Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

30.07 | Reportaż
Byłam gorszym dzieckiem
Nie da się kochać swoich dzieci tak samo. Różnią się one przecież zachowaniem, zainteresowaniami, możliwościami intelektualnymi... Inaczej podchodzi się do pierwszych, a inaczej do kolejnych. Jeden rodzic będzie bardziej wspierał dziecko leniwe i pechowe, drugi – takie, którego sukcesami można się chwalić sąsiadom i kolegom z pracy. Czasami jednak rodzicielskie uczucia dzielone są w sposób zupełnie niesprawiedliwy. Moim rozmówczyniom poczucie krzywdy z tego powodu towarzyszy do dziś.

Elżbieta z Łodzi jest już kobietą po pięćdziesiątce, ale nikt nie dałby jej więcej niż czterdzieści lat. Zadbana, wykształcona, zamożna. Można powiedzieć, że to kobieta prawie idealna. Uważają tak wszyscy, tylko nie sama Elżbieta:

- Od dzieciństwa stale towarzyszy mi uczucie, że robię coś nie tak. Zawsze byłam porównywana ze starszym o rok bratem, prawdziwym oczkiem w głowie rodziców. Pawełek to, Pawełek tamto... Mój starszy brat naprawdę był bardzo zdolny i pracowity, świetnie się uczył, budził sympatię otoczenia... Co ciekawe, ja właściwie też miałam te wszystkie zalety, ale, zdaniem rodziców, zawsze czegoś mi brakowało. Pawełek miał same piątki od pierwszej klasy do matury, a ja pechowo dostałam czwórkę z biologii na koniec ósmej klasy. Pamiętam, że wstydziłam się pokazać świadectwo, choć przecież byłam najlepszą uczennicą w klasie. Brat dostał się do najbardziej elitarnego liceum w mieście, a ja tylko do dobrego. Mama mówiła, że wstydzi się tam chodzić na wywiadówki, bo spotyka proletariat. My byliśmy przecież „lepszą” rodziną, sami lekarze, nauczyciele i urzędnicy. Cokolwiek zrobiłam, zawsze byłam nie tak wspaniała jak Pawełek. Zaczęłam darzyć tego mojego idealnego brata niechęcią, choć przecież nic złego mi nie zrobił. Naprawdę był i jest nadal fajnym, dobrym człowiekiem. Nigdy nie wykorzystywał uczuć rodziców, dzielił się wszystkim, co dostawał.

Podobne wspomnienia ma Patrycja, 23-latka ze Śląska. Choć już uniezależniła się od rodziców, poczucie krzywdy nie znikło. A swoją siostrę darzy wręcz nienawiścią:

- Maja, młodsza ode mnie o dwa lata, zawsze była tą lepszą siostrą. Słodka, ładna i przylepna. Rodzice zachwycali się jej jasnymi loczkami i niebieskimi oczami. Ja byłam zawsze chuda, przygarbiona i plątały mi się nogi. Ciągle słyszałam, jaka to jestem niezgrabna i nieudana, jak dużo mi brakuje do Majeczki. Uczyłyśmy się podobnie, ale jej piątki były bardziej wartościowe. Moje brały się z przypadku, bo przecież byłam głupia. Byliśmy zamożni, ale na moje szkolne wycieczki zawsze brakowało pieniędzy. Tylko tak się jakoś składało, że kiedy tylko Majka chciała gdzieś jechać, to fundusze się zawsze znalazły. Ja nie miałam nawet paszportu, no bo po co mi on? Takie brzydkie i głupie dziewczyny powinny przecież siedzieć w swoim pokoju i nie straszyć otoczenia. No więc siedziałam. Dopiero po maturze i dostaniu się na prawo zaczęłam wierzyć w siebie. Rodzice byli zadziwieni, jak to możliwe, że mi się udało. Ich ukochana Majeczka wylądowała w kiepskiej prywatnej szkole, gdzie zgłębia tajniki nakładania tipsów. Tak, wiem, że jestem złośliwa, ale do siostry mam taki sam żal jak do rodziców. Dobrze wiedziała, że jest bardziej kochana i wykorzystywała to na różne sposoby. Zwalała na mnie rozmaite dziecięce grzeszki, a potem też poważniejsze sprawy, typu butelki po wypitym przez nią piwie i prezerwatywy pod łóżkiem. Potrafiła nawet podkradać mi ciężko zarobione w wakacje pieniądze. Wiedziała, że nie zdecyduję się oskarżyć ją głośno. Nie utrzymuję teraz z nią kontaktu. Z rodzicami zresztą też.

Ale niesprawiedliwe traktowanie przez rodziców nie niszczy jedynie dzieciństwa i młodości. Ma też wpływ na całe dorosłe życie. Elżbieta twierdzi:

- Mam ponad pięćdziesiąt lat, a ciągle towarzyszy mi poczucie, że wszyscy są ode mnie mądrzejsi, ładniejsi, bardziej sympatyczni... A ja, skoro jestem taka nieudana, muszę starać się być idealna, żeby ktoś mnie choćby polubił. Kiedy poznawałam jakiegoś mężczyznę, myślałam, że nie może się mną zainteresować, bo nie jestem dość dobra. I nawet jeśli ktoś chciał poznać mnie bliżej, odstraszałam kompleksami i pesymizmem. Nikt mnie nie pokocha – tego byłam pewna. Zostałam więc sama, tak jak rodzice mi przepowiadali – jestem starą panną. A moje brzydsze i głupsze koleżankami są już babciami. Dzisiaj, kiedy rodzice już nie żyją, paradoksalnie najbliższym dla mnie człowiekiem jest Paweł. Jak się łatwo domyślić, ma teraz idealną rodzinę i mieszka w idealnym domu. Czasami mnie zapraszają.

Patrycja już od dwóch lat pracuje w kancelarii adwokackiej i świetnie łączy to ze studiami. Rodzice nie pomagali jej finansowo, więc musiała dawać sobie radę – główną motywacją było „żeby im pokazać”. Mówi:

- Uważali, że nie ma sensu inwestować w moje studia. Miałam przecież odpaść po pierwszym semestrze i wrócić do naszego miasteczka. Ale poradziłam sobie bez niczyjej pomocy, z czego jestem dumna. Nie mogą powiedzieć, że mam być im wdzięczna.

Dzisiaj wszyscy wróżą jej wspaniałą przyszłość w zawodzie. Ale dla niej to tylko środek do celu. A cel jest taki: któregoś dnia podjechać pod blok rodziców świetnym samochodem. Wysiąść z niego wraz z przystojnym, świetnie ubranym mężem prawnikiem. Pomachać rodzinie stojącej na balkonie. Następnie odjechać z powrotem i nigdy nie wracać.
Joanna Szwechłowicz
Praca czeka na kobiety - Szukaj ofert Gorące dyskusje - Forum lobiece
Wasze komentarze...
Autor: i.  (2010-07-30 00:17:44)
-----
Niektórzy nie powinni miec dzieci, ciagle sie w tym utwierdzam.
Autor: agata88  (2010-07-30 00:26:00)
-----
nie tylko byłam gorszym dzieckiem, jestem nim nadal
i apeluje do rodziców ; jeżeli nie jesteście w stanie kochać swoich dzieci jednakowo, poprzestańcie na jednym...
do dziś walczę z odrzuceniem i samotnością, nie potrafię stworzyć związku bliskości, a to wszystko jest efektem mojego dzieciństwa
siostra zawsze byla córeczką mamusi i doskonale to wykorzystywała, dbając o to , by dla mnie nie zostalo wiele z tej matczynej milosci
dostała mieszkanie, pomoc finansowa, pomoc w wychowywaniu dzieci, zainteresowanie, dla mnie nie zostało nic...bo przecież mogę wynajmować, bo mi pieniądze są nie potrzebne,a to, jak sie mam , nikogo nie interesuje
nie jestem materialistka, ale ten podział był obrazem jej uczuć do mnie
często uważam ,ze nie jestem członkiem rodziny, ale jej przyjacielem
najgorsze jest to,ze z takim bagażem odrzucenia idzie sie przez cale życie i pozostaje jedynie pytanie DLACZEGO ?na które nikt nie jest w stanie udzielić mi odpowiedzi
starałam sie przez cale życie zaskarbić sobie trochę tej miłości , byłam dobrym dzieckiem, bardzo sie starałam, teraz już mi nie zależy, odpuściłam sobie, choć pozostał zal
Autor: kurczaczek  (2010-07-30 00:57:11)
-----
eh ja tez jestem takim dzieckiem. najbardziej lubie jak nie ma mojej siostry... bo wyjedzie itd. mam 24 lata a matke mam tylko wtedy kiedy moja siostra sie od niej odklei. ma 19 lat a zasypia z mamusia. to jest chore. wszystko dla niej. wszystkie grzechy wybaczone... ale ja mam to gdzies, matka mojego narzeczonego mnie wysluchuje jak mi potrzeba... dbaja o mnie. przykre to, ale staram sie o tym nie myslec. nie ma o czym. w sumie tak jak w rodzinie patrycji tyle ze wszyscy poza matka widza ze to ja mam lepsze osiagniecia a nie moja siostra... (wyksztlacenie, praca, zaradnosc)Wspolczuje mojej siostrze bo nic nie umie kolo siebie zrobic. Ale z drugiej strony to jej wina, bo wiecznie zwala wszystko na innych ludzi za przyzwoleniem mamusi. Wiec... placi za to teraz i bedzie placic wiele lat. Ja nie bede jej pomagac. Mi nikt nie pomagal. Najwazniejsze- odciac sie i wiedziec jaka sie ma wartosc, zadawac sie z ludzmi dla ktorych ma sie znaczenie.
Autor: sisi  (2010-07-30 05:02:58)
-----
A ja bylam ta bardziej faworyzowana, glownie przez ojca... bo sie lepiej uczylam, niby ladniejsza bylam...przez to pewnie nigdy nie mialysmy dobrych kontaktow z siostra... Ona na szczescie sobie niezle radzi w zyciu prywatnym i zawodowym, moze nawet lepiej niz ja...Rodzice po latach zastanawiali sie, dlaczego tak nieprzychylnie sie traktujemy, nie zauwazayli, ze to ich zasluga?! Zepsuli nam kontkty siostrzane! Oboje z mezem bardzo staramy sie nie skrzywdzic naszych dzieci w ten sposob... mam nadzieje, ze wyrosna na kochajace sie siostrzyczki!
Autor: Gosia  (2010-07-30 08:57:40)
-----
na szczęście u mnie aż takich podziałów nie było. Mimo to widac było, że młodszy brat może z ojcem zrobić co chce, bo jest chłopcem, którego tak ukochał. Zaden z jego braci nie ma syna, więc mój ojciec uważa, że jest tym lepszym.

Ja jako dziewczynka miałam pod górkę, bo niczym się nie wyróżniałam, penisa nie miałam. No i te ciągłe dogadywanie, ze mam siedzieć w domu, bo dziecka bawić nie bedzie, debilne porównania kobiet to czereśni (ta niedostępna to taka słodka ach i och) gdy miałam 10 lat i chciałam pograć w piłkę z kolegami. Mój brat nie miał takich problemów, mógł chodzić na dyskoteki i nie było pogadanek, ze kogoś zapłodni.

Bolesne były też wyzwiska od grubasów (byłam szczupłym dzieckiem), zaznaczaniem na ciele rzeczy "do zmiany" typu zaokrąglające się biodra w wieku 15 lat, nazywane "schabami". Patrząc na zdjęcia widzę, że byłam ładną kobietka, ale niestety okres bycia nastolatką umknął mi na ukrywaniu kobiecej figury luźnymi bluzkami. Bo to przecież schaby.

Wbrew przewidywaniom ojca nigdy się nie roztyłam i zawsze byłam szczuplejsza od mojej matki, która była wyznaczana mi na wzór szczupłej sylwetki.

