotności. Im bardziej się ode mnie oddala tym bardziej mi na nim zależy. To jakby walka o zainteresowanie ojca, kiedy potrzebowałam jego miłości a nie było go ze mną..... Staram sie jak najwięcej rozmawiać z rodzicami, z tatą, który po wielu terapiach sam pomaga teraz ludziom i mam wrażenie, że najlepiej mnie rozumie. Nie mam bliskich przyjaciółek bo jestem dla nich zbyt poważna, niewyluzowana.... Mam lepsze kontakty z facetami, ale tez brakuje wśród nich pokrewnej duszy. Gdyby ktoś z was chciał pogadać bądź podzielic się swoimi problemami prywatnie, czekam na kontakt. |
|
Autor: Mia (2009-06-07 14:25:56)
Kontakt do mnie: oswojona@gazeta.pl |
|
Autor: poszukuje rodziny z okolic Krzywinia.Moj pradziadek to Jan L (2009-07-06 22:16:06)
gmgmg gm gugg g mgsmgsgsagas gasm sagm,asgasgasmg,masg,masgm,sagmsgmasgmasggs
smgsamgsamsgasggausa samga,gsm,sagm,asg,masgasgasm,gmsagmasgmasgasgmm,g
gssagmsgaagsg assagus a gasuasgmasg msg,masgmasgm,gsam,amsgmsg,a,masgmasg,m,g
gsamsagmsga sga asgusag gsa gssag gsamasg,,msag,msag,sgaasgagsmgs,,asmga,gsm,.g
sggsa msgamasgasg sagugsa sgausgamgsa,sga.,mg,sam.agsasg,.,asg,m.ags,m.asggs,sg,g
sg,sga,m sgagsasgm,ags,masgm,sga,agsmgsa,.,amsg.m,asg,masg,sga,gssg
gsgsa s,
poszukuje rodziny z okolic Krzywinia.Moj pradziadek to Jan Lewandowski a prababcia to Marianna.Mieli kilkoro dzieci m.in dziadek Czesław,Marian z gssgam,sgam,sggs,gsa,msga,
ggsgmsa sgasgausga sgagsasgas ga,sag,mgsa.,msgam,asg.m,ags,mgsa,mg,ams,mgsa,,,gg |
|
Autor: oli0710 (2009-07-21 22:57:24)
Pochodzę z małego miasta jestem urodzona po by być nieszcześliwa, od dziecka tkwiło we mnie poczucie obowiązku za rodzeństwo, bitą matkę, brak pieniędzy, chleba...był też we mnie przymus bycia najlepszą, idealna bo przecież gdy taka nie będę kto mnie zechce...Dziś mam 26 lat skończone studia, małą firmę, a wszystko dlatego że muszę być najlepsza.Lecz gdyby znalazł się ktoś kto za to wszystko oddał by mi te setki przepłakanych nocy strach o życie nie moje lecz Matki, marznące gołe nogi w śniegu i ciągły strach, lęk, samotność,oddałabym wszystko żeby to nigdy się nie wydarzyło... |
|
Autor: Ona32Wwa (2009-08-29 13:43:53)
mogę się podpisać pod większością...teraz stoję przed dylematem, bo nie wiem czemu jest obowiązkowa wizyta u psychiatry, kiedy się chce zacząć terapię? odstrasza mnie to...nie chcę aby moje dane z dowodu były w ośrodku uzależnień, nie jestem uzależniona od alkoholu ani narkotyków, obawiam się, że ktoś później mógłby wykorzystać takie dane przeciwko mnie... |
|
Autor: piosenka o DDA (2009-08-30 00:21:23)
http://atina123.wrzuta.pl/audio/4siyZSKrK3B/turbo-dorosle_dzieci |
|
Autor: jak wyjść z DDA? (2009-08-30 01:50:54)
http://www.tvp.pl/religia/programy-katolickie/my-wy-oni/wideo/dda |
|
Autor: Ona32Wwa (2009-08-30 10:24:10)
Muszę tam iść. Muszę iść do tego psychiatry. Muszę zaufać psychologowi. Ostatni raz! Mam teraz dwa lata na terapię, nawet jeśli nie założę rodziny moje podejście do innych ludzi może się radykalnie zmienić. Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli. Będzie bolało ale dam radę! Jestem dorosła! Nie obchodzi mnie co myślą inni ludzie. Oni nie muszą ze mną być 24 h na dobę. Wizytę u psychiatry mam już przecież za sobą. Przez cały rok w 2000-2001 chodziłam do psychiatry, byłam w Drewnicy u psychiatry znajomej, a potem w szpitalu psychiatrycznym na spotkaniach AA. Nawet jeśli zostanę nazwana wariatką to bez znaczenia. Nazwa i opinia innych ludzi nie tworzy rzeczywistości i normy, dam radę się obronić! Przecież to moje życie! Nie jestem moją Matką, nie muszę się bać wykorzystania i obgadania przez innych. Moja własna opinia o mnie się tylko dla mnie liczy. Dam radę! Zaopiekuję się sobą! Pozwolę i pomogę sobie wyzdrowieć! Ja jestem najważniejsza! Dwa lata terapii to nie koniec świata, to nie całe życie. Jeśli ma to mi pomóc to dla mego dobra i wzrostu...To coś co zrobię tylko dla siebie. Dam radę! Będę Mamą dla siebie od dziś. Pierwszą potrzebą są potrzeby mojego wewnętrznego dziecka. O nie przede wszystkim będę się troszczyć! Jest zaniedbaną częścią mnie. Zaadoptuję je od dziś! Jeśli uda mi się być odpowiedzialną za moje wewnętrzne dziecko to może za kilka lat uda mi się być odpowiedzialną za siebie, samodzielną, zaradną, wyjechać do Barcelony, spełnić swoje marzenia. Zrobię to dla siebie, by kiedyś nie bać się żyć! Amen.