Niektórzy nie powinni nigdy wychowywać dzieci.
Autor: Agaa  (2010-07-30 09:39:06)
-----
Ja mam samych braci i przez to że jestem jedyną córeczkę mamusi, miałam jakieś ulgowe traktowanie.
Oczywiście mój brat-bliźniak nigdy nie odczuł tego że jest gorzej traktowany ode mnie,bo to było naprawdę sporadycznie.
Nie wyobrażam sobie mając dwójkę dzieci,kochać jedno bardziej od drugiego,to straszne, tacy ludzie mają coś z głową i dzieci mieć nie powinni...
Autor: Anka  (2010-07-30 09:47:41)
-----
Jestem najstarsza, mam dwie siostry. Średnia siostra dostała od rodziców dużą kawalerkę po babci, pełne utrzymanie w okresie studiów (zaocznych - opłaconych też przez rodziców) oraz opiekę nad dzieckiem (drugie w drodze i też oczywiście nasza matka zostanie zaprzęgnięta do pomocy). Na najmłodszą przepisali dwupokojowe mieszkanie, które udało im się tanio wykupić (był taki krótki okres, kiedy można było za grosze wykupić mieszkanie spółdzielcze); na studia - też zaoczne - sama sobie zarobiła, ale przez ten czas mieszkała u rodziców i do jedzenia czy opłat się nie dokładała. Ja skończyłam studia dzienne (nie ma zaocznych na moim kierunku), od drugiego roku żyjąc z głodowego kredytu studenkiego - raz na rok skapnęli mi może 50 zł i wielka to była tragedia, bo przecież mam za co się utrzymać, a oni mają jeszcze dwie córki na utrzymaniu. Pracowałam w każde wakacje, poza tymi, kiedy miałam praktyki. Okres studiów wspominam jako cholerną nędzę i niekończące się pasmo pożyczek od znajomych (miałam notes do zapisywania tych wszystkich drobnych długów). Rodzice obiecują, że przepiszą na mnie kiedyś dom po drugiej babci, w którym obecnie mieszkają. E tam. A co najlepsze, mama twierdzi, że to mnie zawsze najbardziej kochała. Dobre sobie. Chyba dlatego, że najmniej ją kosztowałam.
Autor: zee  (2010-07-30 09:48:41)
-----
to nie tylko rodzenstwo tak ma, jesli rodzice maja jedno dziecko to i tak zawsze znajda kogos z kim mozna je porownac, dzieci znajomych , kuzynostwo, jak ktos na sile chce zrobic przykrosc swoim dzieciom to zawsze znajdzie sposob. Jak ktos juz wspomnial niektorzy nie powinni miec dzieci
Autor:  (2010-07-30 10:22:34)
-----
nie da sie kochac dzieci tak samo- ja sie z tym nie zgadzam ,moze kolejne dzieci wychowuje sie ciut inaczej bo ma sie juz w opiece doswiadczenie,ale co do milosci to madry i kochajacy rodzic nie dopusci i nie pozwoli sobie na taka sytuacjezeby jedno dziecko traktowac gorzej a 2 lepiej
Autor: kali  (2010-07-30 10:22:48)
-----
ja też pełnię rolę czarnej owcy w rodzinie, uridziąłm sie jako pierwsza, niestey nie miałm penisa, na szczescie ten problem został rozwiazny bo rok póżniej urodził sie mój brat. Rywalizowąłm z nim we wszystkim, ale ona zawsze wygrywał, jego zdolnosci były lepsze niz moje, a nie inne. Potem urodziąłs ie siostra wiec zyskalam mnostwo obowiazków jak matka a w zamian nie dostałam nic, nadal brat mógł wszystko i jescze niczym nie musiał sie zajmować. Teraz siostra jest oczkiem w głowie, choć brat nadal jest na pozycji nr 2 tj swietej krowy. Całę zycie próbowłam im udowodnic ,ze jestem lepsza niz mysla, gdy np straszyli ze nawet do zawodówki sie nie dostane, tymczasem skończyłam studia dzienne z dobrym wynikiem. Nikomu nie robili takich wjazdów na psyche.Jedno jestem pewna zawsze, co zrobie bedzie źle, a brat mnie tylko wtym utwierdza. Moje dizeic tez sa oczywiscie najgorsze na swiecie. Tylko od siostry mam wsparcie, ale to i tak niewiele...
Autor: Lilianna  (2010-07-30 10:36:52)
-----
ja mam 5 rodzenstwa 4 braci i siostre. mam 18 lat, siostra 13. ja mam lekki trądzik ona jeszcze nie, ja nie nosze tipsow a ona maluje paznokcie, nie ubieram mini a ona mowi ze jestem jak zakonnica, nie mam chlopaka to wg siostry jestem paszczurem. przykladow moge mnozyc ale po co. w przekonaniu mamy to ona jest ladniejsza lepiej tanczy jest bardziej przebojowa a ma tylko 13 lat. izunia stale slyszy jaka to ona nie jest ochy i achy na swoj temat itp. ja prawie nigdy nie slysze komplementow ze strony matki, a co za tym idzie reszty rodziny. czasem tylko jakies fajna bluzka itp. nie myslcie sobie ze przesadzam bo na kazdej uroczystosci jest to samo zachwyt nad iza. ja od 4 kl podst do 2 lo mam swiadectwo z paskiem, jej udalo sie to tylko raz i raczej sie nie powtorzy i sama tak nawet twierdzi. a jak tylko jest okazja to jest takze opiewanie madrej corci, a o mnie ani slowa... to moim zdaniem tez jest nierowne traktowanie...
Autor: Rita  (2010-07-30 10:43:42)
-----
Mam już prawie 50 lat i ciągle wlecze się za mną koszmar dziecińs-
twa i młodości.Byłam najmłodszym dzieckiem z czwórki rodzeństwa.
Koszmar!!! Byłam zawsze wszystkiemu winna,głupia,poniżana przez
mamę i rodzeństwo.A wychowałam się w "porządnej",nauczyciels-
kiej rodzinie.Kilka lat temu przeszłam terapię psych.,bo miałam ta-
kie lęki,że bałam się wychodzić z domu i ciągle myślałam o samo-
bójstwie.Teraz radzę sobie nieżle,ale z rodzeństwem mam bardzo
lużne kontakty-nigdy nie zaaprobowali tego,że zaczęłam wymagać dla siebie szacunku.Wyszłam za mąż póżno,za starszego mężczyz-
nę i dzięki niemu zaczęłam się leczyć.Nigdy nie chciałam mieć dzieci-nie cierpię słowa mama!!!
Autor: miniatura  (2010-07-30 10:52:09)
-----
No cóż, ten sam problem. Brat ledwie zdał maturę, przy czym dwukrotnie rzucał szkołę średnią, potem dwukrotnie rzucał studia, nie wrócił na nie rzecz jasna. Ja inżynier, prawie zawsze z czerwonymi paskami - raz zabrakło mi 0,04 do czerwonego paska i wielka awantura w domu, oczywiście za to że brat zawsze uczył się na dwójach i rzucał szkołe nigdy nie miał awantur. Płacili wielkie pieniądze co miesiąc tylko żeby skończył jakieś prywatne liceum, natomiast gdy ja chciałam głupie 5zł to słyszałam "przecież dobrze wiesz że nie mam" On dobiega 30-tki i ciągle siedzi w domu u rodziców, dopiero w tym roku podjął pierwszą pracę w swoim życiu! Ja dawno mieszkam z facetem i ciągle słyszę uwagi że na pewno nie gotuję mu, bo przecież nie potrafię (według nich oczywiście), na urodziny czy imieniny albo dostaje życzenia z wielkim opóźnieniem albo w ogóle, natomiast gdy ma je mój brat, to cała rodzina huczy tylko żeby zadzwonić i złożyć mu życzenia, bo "Pawełek się obrazi". Toksyna, toksyna, toksyna.
Autor: ____  (2010-07-30 11:01:51)
-----
Tak to już jest, że jednych się kocha a innych nie. Niczyja to wina ani zasługa. Ja też mam 2 dzieci , syna kocham najbardziej na świecie za to tylko -że jest. Jest cudownym wsapaniałym dzieckiem, gdzie się pojawi wzbudza sympatię uśmiechniętą buzią, optymizmem, koleżeństwem, radością życia, troską i uwagą o uczucia innych, miłym sposobem bycia, życzliwością. Mimo iż to tylko mały chłopczyk poprawia nastrój wszystkim dookoła.
Natomiast córka jest wiecznie naburmuszona, niezadowolona z pretensjami do całego świata. Leniwa, dwulicowa, kłamczucha. Nie jest to tylko moja opinia ale i otocznia. Nia mam koleżanek, znajomych, siedzi w domu i roztrząsa jaka to jest nieszczęsliwa.
Mimio że to dwójka moich dzieci syna kocham nad życie a córki nawet nie lubię.
Nie zawsze tak było, córkę kiedyś też bardzo kochałam-ale ta miłość zgasła - codziennie po trochę. Oczywiście troszczę się o nią i nie daję jej odczuć że jej nie kocham. W głebi serca żałuję, że ona jest.
Kwestia uczuć jest sprawą delikatną i nic się nie da się kochać z przymusu i na siłę.
Autor: Aśka  (2010-07-30 11:07:44)
-----
Jednogo się kocha innego nie.Czy to dziecko czay dorosły. Przecież jesteśmy społeczeństwem monogamicznym:-)
Autor: pa  (2010-07-30 11:08:09)
-----
komentarz: z :11:01:51!!!!! trzęsie mną!.. myslę, że jest to jakislki okropny żart! Choć przyznam , mam sąsiadkę która dokładnie tak samo myśli o swoich dzieciach. Nienawidzę jej i jej syna. Mąz i córka bardzo sympatyczni.
Autor: Jedynaczka  (2010-07-30 11:19:49)
-----
Bedac jednynym dzieckiem bylam tez jedynym, na kogo mozna bylo przelac swoje niespelnione ambicje, kompleksy i oczekiwania. Zalowalam, ze nie mam brata, ktory spelnilby te wygorowane ambicje. Czulam, ze jak soczewka skupiam na sobie uwage i oczekiwania calej rodziny. Od dziecinstwa wmawiali mi, jaka ja jestem zdolna, wyjatkowa i ile to mam osiagnac. Moja kariera miala byc wielotorowa: naukowa, finansowa. polityczna. Oni nie widzieli w ogole MNIE, nie interesowali sie, kim jestem i czego chce. Mialam byc ich idealnym potomkiem, na miare ich nadetego ego. I na miare ich frustracji z powodu wlasnych niepowodzen. Przytloczylo mnie to zupelnie. Choroby, nerwice malo mnie nie wykonczyly. Odzylam gdy sie wyprowadzilam, zalozylam wlasna rodzine i zyje jak chce. Do dzis mam gesia skorke na dzwiek glosu taty w telefonie. Nawet teraz probuje mnie pouczac, co mam robic i jak kierowac swoja kariera. Na szczescie zawsze mozna nie odbierac. W dodatku setki kilometrow oddalenia bardzo pomagaja w utrzymywaniu zdrowego dystansu.





Autor: vivien  (2010-07-30 11:33:32)
-----
Komentarz z 11:50 jest myślę odczciem wielu ludzi, ale boją się przyznać do swoich uczuć. Ja mam 3 dzieci i każde kocham inaczej. Nie mniej ani więcej. Inaczej. Każdy ma prawo do swoich uczuć i czy są takie czy inne nikomu nic do tego. A własne szczęście każdy kształtuje jak chce. Ja z moimi dzieciaczkami jestem szczęśliwa.
Autor: ___  (2010-07-30 11:37:58)
-----
do PA
ja nikogo nie nienawidzę i tym się różnimy.
A że kogoś kocham mniej czy więcej - to moja sprawa.
Miłości nie da się podzielić można tylko pomnożyć.
Autor:  (2010-07-30 12:11:23)
-----
do tej z 11.01- nie powinnas byla nigdy miec dzieci. a ze corka taka jest to tylko i wylacznie Twoja WINA. Bo czuje ze jej nie kochasz. Oby Ci kiedys odplacila.
Autor: julia  (2010-07-30 12:24:09)
-----
A jak myślicie - które dziecko przejmuje zazwyczaj opiekę nad starszymi i schorowanymi rodzicami? Bo z moich obserwacji wynika, że raczej to gorsze...
Autor: Alla  (2010-07-30 12:24:44)
-----
Anka, bedziesz kiedys mamą..zobaczysz jak to jest.Zamiast cieszyc sie ze rodzice zyja i cokolwiek daja lub planuja dac, jatrzysz tylko jad w rodzinie
Autor: ____  (2010-07-30 12:36:05)
-----
Julia - myślę, że raczej to lepsze. To gorsze przejmuje opiekę w tylko kobiecych pisemkach lub łzawych melodramatch.
Autor: facet  (2010-07-30 12:44:18)
-----
Ja mam 3 dzieci - każde kocham inaczej. Tego najmłodszego kocham najbardziej.
Autor: natalia  (2010-07-30 12:46:24)
-----
do _____, no niestety sie mylisz a propo opieki nad rodzicami, moja mama zawsze byla ta najgorsza wsrod rodzenstwa, ale to ona byla na kazde zawolanie swojej mamy, a oni zawsze mieli wazniejsze sprawy
Autor: facet  (2010-07-30 12:46:26)
-----
Bo jest jest jedyny który potrafi wycisnąć łzę z kamienia i na umarłej twarzy namalować uśmiech. Takie dzieci nie powtarzają się.
Autor: ______  (2010-07-30 12:50:29)
-----
Natalia - Twoja MAMA - jest najlepsza - co widać po jej czynach. Czasami temu kogo się kocha najbardziej - najtrudniej to okazać.
Autor: dziwny jest ten świat!!!!  (2010-07-30 13:00:59)
-----
POPIERAM, POPIERAM komentarz nade mną!!! Kobieta, która nie kocha własnego dziecka, to zwykła szumowina....!!!!! Ja jestem tzw. oczkiem w głowie rodziców, bo urodziłam się dość późno, jestem dużo młodsza od rodzeństwa, ale mimo to moi rodzice we wszystkim starają się zachować umiar i traktować nas na równo, każdemu z nas mówią 'kochamy Cię' i my wiemy, że to nie są puste słowa. Kochają nas, nie za to jakimi jesteśmy, a za to, że jesteśmy!!! Każdy ma swoje wady, niekiedy większe, ale każdy zasługuje na miłość matki i ojca!!! Czy Twoja córka, wyrodna matko, prosiła się na świat? Czy ktoś Ci przemocą rozłożył nogi i wepchnął fiuta, za przeproszeniem, głupia pindo??? Jesteś zerem, powinnaś zostać na starość sama i zgorzkniała i tego Ci życzę, a Twojej niedocenianej córce życzę wszystkiego, co w życiu najlepsze..... spotka jeszcze na swojej drodze normalnych ludzi, a nie takich zimnych, wyrachowanych jak Ty idiotko..........
Autor: _______  (2010-07-30 13:26:14)
-----
do:dziwny jest ten świat!!!!

Na miłość się nie zasługuje. Miłość albo jest albo nie ma. Można zasłużyć na nagrodę, medal albo kopa w tyłek.
Rodzice faktycznie Cię "kochają" za to, że jesteś a nie jaka jesteś. Wulgarna, prymitywna, trywialna, toporna, inteligentna inaczej.
Autor: ta gorsza  (2010-07-30 13:58:38)
-----
bardzo dobry temat , który sie nigdy nie starzeje.

mam brata młodszego i czegokolwiek on sie nie dotknie to wg moich rodziców przemienia sie w złoto.

Ojciec siedział za granica na kontrakcie od najmłodszych moich lat , potem wrócił , mielismy duzo pieniedzy ale mojej mamie ciagle było mało, musiała pracowac zeby stac ja było na wszystko co najdroższe w Pewexach.Dojezdzała do pracy 40km codziennie o 4 rano wstając, Ja zostawałam z moim bratem .mając 8lat musiałam isc przez całe miasto godzine zeby go odprowadzic do przedszkola a potem do szkoły i wracajac ze szkoły to samo. Potem jak on poszedł do szkoły to sidziałam z nim nad lekcjami , gotowałam i zajmowałam sie nim.Prawie nigdy nie mogłam wyjsc na dwór.Lepiłam kopytaka w wieku 9 lat!!!Nie miałam dzieciństwa .A no i jeszcze codziennie w porze letniej na ogródek wyrywac chwasty i zrywac owoce. Non stop to wszystko.No i oczywiście same piatki zawsze musiałam miec, jak dostałam 4 to sie bałam.Pamietam że ciagle matka na mnie sie wydzierała.I te ciagłe jej wizyty w Pewexach masakra.
W wieku 17lat poznałam kogos kto był całym moim światem , akceptował mnie taka jaka jestem .Zaszłam w ciąże celowo zeby odejśc z domu, nie mogłam zniesc tego wszystkiego co sie działo.Wyprowadziłam się jak miałam lat 19.Mój brat siedział na garnuszku rodziców do 28roku życia.Ale to on jest najlepszy , wszystko co robie jest boskie , zawsze był świetnym synem a ja zła córką, ciagle opowiadaja jaki to on jest zajebisty.Ma świetna prace , świetna zone (która go zaszantazowała ze jesli nie zapisze na nia mieszkania to sie rozwiedzie i zapisał -zaznaczam ze byli ze soba pół roku i zawsze jak ona sie napiła to wygadywała bzdury na niego straszne),a ja jestemn ta najgorsza ,zła , niedobra, nieważne ze skonczyłam studia i dzisiaj mam cudowne dwie córeczki.Rozwiodłam sie bo mąz znalazł sobie młodą 18-stke ale cóz takie jest zycie.
Wg moich rodziców wszystko co robie w zyciu jest złe , niedobre, a zaznaczam ze mam dobra prace, jestem po studiach i cudne córy , które sa dla mnie najwazniejsze obie tak samo równo kocham.
Każda z nich mnie fascynuje , każda jest inna i własnie za to je kocham , że sa jedyne w swoim rodzaju.
Ale wg moich rodziców mną sie pochwalic nie mozna.
Ale koszmar z dzieciństwa jest cały czas obecny w moim życiu,Moi rodzice jak próbowałam na polecenie psychologa z nimi porozmawiac , żeby im wybaczyc , odwrócili kota ogonem i stwierdzili ze jestem niewdzięczna.Nic nie rozumieja albo tak jest im łatwiej , nie musza czuć sie winni.
A prawda jest taka że mam z nimi kontakt tylko dla moich córek , zeby dziewczynki miały dziadków.Nienawidze moich rodziców w głebi serca -
mam do nich straszny żal.W towarzystwie ciagle mówi sie o moim cudownym braciszku , przy gosciach na obiedzie niedzielnym tato potrafi powiedziec zebym sie nie odzywala bo i tak nie mam nic do powiedzenia.
Znam swoja wartośc , wiem że jestem inteligentna sprytna i atrakcyjna, i że wygrałam los na loteri-tzn mam dwie sliczne mądre zdrowe córki.
ale to że moi rodzice mnie nie akceptuja i zawsze traktuja gorzej odcisnęło piętno na mnie.Mam nerwicę .Gdy jestem w towarzystwie jestem niesamowita , jednak gdy sa przy mnie rodzice ja gasnę, nie potrafie tak błyszczec , nie potrafie załatwic najprostszych spraw , to jest niesamowite jakby cos mnie paralizowało.Staram sie byc mądrzejsza mamą i gdy widze jak próbuja toksycznie czasem wpływac na moje córki wtedy wkraczam do akcji , nie pozwole na to.A oni próbuja im wmówic ze dokonuja złych wyborów szkoły tak jak ich mama-czyli ja, próbuja im narzucic swóje zdanie odnosnie szkół.A moje dzieci maja byc szczesliwe i robic w zyciu to co kochaja .Chce żeby miały dzieciństwo normalne .Nigdy ich nie wykorzystam do wysługiwania sie tak jak mama mnie kiedys.Ja jako dziecko musiałam robic to co dorosły.I pamietam jedno marzenie :żeby wreszcie mama mnie wyszykowała do szkoły i pocałowała w czoło przed wyjsciem a po przyjsciu podała obiad.
Nienawidze jej.
Do dzisiaj mi wypomina że musiała przez rok utrzymywac mnie i córke jak byłam młoda, tylko ze mojemu bratu nigdy nie wypomniala
To on dostał mieszkanie , to on jest najlepszy i to on zarabia 10tys zł ale pomimo to moja mama kupuje im proszki płyny i pasty do zębów ,masakra
To jest dramat całej rodziny/
A zaznaczam ze jak sie rozwodzilam i okaząło sie ze moje mieszkanie trzeba podzielic miedzy mna a mioim mężem i ze nie bedzie mnie stac na mieszkanie to mój brat ze strachu zadzwonił do mnie i powiedział zebym czasem nie szła do rodziców po kase na mieszkanie i po pomoc.A ja tak strasznie wtedy potrzebowałam wsparcia psychicznego , a on mnie zdeptał z ziemią.
Powiem Wam jeszcze że w ostatnim roku moja mama miała bardzo złe wyniki badań i zgadnijcie do kogo dzwoniła sie wyżalać? do mnie nie do mojego brata.To ja ja woziłam po szpitalach i podnosiłam na duchu nie mój brat!!!

Mój brat potrafił jej nie wpuścic do włąsnego mieszkania jak ona przyjechała niezapowiedziana.
To tak w skrócie ,NIESTETY ŚWIAT JEST NIESP
Autor: ta gorsza  (2010-07-30 14:00:55)
-----
ciąg dalszy
NIESTETY ŚWIAT JEST NIESPRAWIEDLIWY.
Dużo czytam książek psychologicznych i ostatnio wyczytałam ,że w każdej rodzinie jest jedno dziecko które musi zostac kozłem ofiarnym, i jest zazwyczej dziecko tak samo mądre a może bardziej niz to drugie wznoszone pod niebiosa.Tylko ten kozioł ofiarny lub kto woli czarna owca to zazwyczaj osoba o wrażliwej duszy i takiej osobowości , która przyciaga takie toksyczne zachowania otoczenia.
Nie ma sie na to wiekszego wpływu ,ale trzeba wyznaczyć swoje granice ,żeby inni nie mogli nas krzywdzic , teraz staram sie tak robic ,ale jako dziecko słuchałam dorosłych ,myslałam że tak ma być .
Niektórzy dorosli nie powinni miec dzieci..ehh
Autor: dziwny jest ten świat!!!!  (2010-07-30 14:11:59)
-----
Ja może i jestem wulgarna i trywialna, ale tylko wówczas, gdy czytam takie wypowiedzi, jak Twoje. Na co dzień jestem miła, tolerancyjna i ciepła. TYLKO NIE POTRAFIĘ ZROZUMIEĆ TAKICH LUDZI JAK TY, skoro mnie tak negatywnie oceniasz, to jak określisz siebie? Matka, która nawet nie lubi własnego dziecka... to brzmi jak najgorsza obelga.

matko, krzywdzisz Twoje geny, Twoją krew, część Ciebie... wiesz chyba, co się mówi o ptaku, który kala własne gniazdo...
Autor: też "to gorsze" z rodzeństwa  (2010-07-30 14:22:14)
-----
droga ____ zwyzywałaś właśnie zupełnie obcą osobę. jesteś naprawdę żałosna. szkoda mi ciebie. zastanów się nad ilością jadu jaki w sobie posiadasz, być może jeszcze da się to uleczyć. teraz tego nie wiesz, ale robisz krzywdę i córce i "synusiowi". u mnie w domu był identyczny przypadek. na dzień dzisiejszy mój brat jest "synusiem mamusi", który bez niej sobie nie poradzi. ona zapewne się z tego cieszy, tylko co się stanie z jej "synusiem" jak już jej zabraknie? bo ja sobie radzę po wyprowadzce od mojej pseudomamusi. raz lepiej raz gorzej ale ważne, że do przodu :) życzę ci powodzenia podczas terapii. takie jak ty, nie powinny mieć nigdy dzieci!
Autor: Aszok  (2010-07-30 14:44:27)
-----
Komentarz z 11:01, zapraszam na terapię, opadły mi ręce po przeczytaniu tego co napisałaś.
Autor: lulu159  (2010-07-30 14:49:26)
-----
Do osoby komentarz pierwszy 11.01.51-Kobieto obudź się!nie dość ,że jesteś toksyczna ,to najzwyczajniej po prostu głupia!!!!to ,ze twoja córka tak sie zachowuje to wyłącznie efekt twojego zachowania,taką sobie stworzyłaś ,żeby podświadomie na niej wylewać swoje nieuświadomione frustracje!ty idź z tym do dobrego psychologa,bo możesz tego gorzko kiedyś żałować i nie gadaj tu bzdur ,że się kogoś kocha lub nie jeśli chodzi o własne dzieci ,bo ujawniasz tu własną patologię przez takie gadanie na poziomie plebsu(gdybyś miała jakąkolwiek wiedzę z zakresu pedagogiki nigdy nie plotłabyś takich bzdur wyrodna matko),jest jeszcze jedna obcja-to prowo jakiejś głupiej małolaty,taki poziom wypowiedzi!
Autor:  (2010-07-30 14:53:19)
-----
tak jest, było i będie że w niektórych rodzinach jest dziecko lepsze i gorsze, ja - gorsze, zawsze same piątki, sama zarobiłam na studia, zaczęłam prace zaraz po liceum, w tym czasie studia i nigdy grosza od tamtej pory od rodzicow nie wziełam, ale jestem gorsza, mój brat ma prawie 30 i jest nadal na garnuszku rodziców, bo jemu ciężko, bo ja miałam więcej szczęścia a on taki biedny, bo ja sobie poradzę a on nie-to jemu i mnie całe życie wmawiano i efekt jest taki że on pierdoła a ja jakoś funkcjonuję ba nawet bdb, mam nadzieje nie popełnic tych samych błędów co moi rodzice, mam już jedno dziecko i chcę żeby miało rodzeństwo
Autor:  (2010-07-30 14:59:09)
-----
A mnie dziwi fakt że matki częściej faworyzują synów niż córki, to jakieś zboczenie. Można lubić bardziej lub mniej ale kochać powinno się tak samo.
Autor: fajter  (2010-07-30 15:01:36)
-----
czytałyście kiedyś "Imieniny" Musierowicz?
"Ona sobie ubzdurała, że kochamy ją mniej niż Pyzę. I to jest zabójcze, bo nijak jej nie wytłumaczysz, że się myli. Czy mogę kochać swoje dziecko bardziej, skoro już je kocham najbardziej?"
Autor: ten lepszy  (2010-07-30 15:23:07)
-----
Witam wszystkich. Moj nick mówi wszystko,prawda? Nie zamierzam bronić innych 'lepszych",bo sam,ciesząc sie ze swoich przywilejow,jako najukochańszy,najlepszy,idealny etc zupełnie nie dostrzegałem sposobu,w jaki traktowany był mój młodszy o rok brat. Oczy otworzył mi mój dziadek,gdyby nie on,kto wie jak długo tkwilbym w ślepocie.Miałem wtedy 18 lat,za rok czekała mnie matura.Zacząłem się temu wszystkiemu przyglądać,i bardzo przykra dla mnie prawda wyszła na jaw.Było tak,jak pisali moi Przedmówcy,dla mnie pieniądze były,dla brata nie,moje dobre oceny były zasługą inteligencji,piątki czy szóstki brata-przypadkiem.Istniał także plan na "przyszłość",miałem iść na prawo lub medycynę (nie interesowało mnie ani jedno,ani drugie),a brat do wojska,na zawodowego (zaprzysięgły pacyfista). Wtedy,w wieku lat 18 zacząłem z bratem rozmawiać,lub raczej uczyć się rozmawiać,i wtedy poznalem jego ogromny żal,nie tylko do rodziców,ale i do mnie,za moją ślepotę,i sporo paskudnych rzeczy jakie zrobiłem,i które zepchnąłem na jego konto.Mój dziadek już nie żyje,ale do ostatniego dnia będę mu wdzięczny za jego słowa,bo dzięki temu dzisiaj,jako 29 latek mam z bratem codzienny kontakt mimo,iż dzieli nas kilka tysięcy kilometrów.Bomba wybuchła rok później,gdy okazało się,że nie zamierzam iść na studia,dzięki ktorym rodzice byliby dumni.Pierwszy raz się postawilem,i pierwszy raz mój brat zabrał głos,stając po mojej stronie.Szok,ale "przeżyli" to jakoś.Rok później wybuchła nie bomba,a lotniskowiec pelen bomb-mój brat,osioł,i niedojda,ktory do liceum trafił przypadkiem także idzie na studia! Oczywiście pieniędzy nie było,na szczęscie dziadkowie nie mieli serc z kamienia,i dzięki ich pomocy brat jest inzynierem pełną gębą. Kończąc przydługą wypowiedź kilka słów o rodzicach : do brata nadal nie dzwonią,i nie piszą,do mnie-nadal dzwonią,piszą,ale nie mam ochoty odbierać,odpisywać,gdyż widząc krzywdę młodego nie jestem w stanie ot tak gadać sobie z nimi. Żaden z nas nie bywa u rodziców na święta,spędzamy je razem,u brata,lub u mnie,na przemian. Swiadomość krzywdy nadal żyje w nas,w nas obu.Pozdrowienia dla wszystkich piszących i czytających.
Autor: ta gorsza  (2010-07-30 15:37:47)
-----
ten lepszy pozdrawiam tak trzymaj:)
Autor: Smutna  (2010-07-30 15:51:09)
-----
do osoby, która napisała, że nawet nie lubi swojej córki - a czy nie uważasz, że córka ma trudny charakter, bo wyczuwa kompletny brak nie tylko uczucia, ale i szacunku z twojej strony? no bo jak twarde trzeba mieć serce, i jak okrutnym i nieludzkim być, żeby takie brudne zdania wypisywać o własnym dziecku na forum...