Nie ufaj, nie czuj, nie mów - taką naukę przekazuje mi moja toksyczna Matka, odradzała mi pójście do psychiatry, mówiła bym im nie ufała, bo chcą mi zabrać autonomię. Ale nawet jeśli by chcieli Dorosła Ja im na to nie pozwolę! Będę walczyć z każdym kto chciałby pozbawić mnie autonomii i kto chciałby skrzywdzić moje wewnętrzne dziecko. Nawet jeśli wrogowie są we mnie, a nie na zewnątrz! Nawet jeśli wrogami są moje myśli wyuczone od toksycznych rodziców, którzy boją się prawdy, bo ona boli. Ja nie boję się prawdy o tym, że jestem zaburzona, bo zostałam skrzywdzona, bo to nie moja wina! Wykrzyczę ją całemu światu, a potem będę dumna z siebie, że dałam radę, że byłam odważna i konsekwentna. że wyszłam z piekła na własnych nogach, wyłącznie z pomocą Boga, który dodaje mi sił!
Boże, który dajesz mi światło Ducha św. bądź uwielbiony!
Wszyscy święci Przyjaciele moi umocnijcie moją wolę w wyborze dobra, bym mogła walczyć do końca!
Tak naprawdę ani Matka, ani Siostra, ani Ojczym nie mogą mi już pomóc. Mogę pomóc tylko sama sobie. Tylko ja mogę zaadoptować małą Dziewczynkę i znaleźć narzędzia u specjalistów jak się nią opiekować. Oni mnie tego nauczą.
Pójdę do psychiatry i psychologa na terapię, i na grupy wsparcia DDA, i na wszystko co tylko mi zaproponują jako narzędzia pomocne. Pójdę tam dla siebie! Opinia całego świata mnie nie obchodzi, a tylko moje zdrowie! Zajmę się dzieckiem we mnie! Dam mu szansę! |
|
Autor: damy radę! (2009-08-30 10:53:36)
http://www.youtube.com/watch?v=jla61_5s19U |
|
Autor: niunia (2009-11-07 10:28:06)
Widzę że nie tylko mnie dotyka problem DDA. Nazywam się Paulina mam 17 lat,doskonale się uczę i jestem przez wszystkich bardzo lubiana bo wśród tłumu nie daje po sobie poznać że mam problemy w domu że mam ojczyma alkoholika że traktuje i robi z moją mamą,siostrą i mną co chce...Nie chcę tego ujawniać wśród znajomych bo boję się ich reakcji dlatego staram się wszystko trzymać w sobie.Niby jestem ciągle uśmiechnięta ale wieczorami bądź gdy jestem sama w domu odczuwam ból z dzieciństwa i z teraźniejszości. Nie boję się już ojczyma tak jak w dzieciństwie lecz jednak gdy widzę do pijanego to serce wali jak w zegarze i strach bardzo mocno czuję. Mam bardzo duże marzenia i szerokie plany będę do nich dążyć i mam nadzieje że przeszłość nie przezwycięży do nich mi dojść lecz boję się że popadnę po pewnym czasie w depresję.Trzymam za was wszystkich kciuki że przeszłość nie zasłoni wam i mnie przyszłości :) najważniejsze to mieć dobre intencje i nie popełniać tych samych błędów jak rodzice którzy wybrali złą drogę. |
|
Autor: Ona32Wwa (2010-01-14 21:43:41)
Już minęło ponad pół roku odkąd zaczęłam chodzić na terapię do psychologa i jestem bardzo zadowolona! Polecam wszystkim ten krok! Już całkiem zapomniałam o obawach, którymi dzieliłam się powyżej...