Mam nadzieję, ze ta dziewczyna - nie zasługujesz na określenie "twoja córka" bo przecież nie jesteś dla niej prawdziwą matką - poradzi sobie z koszmarem, jaki jej zgotowałaś, będzie umiała podnieść głowę i olać cie wówczas, gdy twój wypieszczony i wychuchany syn rzuci cię w kąt jak starą zabawke.

i bez sensu są twoje tłumaczenia, że serce nie sługa.
Mam nadzieję, że nie stanę się takim potworem jak ty.
Autor: piguła  (2010-07-30 16:15:06)
-----
ta kobieta, która "nawet nie lubi swojej córki" powinna to przeczytać. Jestem pielęgniarką w hospicjum i taka historie zdarzają się w życiu, ale oto jaki mają też finał:
rodzina - rodzice i dwójka dzieci: on i ona. On ten lepszy, ona - ta nieudana, brzydka, głupia, za którą trzeba się wstydzić itp.

Po latach, gdy dzieci się usamodzielniły ojciec zachorował onkologicznie i w stanie terminalnym znalazł się w hospicjum.
Wtedy mamusia, która poniżała córkę i jawnie jej nienawidziła, przyszła w łaskę do niej starając się o lepszą opiekę dla męża - bo jej córka też była pielęgniarką w tym samym hospicjum.

A córka na to - a gdzie wasz syn, któremu poświęciliście życie? Przecież to głównie jego ojciec umiera w szpitalu, a ja nigdy nie byłam dość dobra dla was, dlatego nie podejmę się nawet podcierania dupy mojemu niby ojcu, lepiej zrobi to wasz syn.
Chyba nie muszę nadmieniać, że synalek miał zbyt ważną pracę, by taki drobiazg jak choroba ojca przeszkodził mu w karierze.
Ale sami sobie takiego wychowali - dlatego i ty sie opamiętaj i okaż trochę jeśli nie uczucia - to chociaż ciepła i zrozumienia dla twojej córki, bo nigdy nie wiadomo jak życie się potoczy. Teraz jesteś zdrowa i masz jakąś władzę nad córką, ale może nadejść taki dzień, że gorzko pożałujesz swojego postępowania.
Autor: Kinga  (2010-07-30 16:16:46)
-----
Ja myślę że bycie tym "gorszym dzieckiem" czasem bardziej mobilizuje do tego by coś osiągnąć i to nie mówię o karierze czy pieniądzach. Ja z siostrą byłyśmy wydaje mi się uczciwie traktowane prze rodziców. Ja byłam dobra z przedmiotów ścisłych ona z humanistycznych, jej na trochę więcej pozwalano, ale może dlatego że była starsza. Nigdy nie słyszałam od niej żeby miała do mnie żal o coś ani ja do niej. Czasem się kłócimy jak to siostry ale się dogadujemy.

Nie znałam tego problemu do póki nie poznałam mojego męża. Rodzice faworyzowali młodszą siostrę. Od dziecka wszystko za nią robiono, podczas gdy ona musiał sam. On na komórkę musiał sobie zapracować, siostra telefon miała kupiony i abonament opłacony. On poszedł na dzienne studia, siostra poszła na zaoczne na koszt rodziców, bo niby chciała pracować i tak minęło 6 lat. Pracę miała nawet 2 razy, po 3 miesiącach jej się znudziło i wmawiała wszystkim jak to ona się musi uczyć i jak nie ma czasu pracować. Matka jej kupowała wszystko od najdroższych kosmetyków do laptopa który był jej niezmiernie potrzebny i którego włączyła może 2 razy. A najlepsze były sprawy związków. Do mojego były pretensje że do mnie jeździ albo że ja u niego nocuję w jednym pokoju (nie w jednym łóżku) mimo że znaliśmy się wcześniej 3 lata, a ona przyprowadź chłopaka po tygodniu znajomości i jak matka jej niesie materac dla niego to wywala ją z krzykiem że ona jest już dorosła. I nagle spanie ze sobą przed ślubem stało się dla teściów cacy, bo przecież córunia jest cacy. Potem nawet mieszkanie przed ślubem stało się cacy bo córunia przecież zamieszkała. Potem utrzymywali ja i jej faceta przez 5 lat jak u nich mieszkał. Terroryzowała całe mieszkanie, teście nawet wiedzą że przesadzili z tym jak ją wychowali, wiem że nie raz mieli jej dosyć i czekali tylko aż wyjdzie za mąz i się wyprowadzi. Ze strony teścia często słyszałam takie aluzje że ma dosyć tego w domu. A facet? Tuż przed ślubem chyba przejrzał na oczy i znalazł sobie inną, więc moim teściom jeszcze pozostanie męczyć się z terrorystką do póki nie znajdzie się kolejny książę z bajki który się nie rozmyśli jak poprzedni.
Autor: eh  (2010-07-30 16:54:48)
-----
patrzcie ilu nas tu jest. wszyscy pokrzywdzeni, drudzy, gorsi.. smutne to:(
Autor: natka pietruszki  (2010-07-30 17:10:17)
-----
Hmmm... ja tez mam problem z siostra, a ona ma problem ze mna. Moi rodzice sa inteligentnymi i baaaaardzo wyksztalconymi ludzmi, ale e cos zrobili nie tak kiedy bylysmy dziecmy, poniewaz ja i moja siostra do dzis nie potrafimy nawiazac nici porozumienia i nie przepadamy za soba. Niby rodzice mowia,ze kochaja nas tak samo, ale w ich wypowiedziach zawsze tkwil maly podtekst, ze ja jestem lepsza od siostry (tj, ze mi nauka przychodzi duzo latwiej, ze jestem bardziej sprytna, bardziej przebojowa, ze kiedy znalazlam prace, to od razu taka, ktora byla wow! etc, etc), a z drugiej strony, ze sprawiam wiecej problemow. Az czasem mi zal siostry, bo zawsze byla w cieniu. Z drugiej strony, bedac w tym cieniu, zawsze byla blisko rodzicow, cos im szeptala na ucho i teraz rodzice w jednej rozmowie telefonicznej faworyzuja ja, a w drugiej mnie, na zasadzie..."nie mow siostrze, ale ona zrobila to, to i to zle..., tylko jej nie mow, ze ci powiedzialam...".
Autor: Rita  (2010-07-30 17:11:52)
-----
Doi Pani,która napisała o 11.01.51-kocha syna,a córki nawet nie lubi-to jest Pani córka,dlatego jest taka właśnie!!!
Autor: Prawdziwy facet  (2010-07-30 17:33:12)
-----
Chciałbym powiedzieć coś wszystkim, którzy byli lub są tymi "gorszymi" dziećmi (Tobie też Lilianno) - wyprowadźcie się jak najszybciej i jak najdalej od rodziny, zerwijcie wszelkie kontakty, nie odbierajcie telefonów, nie pomagajcie, zapomijcie o tym, że kiedykolwiek mieliście rodzinę, bo tak naprawdę nigdy jej nie mieliście. Tak będzie o niebo lepiej dla was. Pamiętajcie, że to oni podrzebują was, nie wy ich. Wy sobie świetnie bez nich poradzicie. Oni są już przegrani i próbują tę życiową klęskę zrzucić na was i tylko do tego jesteście im potrzebni. Zrobili sobie z was ofiarę.
Jedyne czego wy potrzebujecie, to dobrzy ludzie w okół was. I nic więcej. Znajdzie sobie dobrych przyjaciół i odetnijcie się od wszystkich toksycznych ludzi. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Zapamiętajcie sobie zasadę: daję tylko tyle miłości i szacunku, ile sam otrzymałem.
Do "ta gorsza" z 13:58 - utrzymywanie kontaktów z toksycznymi dziadkami działa tylko na szkodę dla Ciebie i Twoich córek. Sama widzisz, jak czujesz się w ich obecności. Znajdź lepsze towarzystwo dla córek i siebie, a od dziadków odseparuj siebie i je na zawsze.

Do ______ z 11:01 i "facet' z 12:44 - nieźle macie najebane w główkach. Nie dałbym wam nawet psa na jeden dzień. Jesteście nieudanymi i żałosnymi karykaturami ludzi. Gardzę takimi śmieciami jak wy.
Autor: T.  (2010-07-30 17:37:58)
-----
Ludzie no ja mam trójkę dzieci i kazde jest inne, dwie dorosłe córy i syna najmłodszego. Ja NIGDY bym nie stwierdziła, że któreś kocham więcej a któreś mniej. Co to za miłośc???Miłości do dziecka się nie dawkuje. Kocha się i już. Gdyby zdarzyo się coś takiego, że miałabym wybierać to nigdy bym nie wybrała. Kocham je wszystkie tak samo!
Autor: didi  (2010-07-30 17:39:50)
-----
To nie prawda, że nie można kochać wszystkich dzieci równo!!!!! To jakaś totalna bzdura. Mam troje dzieci, dwoje z pierwszego małżeństwa , córka lat 14, syn 13 i córkę z nowego związku prawie 2 latka. każde inne, wcale nie idealne i takie nie musza być.Czasami mnie złoszczą, denerwują, doprowadzają do obłędu ale Kocham ich z całego serca i niewyobrażam sobie jak można skrzywdzić własne dzieci faworyzując któreś z nich. Jak można być tak głupim i ślepym człowiekiem, że nie widzi się konsekwencji jakie to za sobą niesie.
Autor: Dorota  (2010-07-30 17:45:05)
-----
Ja jako dziecko też byłam gorsza. Kiedy miałam 6 lat urodził się mój brat. Rodzice nie radzili sobie z podziałem uwagi na dwoje dzieci. To na mnie krzyczeli kiedy młody coś przeskrobał, w końcu byłam starsza, powinnam być mądrzejsza i powinnam opiekować się bratem. On był uwielbiany, jako najmłodsze dziecko w rodzinie, ja bardzo szybko musiałam się odzwyczaić od bycia jedynaczką, poszłam w odstawkę. Ja miałam obowiązki, młody przywileje. Do dziś zresztą to widać. Jeśli młody chce jechać na wakacje - kasa się znajdzie, chce iść do kina - ciągnie od rodziców. Ostatnio nawet stwierdził (kiedy tata wreszcie mu powiedział , że jak potrzebuje kasy to niech idzie w wakacje zarobi, albo wieczorami niech rozwozi pizzę), że albo będzie studiował, albo będzie pracował. Wygodne, prawda? Ja jak nie miałam na buty na zimę to musiałam sobie stanąć w markecie i wciskać ludziom kity, mimo że byłam jeszcze wtedy przed maturą.
Dzisiaj jednak sytuacja wygląda nieco inaczej niż kiedyś. Mam własną rodzinę, z rodzicami widuję się średnio co dwa tygodnie, bo mamy do siebie kawałek. Rodzice mnie nigdy nie rozpieszczali, i to się nie zmieniło. Spłacamy z mężem kredyt mieszkaniowy, mamy stare meble i tapety na ścianach, ale i satysfakcję, że nikt nam niczego nie dał, sami sobie zapracowaliśmy i nikt nie będzie miał prawa nam niczego wypominać.Czasem nie ma co jeść trzy dni przed wypłatą, ale nie pójdę do rodziców prosić o pożyczkę. Mamy póki co jedno dziecko, i chyba więcej mieć nie będziemy, nie wiem czy dałabym radę traktować je sprawiedliwie, po równo, a skoro nie jestem tego pewna to chyba lepiej żebym miała jedno szczęśliwe dziecko niż gdyby miało być inaczej.
Młody nadal ciągnie od nich kasę, ale mnie to już mało obchodzi. Sami są sobie winni, dają sobie wchodzić na głowę.
Wiem tylko jedno. Bardzo trudno będzie się mu usamodzielnić, zresztą już to widać, bo nie potrafi liczyć na siebie.
Kto wie? Może nie ciekawe dzieciństwo nauczyło mnie w jakiś sposób życia?
Autor:  (2010-07-30 17:45:15)
-----
mam prawie 30 lat jestem mężatką prawie szczęśliwą mam 3dzieci kocham ich jednakowo , ale moja mama nie mam młodszego brata który też ma rodzinę oczywiście jego dzieci są piękne i dobre . mi mama powiedziała że jak się urodziłam to byłam bardzo brzydka a może jakiś rok temu że moja bratowa powinna być jej córką bo jest bardziej do niej podobna charakterem . staram się żyć normalnie ale czasem nie mogę już na to wszystko patrzeć , dla mnie też nie było pieniędzy na nic a moj brat miał kiedy chciał że to niby na bułki a kupował papierosy itd
Autor: ta zla  (2010-07-30 17:46:04)
-----
mam prawie 30 lat jestem mężatką prawie szczęśliwą mam 3dzieci kocham ich jednakowo , ale moja mama nie mam młodszego brata który też ma rodzinę oczywiście jego dzieci są piękne i dobre . mi mama powiedziała że jak się urodziłam to byłam bardzo brzydka a może jakiś rok temu że moja bratowa powinna być jej córką bo jest bardziej do niej podobna charakterem . staram się żyć normalnie ale czasem nie mogę już na to wszystko patrzeć , dla mnie też nie było pieniędzy na nic a moj brat miał kiedy chciał że to niby na bułki a kupował papierosy itd
Autor:  (2010-07-30 17:56:01)
-----
Natka....czy Ty nie masz na imię Ala?
Autor: możnaby tylko  (2010-07-30 18:36:00)
-----
dopowiedziec abyście nie byli takimi samymi rozdzicami. Fatalne takie przypadki faworyzowania wybranych dzieci.
Autor: juzwa  (2010-07-30 19:43:19)
-----
Autor: zee (2010-07-30 09:48:41)
-----
"to nie tylko rodzenstwo tak ma, jesli rodzice maja jedno dziecko to i tak zawsze znajda kogos z kim mozna je porownac, dzieci znajomych , kuzynostwo, jak ktos na sile chce zrobic przykrosc swoim dzieciom to zawsze znajdzie sposob. Jak ktos juz wspomnial niektorzy nie powinni miec dzieci"

a to akurat racja. rodzeństwa nie mam, za to mam o rok starszą kuzynkę. i odkąd pamiętam było zawsze "chuda Ania i gruba Juzia". Ania zawsze ładniej śpiewała, rysowała... kiedy chciała cokolwiek, wystarczyło, że uśmiechnęła się do mojej mamy i wymruczała "ciocia, a kupisz...??" i dostawała co chciała. ja słyszałam ewentualnie, że kupią mi na urodziny, imieniny czy święta. zawsze się lepiej uczyła (miała lepsze oceny bo jej matka była nauczycielką w szkole, gdzie wszystko działało na zasadzie przysługa za przysługę, więc dzieci nauczycieli miały najlepsze oceny). na każde święta dostawała najpierw ładniejsze zabawki, potem lepsze kosmetyki, markowe ciuchy czy perfumy. kiedy ją rzucił chłopak, było "jaka ty biedna, jaki on zły... chodź na zakupy, poprawimy ci humor", kiedy mnie ktoś zostawił, mogłam liczyć najwyżej na "nawet faceta nie umiesz przy sobie utrzymać, starą panną będziesz".
skończyło się tym, że nie bywam na większości imprez rodzinnych, albo po prostu wychodzę, kiedy przychodzi ona- bez faceta, bez dziecka, bez zainteresowań i pomysłu na siebie. a ja na szczęście mogę iść do przyjaciółki na kawę, czy z kumplami na piwo i nie musze wysłuchiwac jej użalania się nad sobą i zwyczajowego "jakaś ty biedna, jak nam cię żal" reszty mojej kochanej rodzinki...
Autor: Mała  (2010-07-30 20:18:42)
-----
Te wszystkie wypowiedzi dały mi wiele do myślenia. Jeśli ktoś nas krzywdzi, stajemy się smutni i zgorzkniali, często przelewamy to na naszych bliskich i tak stajemy się podobni do tych, od których tak bardzo chcieliśmy uciec. Nie wolno nie kochać własnych dzieci, nie wolno ich dzielić na lepszych i gorszych. To co posiejemy to i zetniemy, a pretensje potem kierujmy tylko do siebie.
Autor: ola  (2010-07-30 21:04:44)
-----
Tak Mała masz rację nie wolno nam wyróżniać dzieci jeśli mamy kilkoro. Powinnismy je wspierać , żeby wierzyły w siebie, będzie im latwiej żyć bo jeśli skrzywdzimy je będą nas nienawidziec . Ja też będąc dzieckiem nie zaznałam matczynej miłości, ja ani mój brat. Jako osoba dorosła mam problemy z podejmowaniem decyzji, nie wierzę w siebie. Dlatego kocham swoje dzieci nade wszystko i mam z nimi super kontakt, nie wyróżniam żadnego. Doradzam i wspieram, staram się nie krytykować.
Autor: Gosia  (2010-07-30 21:52:42)
-----
A u mnie ten problem trwa :(
Mam 16 lat i 3 starsze siostry. Dwie najstarsze nie mieszkaja juz z nami, trzecia (beata) w tym roku wyjezdza na studia, jestem wiec najmlodsza. Mama urodzila mnie w wieku 40 lat, rodzice juz wystarczajaco dali mi do zrozumienia ze bylam niechciana wpadka...
Jestem w najlepszym liceum w miescie beata skonczyla tylko 'dobry' ogolniak, zawsze mialam lepsze od niej wyniki w szkole, zostalam nawet przeniesiona klase wyzej bo bylam ponad poziom.
W tym roku sama zarabiam na swoje kieszonkowe, beata rowniez zaczela, z tym ze ona majac 19 lat, ja 16.
Nigdy nie zostalam przez rodzicow pochwalona, nigdy nie uslyszalam od nich 'kocham cie'.
Wczoraj powiedzialam ze bola mnie plecy a co uslyszalam? "Przestan marudzic, bez przerwy tylko twoje narzekania slyszymy" Dzisiaj nie moge sie ruszyc - mam problem z kregoslupem.
Moze faktycznie jestem dla nich za duzym ciezarem... Czesto choruje, jestem wg rodziny inna - gdy np za dlugo siedze u siebie w pokoju nie odzywajac sie do nikogo (czytam ksiazke!) slysze ze mam depresje napewno albo anoreksje.
Dzisiaj byla ogromna awantura bo wlaczylam telewizor. Lezalam u siebie z powodu plecow. Postanowilam cos ogladnac i ojciec z niebywalym krzykiem do mnie ze nie sprzatnelam czegos a za rozrywke sie zabieram. Ucieklam do siebie z placzem. Posprzatalabym gdybym do cholery mogla sie chociaz schylic :(
Nikt nie zdaje sobie sprawy ze nie przesypiam nocy. Co robie? Płacze... Tyle lat znosze juz ciagla krytyke... Kilka razy slyszalam rozmowe ktorej chyba mialam nie uslyszec... Byly to uwagi na moj temat prowadzone beze mnie. Dzisiaj pomyslalam ze nie chce przebywac z nimi w jednym domu, na studia uciekam jak najdalej.

Tyle sie mowi ze rodzina jest najwiekszym oparciem - dla mnie to najgorsze przeklenstwo ;(
Autor: Gosia  (2010-07-30 22:00:51)
-----
do Mała: "stajemy się podobni do tych, od których tak bardzo chcieliśmy uciec" ? Za kazdym razem gdy rodzice sprawiaja mi bol powtarzam sobie ze nigdy nie bede taka jak oni i mam nadzieje ze mi sie uda.

do ola: tylko pozazdrościc Twoim dzieciom wspanialej matki
Autor: ech, szkoda mi was....  (2010-07-30 22:20:39)
-----
to przykre, co przeżywacie... mam jedno dziecko, ale gdybym miała więcej, nigdy bym nie dzieliła miłości na "mniejszą" i "większa" .. ja mam 4 siostry, owszem - jedna z nich jest ulubienicą mamy, ale wszystkie jestesmy juz dorosłe, mamy swoje rodziny... nic nas nie skłóciło na szczescie, mamy dobre kontakty, dzwonimy, razem spędzamy urlop, odwiedzamy się... czasem sobie za plecami pożartujemy, ze "ta jedna" znów cos od matki wytargała "gratis", ale w sumie nam to nie przeszkadza... ona najwięcej się matką opiekuje, a poza tym - mają prawie identyczne charaktery i osobowości, my - reszta rodzenstwa - jestesmy zupełnie inne.. moze to naturalne, ze więź łączaca matkę z jedną z córek jest silniejsza, jesli są tak bardzo do siebie podobne?
Autor: katiusza  (2010-07-30 22:23:10)
-----
Żeby czuć się gorszym nie trzeba koniecznie mieć rodzeństwa. Ja jestem jedynaczką, ale od zawsze byłam inna... córka nieakceptowanej synowej, bo pochodzącej ze wsi z rolniczej rodziny i biednej. Zawsze dostawałam gorsze prezenty, nie zauważano mnie. Byłam gorszą wnuczką dla matki mojego ojca. Raz dostałam od niej prezent. Było to 50 gr. Starczyło na lizaka... porażka. Nawet ojciec nie był na początku zadowolony. Chciał syna, urodzila się córka. Podobno długo się przekonywał co do mnie. Gdy umarł, zostałyśmy z mamą same. Było kiepsko (kasa). I nadal jest różnie. Miałam wg. rodzinki skończyć na liceum lub z brzuchem. Kończę... studia magisterskie. Bez niczyjej pomocy. Sama dałam sobie radę. Rodzinie niewiele zawdzięczam, no moze poza jednym - samozapaciem. Wszyscy lepsi ode mnie (wnuczęta) skończyli naukę na szkołach średnich, mieli probemy z prawem. A ja cieszę się, bo utarłam im wszystkim nosa. Jestem kimś i wiem, że polegać mogę tylko na sobie. Nie zmienia to jednak faktu, że z przyjaźniami kiepsko mi idzie. Bo jak komuś zaufać? Dlatego mam niewielu przyjaciół, ale za to prawdziwych.
Autor: Kinga  (2010-07-30 22:32:29)
-----
Zapomniałam napisać. Moja mama często mnie porównywała do koleżanki, a bo Kaśka to z tego lepsza i z tamtego lepsza a bo świadectwo z paskiem. Kiedyś w którejś klasie podstawówki pamiętam że zwróciłam jej uwagę że źle się z tym czuję, że mnie porównuje, nigdy więcej nie usłyszałam słowa porównania, chociaż z tą Kaśką byłyśmy jeszcze razem i na studiach i w liceum. Myślę że po prostu nie wiedziała że tak nie powinno się robić. Najśmieszniejsze jest to że matka Kaski porównywała ją ze mną nie tylko w szkole ale nawet jeszcze na studiach
Autor: także jestem tą gorszą  (2010-07-30 23:21:10)
-----
jestem gorsza od mojej młodszej siostry. To ona zawsze była najcudowniejszym dzieckiem. Ja zawsze wszystko robiam źle. Wyjechałam za granice, bo chciałam być jak najdalej mojej rodziny, dla której jestem tylko czarną owcą. Nawet dzwonić mi sie nie chce, bo i tak nie mamy o czym rozmawiać, a po co mam słuchać jaka to moja siostra jest wspaniała.
Przez moją matkę stałam sie osoba bardzo krytyczna w stosunku do innych. Nie potrafię tego zmienić. Niestety...
Autor: ania  (2010-07-31 00:29:04)
-----
Przykre jest to, ze rodzice czasem swiadomie faforyzuja swoje dzieci... Jak widac w zyciu niestety czesto sie zdarzaja takie sytuacje.
DO GORSZYCH!!! Wyciagnijcie wnioski i nie popelniajcie takich samych bledow!!! badzcie wspanialymi rodzicami kochajcie swoje dzieci po rowno a zycie wam sie odwdzieczy :)
Mam 30 lat i juz dawno nie mieszkam z moimi rodzicami.Mam trojke rodzenstwa i oczyswiscie tez jestem ta gorsza.Ucieklam zagranice,bo chcialam byc jak najdalej od matki! Mam kochana coreczke i wspanialego meza osiagnelam naprwde duzo i jestem z tego szalenie dumna i niestety im wiecej osiagne i wiecej od starszego brata tym bardziej czuje, ze fakt, ze jestem ta gorsza nadal sie utrzymuje.Od mojej matki nigdy nie czulam milsoci dopiero jak mialam 25 lat uslyszalam slowo kocham cie !!! Mysle jednak, ze bylo to zdecydowanie za duzo dzis mam problemy z okazywaniem uczuc,ale walcze z tym i staram sie byc wspaniala mama dla mojej corki!!!Przytulam ja czesto glaszcze po glowce jak zasypia.Jak wracam z prcay zawsze daje jej buziaki i mocno sciskam.Moja corka ma trudny charakter,ale duzo rozmawiamy,bo nei chce popelnic tych samych bledow co moja mama!!!Dam mojej corce duzo milosci,bo ja jej nie dostalam.Na szczescie zycie mi sie odwdzieczylo za cierpienie ktorego doznalam i mam wspanialego meza kochajacego i przekochana corke.Dopiero maz nauczyl mnie czym jest milosc i jak ja okazywac matka zrobila mi krzywde,ale staram sie walczyc z tym przykrym doswiadczeniem.Marze o synku lub corce i wiem, ze moja milsoc bedzie taka sama, bo wiem, ze tak naprawde rozmowy i czulsoci moga miec pozytwyne skutki w przyszlosci.
Ja nie mialam latwego charakteru czesto sie buntowalam, klucilam sie mama.Njagorsze jest to, ze mimo zlego traktowania potrfaie jej wiele wyczaczyc.Skrzywdzila mnie bardzo tak naprawde nie powinnam sie do niej odzywac a mimo to moje uczucia nie pozwalalja mi myslec zle ...Jak bylam nastolatka potrafila mnie bic wyzywam od s****ki itp... Jak wychodzilam ze znajomymi na impreze zawsze sie smiala, ze wygladam jak LEJDI inaczej jak pieknisia i zawsze sie glupio podsmiechywala.Zawsze mialam duzo znajomych do dzis tak jest i najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, ze moi pryzjaciele to moja rodzina moj maz i corka.
MIeszkam zagranica i mam tutaj siostre,ale nie mam z nia kontaktow,bo kilka lat temu poklucilysmy sie i najgorsze ejst to, ze moja mama doskonale wie o tym,z e to jej wina a mimo to ja jeszcze bronila!!! Wszyscy w kolo mowili, ze zle sie zachowala a i mimo to ona ja tluamczyla.
Ja zawsze bylam ta gorsza,ale jak trzeba pomoc to wie gdzie zadzownic.Jak mlodszy brat szukal pracy tow iedziala gdzie zadzownic.Jak potzrebowala pomocy to zawsze ja !!!
Wyejchalam zagranice i jestem tutaj szczeslwia nie musze jej czesto odwiedzac i rozmawiam z nia kiedy chce a wlasciwie czesciej moja corka.
Tak naprawde mama mojego meza jest dla mnie jak kochajaca mama.Jest bardzo ciepla kobieta i dzieki niej moj maz jest wspanialym czlowiekiem i mimo ciezkiego charakteru potrafila dac mu wiele milosci.Maz ma tez rodzenstwo i wszystkich tak samo traktuje to mi sie strsznie w niej podoba :) Jak jest sprawiedliwosc to jest tez szacunek.U mnie w domu nigy tego nie bylo dlatego ja stworze dom w ktorym bedzie zawsze na pierszym miejscu PRAWDZIWA MILOSC !
Autor:  (2010-07-31 00:35:00)
-----
chcialam jeszcze napisa,ze oosby, ktore sa zle traktowae i ciagle do kogos porownywane to maja w przyszlosci problem z okazywaniem uczuc lub problem z budowniem kochajacej rodzinyy,ale nie poddawajcie sie walczcie z tym!
Autor: konwalia  (2010-07-31 00:56:37)
-----
Rzeczywciscie duzo nas, tych gorszych. Chetnie wybaczylabym mojej juz zmarlej matce, ale te rany zawsze wychodza na wierzch.
U mnie w rodzinie bylo tak ze ojciec (dosc niekonsekwenty w wychowaniu, karaniu itp) nie zawsze traktowal nas rowno, ale jestem pewna ze kocha cala 3 tak samo, ma duzo wad, popelnil mase bledow, ale chociaz kochal nas swoja nieudolna miloscia.
Problem byl z mama: wg. niej to ja bylam zlem wcielonym a moje rodzenstwo aniolami, zachowywalam sie coraz gorzej zeby tylko zwrocila na mnie uwage, bo zazwyczaj traktowala mnie jak powietrze. Oczywiscie to siostra byla ta cudowna, grzeczna i utalentowana - to z nia mama sleczala nad lekcjami. Mi nikt nie chcial pomoc, prosilam mame o zeby mi wytlumaczyla to mnie zbywala i tak zaczely sie moje problemy z nauka. Dzisiaj patrzac na to moge smialo powiedziec ze jestem dzieckiem zaniedbanym. Matka nigdy nie chwalila mnie gdy robilam cos dobrze, za to lanie mnie za zle zachowanie (wszystkim co bylo pod reka, i nawet po glowie) i opr na kazdym kroku byly na porzadku dziennym.
Do dzis slowo mama sprawia mi bol i ogolnie kojarzy sie z ta gniewna i zimna kobieta.
Ciezko pozbyc sie tego kompleksu nizszosci. Ale staram sie nie brac przykladu z rodzicow i nie nienawidziec nikogo, nie pluc jadem na okolo, kazda zyjaca istota zasluguje na szacunek i zrozumienie.
Autor: MIO MIO  (2010-07-31 08:25:44)
-----
Moja mama ma czworo dzieci i jak znajoma, która ma jedno dziecko powiedziała jej, że ona bardziej kocha swoją córkę bo ma ją tylko jedną, to moja mama zaśmiała jej się w twarz i powiedziała, że ręka ma pięć palców i utrata któregoś z nich tak samo będzie bolała. Moja mama starała się najlepiej jak mogła aby nas tak samo traktować, choć każde z nas było inne i miało potrzeby inne. Wiem że moja siostra najstarsza miała wszystko nowe a ja jako ta trzecia w kolejce miałam zawsze stare i poniszczone... ale co z tego? Dorosłam i zrozumiałam że starała się najlepiej jak mogła, sobie wszystkiego odmawiając...
Autor: scholastyka  (2010-07-31 08:30:14)
-----
DO TEJ Z 11.01
jesteś okrutną złą matką, złym, egoistycznym człowiekiem, ty nie kochasz swego żadnego dziecka, ty kochasz siebie, swoje geny w swym dziecku i na to wystarczy ci jedno.....jest duże zagrożenie, że twój syn, wychowywany przez taką matkę, nie wyrśnie na wartościowego człowieka.....córkę też zniszczysz, już ją niszczysz, cały czas.....podły okrutny babsztyl
Autor: Rita  (2010-07-31 10:54:07)
-----
Opiekowałam się mamą przez 5 lat,gdy chorowała.Rodzeństwo od
czasu do czasu wpadało-ale żeby pomóc mnie? W życiu! Oni mieli
swoje rodziny,ja tylko mamę i pracę.Potrafili tylko udzielać mi rad,
albo wrzeszczeć(to brat).Gdy wyjeżdżałam np.na weekend,mama
najpierw mnie prosiła,bym jej nie zostawiała,potem wyzywała od dzi-
wek albo lepiej.Brat miał się zająć mamą albo ojciec-po powrocie
zastawałam taki syf w mieszkaniu,że przez tydzień musiałam porząd-
kować-bo przecież ja jestem od tego.Miałam 30 lat i byłam przekonana,że bez rodziny sobie nie poradzę.Gdy wyprowadziłam się z domu,obrazili się na mnie.Na moim ślubie był tylko ojciec i siost-
ra-raczej z ciekawości.Od rodziny nie dostałam nic.
Autor: Faworyzowana  (2010-07-31 10:58:40)
-----
Witajcie,