Pozdrawiam! |
|
Autor: larachadelvientodelmar (2010-01-28 01:37:53)
Wcale nie musi być źle. Tak naprawdę w każdej rodzinie są problemy. Moja mama jest chora prychicznie, psychiatrzy nazywają to potocznie 'psychopatią', ale chodzi bardziej o socjopatię i psychozy. Czasem jest dobrze a innym razem jej się wydaje, że widzie np. diabła. Do tego ojciec jest alkoholikiem, kocham ich ogromnie i strasznie przeżywam, że mają zmarnowane życie. Mam 25 lat i do tej pory usiłuję im pomóc.
A mój narzyczony jest Niemcem, wreszcie po tylu latach poznałam prawdziwą miłość. Ma bardzo ciepłą rodzinę, przy nim czuję, że się rozwijam, jest dużo starszy. I jak to zrobić, ojciec nie chce się leczyć, narazie jakąś funkcjonują. Nie mogę przecież zostać do końca życia w domu, poza tym łatwiej będzie mi im pomóc jak ułożę sobie własne życie, ale z drugiej strony przeraża mnie ta sytuacja.
W relacjach z facetami nie mam problemów od wielu lat (podobno jestem atrakcyjna) ale w łóżku nie potrafię się rozluźnić. Czy z takimi problemami powinnam się udać na terapię przed ślubem, czy lepiej od razu dać sobie spokój? Bo ja nie wiem czy ktoś wogle może mi w tym pomóc, wiele się pisze o problemach facetów z sexem, ale nic o kobietach, ktore tracą kontrolę nad swoim ciałem, które jest strasznie zestresowane, mimo ze tak naprawde czegos pragnie. Boję się, że mimo iż się bardzo kochamy, nie będę w stanie zaspokoić jego potrzeb bo kocham się jak spanikowana dziewica. da się coś z tym zrobić? |
|
Autor: trynyti (2010-02-12 14:14:16)
Witam
Mam do was ogromną prośbę, (zresztą nie ja pierwsza) jak pewnie się domyślacie chodzi o ankietę, która skierowana jest do DDA. Sama jestem osobą która wychowała się w rodzinie alkoholowej i często również wypełniałam podobne ankiety, ta moja nie jest żadną odkrywczą, ale jest mi potrzebna do napisania pracy licencjackiej. Wiem, że większość jest już znudzona takim ciągłym „napastowaniem”, ale będę bardzo wdzięczna jak poświęcicie te 5 minut i pomożecie mi. Sama długo dochodziłam do tego skąd się biorą moje „dziwne” zachowania, na całkiem zwyczajne sytuacje. Zebrałam kilkanaście książek o tej tematyce i nie tylko, więc jeśli ktoś będzie potrzebował jakiejś książki to proszę pisać na maila przynajmniej tak będę mogła odwdzięczyć się za wypełnienie ankiety.
LINK DO ANKIETY.
http://www.ankietka.pl/ankieta/35157/dda-czyli-dorosly-swiat- Ania
O książki proszę pisać tylko i wyłącznie na maila
mail kwiatuszekan@o2.pl
Książki jakimi dysponuje.
1. Kobiety, które kochają za bardzo
2. Pia Mellody - TOKSYCZNE ZWIĄZKI
3. Alice Miller- Gdy runą mury milczenia
4. Augustyn Józef – ból krzywdy, radość przebaczenia
5.Bradshaw John- Toksyczny wstyd
6. Cziedryn Pema- Kiedy życie nas przerasta
7. Dodziuk Anna Pokochać siebie
8. Forward Susan- Toksyczni rodzice
9. Gdzie się podziałao moje dzieciństwo
10. TOREY L. HAYDEN- DZIECKO
11. Janet. K. Woititz- Małżeństwo na lodzie
12. Janet. K. Woititz- Dorosłe dzieci alkoholików
13. Wanda Sztander Rodzina z problemem.
Jeśli interesuję cię inny tytuł a nie ma go w spisie, napisz, być może go posiadam.
|
|
Autor: (2010-03-11 18:47:32)
dla mnie to jest w huj slabe napisnae wlasnewj historii przez net bo na zywo niedalo by sierady,tak to jest takie slabe.tez moglbym napisac ale co by mi to dalo.nie czuje takiej potrzeby. |
|
|
|