Ja z kolei jestem "tą lepsza" "najpiekniejsza i najmadrzejszą"....brat byl kozlem ofiarnym,na ktorego ojciec przerzucal swoje komplsksy bezkarnie...dzisiaj nie ma go w Polsce, wyjechal za granice wiele lat temu i rzadko przyjezdza. Naszą rodzine mozna okreslic jako "patologiczną" w pewien sposob mimo ze na zewnatrza zawsze wszystko bylo "pieknie ,ladnie grzecznie"...trzymalam sie ojca bo matka zawsze byla chlodna i malo sie nami zajmowala,malo ja obchodzilismy,ojciec czasami- rzadko lae wykrzesal troche uczucia dla mnie bo dobrze sie uczylam i bylam ladna, wiec mogl sie mna pochwalic...dziki temu czulam sie zauwazana,staralam sie miec zawsze piatki.Brat przeciwnie -byl po prostu soba i dlatego byl ganiony przez ojca.Te zlosc ktora w sobie nosil - wyladowywal na mnie- bil mnie ,znecal sie...mialam wiec brata- wroga, matke ktora ma wszystko gdzies (wraca z pracy i nie chce miec nic na glowie -zwlaszcza glupich bahorow)...i ojca ktory mnie uwaza za siudmy cud swiata-bo moze sie mna chwalic i ....zerowe poczucie wlasnej wartosci dzisiaj,nerwice ,fobie spoleczną,depresje...niezaleczony lek, spieprzone relacje z rowiesnikami,nieudane zycie zawodowe,beznadziejne relacje z rodzina ,z bratem zadnej- mimo ze mam tylko jego...on odcial sie od rodziny dawno temu,ja bylam z nimi dlugo-przeplacilam to zdrowiem...dzisiaj nie mam nic wlascie wartosciowego od nich....
Autor: baba  (2010-07-31 11:21:03)
-----
Mój brat zawsze był ulubieńcem mamy i zawsze pięcioro reszty rodzeństwa było tego świadome. Tak się złożyło, że w pewnym czasie opowiedział się po stronie żony i syna, bardzo zawiódł naszych rodziców. Czasami tak bywa, wiemy, że ma swoją rodzinę, swoje życie, ale żal pozostaje.
Autor: reti  (2010-07-31 12:11:23)
-----
A ja powiem tak. Cieszcie sie jesli trafilo sie wam wlasnie takie dziecinstwo. Dlaczego? Bo silne osobowosciowo dziecko na przekor wlasnie bedzie sie uczyc i starac. To uwielbiane, rozpieszczone ma gorszy start w zycie bo mysli ze wszystko mu sie nalezy, ze kazdy bedzie mu nadskakiwac. Potem rozbija sie o brutalna rzeczywistosc. Podczas gdy dziecko nie uwielbiane radzi sobie duzo lepiej w doroslym zyciu. Moim zdaniem rodzice krzywdza dzieci taka glopias postawa ale jescze bardziej krzywdza to, ktore faworyzuja.
Autor:  (2010-07-31 12:24:43)
-----
DO RETI

Masz swieta racje dokladnie tak jest Moja siostra mlodsza zawsze byla ta madrzejsza bardziej ambitna a ja ta niegrzeczna i mniej ambitna weglug moich rodzicow.W rzeczywistosci jestem bardzo dobrym czlowiekiem wrazliwym osiagnelam juz wiele a mam dopiero 30 lat.Zaszlam w ciaze majac 23 lata a ta moja lepsza siostra miala 20 zawiodla rodzicow niepotrafi zyc sama ciale mieszka z rodzicami.Ja natomiast mieszkam zagranica sama z mezem i dzickiem mam dobra prace planujemy budowe domu i wiem, ze soobie poradze w zyciu,bo jestem bardzo silna osoba mimo, ze latwo mnie zranic mam tez twady tylek!Teraz kiedy patrze na zycie mojej siostry ciesze sie, ze tak mnie wychowano, bo dzieki temu stalam sie bardzo silna osoba.Dzieki temu, ze wyszlam z domu wczesnie poznalam swoje prawdziwe oblicze.Nie jestem wcale zla nie jestem wcale brzydka... itp.... Zycie bez matki pokazalo mi, ze jestem bardzo wartosciowym czlowiekiem i wiem jedno, ze nikt i nic mnie nie zniszczy, bo jestem silna
Autor: marlut  (2010-07-31 12:29:32)
-----
wpis z 12:11 -święta racja.
Autor: jaaaaaaaaaaaa  (2010-07-31 13:51:17)
-----
mam 19 lat, i dowch braci, obydwaj sa super mimo tego ze to ja sie najlepiej ucze, toja jestem grzeczna, lojalna itp.a oni maja na koncie wiele kradziezy rozbojow..... nienawidza mnie daletgo ze ejstem dziewczyna i nie rozmawiam z nimi o chlopskich sprawach, moja mama tez jest chlopczyca i jej glownym celem jest to by sie im przypodobac, czesto moim kosztem. dodam tylko ze przez to nie ide na studia bo przeciez dla mnie szkoda kasy a dostalam sie na bardzo dobre studia. do tego nie mam zadnej kasy na ciuchy, ubieram sie na szmatach (chociaz tam mozna znalezc czesto fajne ciuchy i dobrej jakosci, gorzej z jeansami) .mimo tego ze nigdzie nie chodze to ja wedlug nich jestem szmata itp:/ a nawte niemam chlopaka bo w koncu kto chcialby kogos tak zaniedbanego. gdybym tylko dostala jakakolwiek prace, wyprowadzilabym sie i nigdy wiecej nie wracala.
Autor: malyidiota  (2010-07-31 13:56:15)
-----
u mnie jest też straszna sytuacja, nie ja jestem gorszym dzieckiem, ale moj maż jest gorszym dzieckiem. jako dziecko bardzo chorował, a opiekując się nim teściowie zapomnieli o starszej córce, ta sie wkońcu kiedyś upomniała o swoje i od tamtego czasu jest jej wynagradzana obojętność. z tym, że jak na moje oko zbyt przesadnie, dziewczyna ma ponad 25 lat, a wszystko robi najlepiej, jest najmądrzejsza i najpiękniejsza, a moj mąż to zwykły buc. wyzwiska nieraz leciały w jego stronę, w mojej obecności, już nawet ja chcialam się "wkupić" w łaski teściowej, niech nas zobaczy w innym świetnle, skonczyłam szkołę, z bardzo dobrymi wynikami (zdecydowalam sie na studia po slubie), mam wspanialego synka, ostatnio bylo o nas dosc glośno w gazecie regionalnej, robilam wszytsko- na nic... nawet nie uslyszalam "jestem z Was dumna" nie wiem co bysmy musieli zrobic aby być choć odrobinę tak dobrzy jak siostra męża. zaczynam już wątpić, czy kiedykolwiek to nastąpi.

naprawdę apeluję do rodziców, nie jako dziecko, ale jako bliska osoba "dziecka" krzywdzonego i oglądająca jak on cierpi, nie róbcie tak, to naprawdę zostaje na psychice, to jest chore...
Autor: Mariola  (2010-07-31 14:19:29)
-----
Jedyna rada w takiej sytuacji to zaakceptować ten fakt że brat lub siostra są tymi lepszymi..........i żyć własnym życiem omijać rodzeństwo i rodzinę szerokim łukiem, dwa razy do roku na święta godzinka lub dwie i to wszystko.......nie ma innej rady, trzeba ratowac siebie i swoją rodzinę, pamiętajcie do miłości nikogo zmusić nie można, i żadne tłumaczenia, łzy, grozby, żale, lamenty, wypominanie, na nic się zdadzą, stracicie tylko parę lat życia i przypłacicie nerwicą, lękami, nerwami i stresami, mój mąż jest gorszym dzieckiem, moi teściowie pomagają córce na każdy możliwy sposób a mój mąż musi radzić sobie sam , kilka lat stracił na wypominaniu im tego, kłótnie, pretensje i tylko utwierdził ich że jest rzeczywiście synem wyrodnym bo przecież córka nigdy do nich o nic pretensji nie miała a syn ciągle się czepia, także teraz juz mamy luz, pogodziliśmy się z tym oboje, i już nas to nie boli, to ciężka praca nad samym sobą ale warto się pomęczyć, rodziców nie zmienimy ale możemy zmienić swoje podejście do nich, koniec żebrania o miłość, dajcie sobie na luz, szkoda życia!
Autor: Aga  (2010-07-31 14:33:18)
-----
A potem wszelkie zdziwienie i oburzenie społeczeństwa skąd tyle starszych ludzi w domach opieki.......właśnie stąd.......
Autor: marlut  (2010-07-31 14:42:35)
-----
wpis z 14:19 święta racja.
Autor: MARLUT  (2010-07-31 15:07:00)
-----
ja też się odseparowałam.wizyty 2 razy do roku bardziej z musu,właściwie dla dzieci.z ojcem kontakt super.z matką pożąl się boże.jescze teraz chociaż mam 36 lat -ona próbuje się wtrącac w wychowywanie moich dzieci itp.dlatego ograniczyłam kontakty do niezbędnego minimum.z bratem mam kontakt super chociaż to on był jej synkiem.ale teraz on mieszka 100 km od niej (mądry facet),ma wspaniałą dziewczynę,cudownych,ciepłych ,przyszłych teściów.oczywicie żadna dziewczyna nie była doś dobra dla niego ,ale on to olał i żyje po swojemu.a moja psyche jest super mocna.pozdrawiam wszystkich .wiem ,że matka tak samo była traktowana w swoim domu jak mnie traktowała.ale ceszę się ,żę mam 2 cudownych synów,bo gdyby była córka to pewnie skończyłoby się to terapia u psychologa,żeby przerwac to błedne koło.
Autor: taka sobie kobieta  (2010-07-31 16:34:16)
-----
A ja mam dwoje rodzeństwa, moja siostra zawsze była tą gorszą, pamiętam że jako dziecku rodzice dawali jej to TROCHĘ odczuć ale raczej nieświadomie. Najgorzej z nas 3 się uczyła , od dziecka była nieśmiała, skryta, bez własnego zdania - za przeproszeniem taka "dupa wołowa", już w liceum wiecznie pocieszała sie słodyczami i utyła do tego... jako dorosła nie miała w ogóle powodzenia a jak juz kogoś poznała, to wykorzystywał jej ufność i oddanie... ja ją ostrzegałam, ale ona się darła, że ja sie nie znam ,on ją kocha itd. a to ja jednak zawsze miałam rację... ja, młodsza od niej (piszę to obiektywnie - ładniejsza i studiująca "lepszy" kierunek na lepszej uczelni) znalazłam szybko miłość, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko. Ona była zazdrosna ale to nieźle ukrywała. aż do czasu... kiedyś (z własnej inicjatywy, podkreślam) opiekowała sie moim dzieckiem przez kilka godzin i zemściła się. Zbiła dziecko i to mocno- dwulatka. nie wiem jak go biła, tłumaczyła się ze dostał owszem "pare klapsów" bo był bardzo niegrzeczny , a tak to spadł z ubikacji na kafelki w łazience bo na chwile się odwróciła , i dlatego ma siniaki na nogach rękach, miał czerwoną całą pupę... ale on od tamtego czasu synek bał sie jej panicznie, ja wiem że ona go pobiła, bo i ona się od tego czasu odsunęła i nas unikała zwłaszcza mojego męża... suka !!!!!!!!!!! na szczęście prześwietlenie czaszki nie wykazało absolutnie żadnych obrażeń. a nie będę się z nią o to wlec po sądach bo to kosztowałoby mojego ojca chyba życie - jest chory i nie wie o tym. tylko wie, że już nie mamy kontaktu, żadnego, ale nie wei dlaczego tak naprawdę.
Autor:  (2010-07-31 16:38:47)
-----
U mnie w rodzinie faworyzowania nie było, przynajmniej ja tego nie odczuwałam, mam siostrę i brata z którymi mam wspaniały kontakt, widzimy się minimum raz w tygodniu a dzwonimy do siebie prawie codziennie. Pomagamy sobie jak tylko możemy. Ale u mojego męża w rodzinie jest trochę mniej kolorowo. Moja teściowa faworyzuje swoja córeczkę , a to niby z tego powodu że jest mniej zaradna życiowo. Szkoły nie skończyła a to dlatego bo nie miała głowy do nauki, od męża wymagano co najwyżej 4 na studiach. Pomimo że ma 24 lata nadal jest na utrzymaniu rodziców, owszem pracuje ale całą wypłatę wydaje w przeciągu jednego dnia a potem biedulka a to nie ma na bilet a to na inne rzeczy. Mężowi zawsze kazali oszczędzać bo nie wiadomo co się w zyciu przytrafi, córeczka oszczędzać nie musi bo i po co??? Boli mnie że własna matka potrafi krzywdzić własne dziecko, sama obecnie jestem teraz w ciąży i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie jak tak można. Można kochać nierówno swoje dzieci ale nie trzeba tak jawnie okazywać , że to jest gorsze a to lepsze. Przez to wszystko moja teściowa popsuła relacje między nimi, bo warczą na siebie przy każdej okazji. Jedno drugiego jak by mogło to by w kosmos wystrzeliło. Czy tak powinno traktować sie rodzenstwo???? Mi sie to w głowie nie mieści bo w mojej rodzinie czegoś takiego nigdy nie było , dlatego tak trudno jest mi sie teraz pogodzić z tym na co musze codziennie patrzec.
Autor: Zwykły_koleś  (2010-07-31 16:57:24)
-----
Ja też w rodzinie byłem gorszym dzieckiem - chociaż byłem starszy i miałem o 1,5 roku młodszego brata.
Rodzice obchodzili się z nim jak z jajkiem, skakali wokół niego jak wokół skarbu. Całe życie mu na wszystko pozwalali i w końcu mając 19 lat stał się tym, kim jest dzisiaj.
Chamskim, niekulturalnym, egoistycznym i równie próżnym materialistą, dla którego marka ciuchów jest ważniejsza od wartości jaką ma w sobie człowiek.
Mama popychała go i pomagała mu z całych, swoich sił, żeby miał jakiekolwiek wykształcenie - będąc w technikum informatycznym, w ogóle nie odrabiał lekcji, nie uczył się, pakował się rano na 10 minut przed wyjściem do szkoły, żył w totalnym syfie. Gdy ledwiuśko skończył 2 kl.(mając średnią chyba 3,0 i tak naciągane, gdyż mama znała większość jego nauczycieli), ze strachu, że syneczek sobie nie poradzi, przepisała go do zaocznego liceum dla dorosłych. Mając 18 lat, nie pracował, leżał w domu na d...., bo nawet nie pomagał przy prowadzeniu gospodarstwa domowego, a wobec mnie oczekiwali, że będę jednocześnie zarabiał na studiach dziennych, sam się utrzymywał i jeszcze im dorzucał. Nawet maturę ustną mama mu napisała.
Gdy już dostał pracę 400 km od domu to ja musiałem z nim jechać i na miejscu byłem zmuszony do szukania pracy i stancji, bo on się boi szukać ogłoszeń i nie umie.
Jeszcze w dodatku chciał, żebym całą swoją wypłatę przeznaczył na wynajem, bo on chce sobie kupić markowe ciuchy na topie(ja chodziłem w ciuchach z przeceny albo z lumpeksu). W końcu powiedziałem dosyć i się skończyło niańczenie dorosłego człowieka.
Autor: DOROTA z Zab.  (2010-07-31 17:52:02)
-----
Jestem juz bardzo doroslym czlowiekiem. Tez bylam tym gorszym dzieckiem, a bylo nas troje. Ja jestem najstarsza. Do mnie byly stale pretensje o wszystko. To ja mialam zdechonac z glody i zgnic z brudu,byc nikim.[Zadne z tych proroctw nie spelnilo sie]. Takie slowa stale slyszlam. Stale krytykowana za wszystko, obgadywana do rodziny i znajomych, cierpialam i cierpie do dzisiaj z tego powodu. To jest cos, co pamieta sie przez cale zycie i chociaz ma sie juz swoje dorosle dzieci i czlowiek chce zapomniec, to stale wraca. BOLI BARDZO.Ze swoim rodzenstwem zyje w zagodzie, ale mimo zgody, cos jest nie tak w moich kontaktach z nimi. Inaczej wygladaja kontakty brata z siostra, a inaczej to wygladaja ich kontakty ze mna. Niby wszystko gra, ale brak w tym szczerosci.Jezeli ktos z was ma wiecej niz jedno dziecko, to niech kocha wszystkie swoje dzieci jednakowo. Kazde z nich ma w sobie cos takiego za co je warto kochac, kazde jest inne i o tym trzeba pamietac,a najlepiej je kochac za to, ze sa,poniewaz mozna zadac dziecku rane. ktora boli czlowieka przez cale zycie i na cale zycie zostawia slad.Moj post jest troche niskladny, ale piszac bardzo denerwuje sie wspomnieniami, to jest bardzo odlegle, ale jednoczesnie stale bliskie.
Autor: a ja kocham tak samo  (2010-07-31 17:56:42)
-----
Mam drugą córkę pierwsza ma 8 lat a druga prawie 5 miesięcy. I widzę, że mimo tego, że są inne to pierwszą córkę jak była w jej wieku darzyłam takim samym uczuciem. Powiem, że nawet więcej uwagi jej poświęcałam, bo nie miałam doświadczenia i więcej uczuć okazywałam, bo teraz się boję ciągle się z młodszą bawić, żeby starsza nie była zazdrosna. Ale co do uczuć to były wręcz identyczneeee!!!!!!!!!! I nikt mi nie powie, że każde dziecko kocha się inaczej, taki ktoś widocznie nie jest zdolny do prawdziwej miłości tylko jest ograniczoną kwoką.
Autor: ziomek  (2010-07-31 20:20:22)
-----
U mnie bylo tak ze ojciec bardziej kochal i kocha moja starsza siostre a mnie juz tak bardziej unikal ale za to mama bardziej kocha mnie mimo ze siostra wiecznie lepiej sie uczyla odemnie i lepiej jej sie powodzilo w zyciu niz mi ja raczej jestem leniwy ale bardziej zdolniejszy no i czesto mam pecha. Teraz gdy doroslem to mnie tam tak bardzo nie obchodzi kto kogo bardziej kochal w dziecinstwie
Autor: ella  (2010-07-31 21:11:23)
-----
Autor: ____ (2010-07-30 11:01:51)
az mnie zabolalo co napisalas jak tak mozesz ...? nie osadzam cie ale okrutne jest to co napisalas..
Autor: :)))  (2010-07-31 21:14:59)
-----
PAMIETAJCIE KOCHANI.. ZE PRAWDZIWA MILOSC JEST BEZINTERESOWNA N9IE KCHA SIE KOGOS ZA COS A ALE ZA TO ZE JEST... MILOSC BEZWARUNKOWA... TEGO ZYCZE WAM WSZYSTKIM.. PRZEBACZCIE SWOIM MATKOM SIOSTROM BRACIOM ITD NIE WARTO ZYC W NIENAWISCI WIEM ZE TO BOLI TEZ JESTM TA Z GORSZYCH DZIECI ALE WYBACZYLAM DZIS NAPISALAM MAMIE ZE KOCHAM JA I AKCEPTUJA TAKA JAKA JEST..)) NIC NIE ODPOWIEDZILA.. MAMA NADZIEJE ZE ONA MNIE TEZ.. ALBO PRZYNAJMIEJ COS ZROZUMIE PRZEPRASZAM ZA DUZE LITERY:)
Autor: gong gong  (2010-07-31 21:34:55)
-----
Internet jest cudowny i zmieni świat. Kiedyś ludzie mieli zupełnie zawężoną świadmość, byli zamknięci we własnych środowiskach, nie było żadnego rzeczywistego obiegu ideii. Większość Waszych wpisów jest piękna - bo pokazuje, że coraz więcej i więcej ludzi rozumie czym jest miłość, jej bezwarunkowy charakter.

I wszystko co złe minie. Kiedyś był piekielny krąg powtarzania ciągle tej samej historii, nieświadomi, zagubieni ludzie wychowywali nieświadomych ludzi (nawet jeśli była to tzw. bardzo dobra rodzina). Teraz my wszyscy przerywamy ten zaklęty krąg. To na naszych barkach spoczywa by nigdy więcej nie było smutnych, zrozpaczonych ludzi, zrozpaczonych i smutnych, bo nie czuli się nigdy przez nikogo całkowicie, bezwarunkowo kochani, albo w ogóle, choć troszkę kochani. Sądząc po większości wpisów, ale też po rzeczywistości wokół, idzie nam dobrze :) I tylko jedna uwaga, sorki, jeśli chcemy siać miłość,
to nie możemy wylewać kubłów pomyj na ludzi o niskiej świadomości, zupełnie zagubionych, jak mama z 11 zero coś tam. Ta mama/ Ty mamo nie możesz gdzieś w głębi, w Twoim prawdziwym matczynym sercu, czuć się dobrze z tym, że myślisz, że nie kochasz córki. Nie dajesz sobie rady i ukrywasz to pod niemądrymi zdaniami. Poczujesz się wolna, piękna i cudowna, gdy zrozumiesz jak bardzo Twoja córka zasługuje na miłość, jak bardzo jest jej godna.

Autor: gong gong  (2010-07-31 22:03:33)
-----
c.d. Coś się samo wysłało. Może znak, żebym za dużo nie gadał :) Ale chciałem dodać tylko, że to nie są teorie. Mam trochę lat, dwójkę nastoletnich dzieci. Sam zmagałem się z brakiem miłości w domu Rodziców. Potem zmgałem się z tym, że nie potrafiłem kochać Córki (pasierbicy) tak bezwarunkowo i całkowicie jak biologicznego Syna, czy w ogóle kochać, bo miałem kosmiczne poczucie winy wobec Syna, że zafundowałem mu życie w rozbitym domu. To był koszmar. Widziałem to i jak patrzyłem na siebie to chciało mi się rzygać. Nie mogłem cały czas na to patrzeć, bo znienawidziłbym się doszczętnie i zabił. Ale pracowałem. I w końcu mniej więcej pojąłem czym jest miłość. Jeszcze mam sporo braków, ale już troszkę kosztuję jej cudownych owoców. Zrozumiałem Rodziców, wybaczyłem im bezwarunkowo, kocham ich. To jest cud, całe życie z nimi, gdy mieszkaliśmy razem, to była jedna wielka kłótnia, nigdy nie gasnący konflikt. Dzisiaj kocham widzieć i wiedzieć jak się kochają. Zawsze kochali się, ale teraz pozbyli się głupot i zbędnych "dodatków" do miłości - osądzania, oceniania, dowodzenia tzw. swojej słusznej racji.Tacy są i zawsze w środku byli, kochani i kochający, choć sami tego nie wiedzieli (no a ja to już zupełnie). Wiem także, że moją małą cegiełką w tym było uwolnienie ich od mojej nienawiści, żalu, obwiniania. Pokochałem Córkę (nie tak jakbym chciał, ale jeszcze nikogo nie kocham tak jakbym chciał, doskonale, krystalicznie czysto, idealnie, ale uczę się, jak my wszyscy, i wierzę, że nauczę się, jak my wszyscy). Ostatnio też zakosztowałem cudu. Pokazałem Córce jak przebaczyć Jej Ojcu, temu pierwszemu, który Ją porzucił fizycznie i emocjonalnie, z czym nie dawała sobie rady. Ostatnio przyszła i powiedziała, że jako wolność, najprawdziwszą wolność, odczuła wyzwolenie z niechęci i złości do Ojca. Że jest to jak cud i że nigdy nie odczuła prawdziwiej wolności, jak właśnie w tym wyzwoleniu z negatywnych emocji, otworzeniu serca. Pozdrawiam Was Wszystkich i bardzo w Nas wszystkich wierzę. Bardzo :)
Autor: Ofelia  (2010-07-31 23:06:29)
-----
Także byłam, jestem i będę tą groszą córką w oczch mojej matki i jej rodziny ... Godzinę temu powiedziała mi, że jestem poj******a, boli mimo, że to nie pierwsze przykre słowa z jej ust ...
Autor:  (2010-07-31 23:39:10)
-----
glupoty, moja matka byla tym gorszym i dlatego ja i moj brat nie znamy tego uczucia. Wiec prosze nie pisac, ze tak jest zawsze. A co do rodzicow co tak robia, to chyba nie zdaja sobie sprawy jak szkodza dziecku.

trzymajcie sie
Autor: Do gong gong  (2010-07-31 23:47:15)
-----
Dzięki za komentarz , masz rację, trzeba wyzwolić się z nienawiści, wtedy jesteśmy naprawdę wolni. Ja też wierzę w Was wszystkich kochani.........i jeszcze jedno..........Choćby opuściłby Cię ojciec i matka twoja, pamiętaj że masz ojca w niebie który Cię kocha.......to z pisma świętego. Mam nadzieję że komuś tym komentarzem pomogę.
Autor: karolcia  (2010-08-01 02:47:26)
-----
Witam, widzę,że mnustwo nas jest tutaj. Ja też byłam tym gorszym dzieckiem. Mój biologiczny ojciec nigdy mnie nie chciał, nigdy go nie widziałam, w moim wieku 7 lat moja mama wyszła za mąż, za mojego Tatę, który nie potrafił po prostu mnie kochac i już. Musiał mnie akceptować, a czas wpłynął na to,że samoistnie się zakceptowaliśy. Jak miałam 8 lat, przyszła na świat moja Siostra....i tak oczywiscie one jest cacy a ja jestem be. Mama zawsze starała się jak najlepiej nas traktować, nie odczułam z jej strony nigdy faworyzowania, no może czsami ale jak tu nie faworyzować ślicznej 2 latki....jednak zawsze ciepło od niej biło, i miłość, nie miałam z tym problemu.Jednak on ciągnąl mnie w dół. Że gruba jestem i wstyd się ludziom pokazać ze mną, że nic ze mnie nie będzie, i jeszcze mnustwo innych rzeczy których nie pamiętam a, które wypływały z jego ust jak nikt nie słyszał. Tylko ja. Trudny charakter miałam i mam ,jednak fakt,ze Tato mnie nigdy nie kochał zawsze pozostanie. Nie byłam wzorową uczennicą, chodziłam na wagary imiałam 3je, a moja siostra miała 5tki, prywatny angielski, i cały wachlarz innych dodatków. Mama kochała mnie jak mogła , Tata nie potrafil, oboje nie potrafili, żaden mężczyzna nie potrafi....nikt mnie nie kocha.
Mam 30 lat,dawno temu wyjechałam z Polski,mieszkam w Londynie, Tata nie żyje od 2 lat, mam jest z nowym panem i jest szczęśliwa, życze jak najlepiej, ale nigdy nie zapomnę,że mnie nie chciał mój własny ojciec. 2 ojców...i to ja byłam tą jakby...niepotrzebną. dla niego.Dla nich.
Obecnie jestem sama, nie mam partnera,ani dzieci.średnią pracę,średnie życie, dużo komleksów i chyba depresję. Jeśli ktoś chce porozmawiac po prostu tu jest mój e-mail ollanails@hotmail.com
Autor: karolcia  (2010-08-01 02:51:01)
-----
Jeszcze napiszę,że dziękuję za ten artykuł, dobrze wiedziec,że niejestem sama....Pozdrawiam wszystkich.
Autor: gong gong  (2010-08-01 02:56:50)
-----
A propos Ojca w Niebie. Hmmm.....nie jestem i nigdy nie byłem religijny. W ogóle, nic a nic, zero. Ale nie mam wątpliwości Komu zawdzięczam przemianę z megalomańskiego gada, gardzącego ludźmi, w kogoś zupełnie innego, kto uczy się kochać ludzi i bardzo, najbardziej ze wszystkiego, chce się tego nauczyć całkowicie. Jemu, ludziom, zdarzeniom, sytuacjom, poprzez które działał by otworzyć mi oczy (przed czym się wzbraniałem, bo nie było miłe widzieć po drodze szpetotę, odrażającą brzydotę mych własnych uczynków, słów,myśli). Gdy pojąłem w przybliżeniu Kim jest Bóg, gdy pojąłem mniej więcej Jego bezgraniczną miłość, troskę, nieskończoną cierpliwość, pokochałem Go całkowicie. Jeszcze duuuużo pracy przede mną, ale patrzę z radością i optymizmem (pomimo zbyt wielu potknięć, choć nawet jedno to zbyt wiele) w przyszłość. Gdy widzę czego dokonał ze mną (gdy byłem potworem) i w moim życiu i życiu ludzi wokół, to ufam Mu całkowicie i wiem, że na tyle na ile pozwolę, na tyle otrzymam wszelką pomoc. Ona jest i zawsze była, tylko wciąż z pewnym ociąganiem ją przyjmuję.

To wszystko nie zmieniło mojego podejścia do religijności. Nie potępiam jej, wielu ludziom bardzo pomaga, ale dla mnie jest bez znaczenia. Ateistyczny gej, tolerancyjny i kochający ludzi jest bliżej poznania Boga, rozpoznania Go, niż biskup w złotych szatach, potępiający gejów.
Autor: dobry duszek :)  (2010-08-01 05:19:57)
-----
Chodzicie po tej ziemi chowając się przed samym sobą, jednakże rano każdego dnia wstajesz by kontynuować swą podróż. …Wspieram cię wraz z legionami aniołów. Raduj się tym dniem, bo…ci którzy zdecydowali się żyć w swej energii serca a także okazywać ją innym są błogosławieni..Miłość jest jak tama. Jeśli pozwolisz, aby przez szczelinę sączyła się strużka wody, to w końcu rozsadza ona mury i nadchodzi taka chwila, w której nie zdołasz opanować żywiołu. A kiedy mury runą, miłość zawładnie wszystkim. I nie ma wtedy sensu zastanawiać się, co jest możliwe, a co nie, i czy zdołamy zatrzymać przy sobie ukochaną osobę. Kochać – to utracić panowanie nad sobą "
Autor: Lilith  (2010-08-01 11:46:06)
-----
ja też jestem takim gorszym dzieckiem, ja mam tradzik, moja mlodsza siostra super cerę, ja jestem przy kości, moja młodsza siostra ma super figurę,z nia matka jeżdzi wszędzie i nawet odwiedza ją w pracy a ze mną " wstyd się pokazać i przyznać do takiego debila", ja pracuje od 1 roku studiów dziennych a zdaniem matki niczego jeszcze w życiu nie pokazałam, moja siostrę wysyła do innego miasta na studia i nawet szuka jej stancji, szwaląc się tym calej nrodzinie,a ja jak sie dostalam na magisterke do warszawy, to wysłuchwialam jej krzykow, że mam nie wydziwiac tylko wracac do siebie , bo te studia sa dla mnie za trudne, dlatego zostalam jeszcze w domu, ale zamierzam sie wyprowadzic z tej patoli, a i oczywiscie ona ma super chlopaka a na mnie jej zdaniem nikt nie spojrzy " bo mam ryj pryszczaty" pfffffffffff tak matka do corki mówi, oprócz tego jestem oczywiscie "syfiarą" oraz czasem "dziwką", ale nie przejmuje się nią, o czyms to swiadczy , że rodzina sie od niej nawet odwraca, jak tylko daje upust swojej mądrośc. To , że jest dla mnie taka jaka jest jest tylko dla mnie siłą napędową do dzialania, żeby jej udowodnić i co najważniejsze wyrwac sie z domu, najlepiej jak najdalej, najgorsze, jest to, że przez nią, przez jej poniżanie, mam problem z rozpoczęciem nowego związku i odrzuciłam super chlopaka, dobrego, ciepłego. który już prawdopodobnie nie bedzie chcial dać mi szanasy, czego chyba nigdy sobie nie daruję. Ale co tam bedzie dobrze:)
Autor: Do gong gong  (2010-08-01 11:51:32)
-----
Nie rozumiem Cię....piszesz że nigdy nie byłeś religijny a Boga pokochałeś......spotykam ludzi na swojej drodze którzy deklarują, jestem wierzący ale nie praktykujący, nie można tak, jeżeli wierzysz w Boga to wierzysz tez w Jezusa, a nauka Jezusa mówi coś zupełnie innego niż wszyscy którzy omijają kościół szerokim łukiem. A wigilia? to też religijność? komunia? twoje dzieci nie przystępowały do sakramentów? a wielkanoc? skoro ktoś nie praktykuje to po co zasiada do kolacji wigilijnej? jestem ciekawa jak jest u ciebie w rodzinie? ale cieszę się że nie potępiasz .Oj zapędziłam się, to nie te forum hahahaha, temat jest trochę inny...Miłego dnia
Autor: lilka  (2010-08-01 12:41:58)
-----
Mam 51 lat. Niestety nie poradziłam sobie tak jak inni "niekochani.
W planach życiowych moich rodziców było tylko jedno dziecko. To dlatego do 6 roku życia byłam jedynaczką i z tego okresu mojego dzieciństwa pamiętam jak czuje się kochane dziecko. Potem urodziła się moja siostra Taki słodki pączuszek. Od tego momentu zaczęło się dla mnie piekło. Szybko i łatwo bo byłam wrażliwa czuła (a może bałam się podświadomie utracić miłość rodziców) weszłam w rolę opiekunki i osoby ponoszącej odpowiedzialność za to małe dziecko. Moje obowiązki były spore a z latami stałam się opiekunką, pomocą domową, kucharką, praczką itd. Byłam ambitną dziewczynką więc jednoczesne wymagania rodziców bym była bardzo dobrą uczennicą nie sprawiały mi żadnego kłopotu: byłam najlepszą uczennicą. Paradoksalnie przez całą szkołę podstawową moja matka tylko na mnie krzyczała, raniła mnie takimi słowami i biła. Nie będę dawała przykładów, po prostu byłam bitym dzieckiem. Ojciec starał się mi wytłumaczyć, że mama jest nerwowa ale kiedy torturowała mnie psychicznie i fizycznie po prostu wychodził z pokoju. Byłam lubiana przez nauczycieli koleżanki i kolegów, sąsiadki i dalszą rodzinę. Kiedy zakończyłam edukację w szkole podstawowej z wynikami takimi, że przyjęto mnie do najlepszego liceum w mieście zrezygnowałam i zdałam trudne egzaminy do bardziej prestiżowego liceum w dużym mieście 200 km. od domu. Kiedy przyszło zawiadomienie o przyjęciu mnie w poczet uczniów cieszyłam się bardzo i pobiegłam z listem do mamy. Mam wołałam, zostałam przyjęta!. Moja mama nawet nie odwróciła głowy, powiedziała tylko: a co mnie to obchodzi. Moja sistra była nie mniej zdolna ale ona nie musiała.
Wszystko co robiła było cudowne i wspaniałe. Niepowodzenia były zawsze winą nauczycieli. Ja wyjechałam, dostałam miejsce w internacie i jakieś symboliczne stypendium. Moja matka nigdy nie odwiedziła mnie w mojej szkole, ojciec tylko mnie tam zawiózł 1 września. Każde wakacje pracowałam by mieć jakieś pieniądze. Potem dostałam się na studia już 400 km. od domu. Akademik i też nędzne stypendium. Nigdy nikt mnie nie odwiedził. Ja przyjeżdżałam na Święta i jak zawsze chciałam by było miło i dobrze i ciepło. Przywoziłam prezenty ale atmosfera była zawsze zepsuta przez mamę. Moja sistra nie zdołała ukończyć żadnej szkoły (było ich chyba z 5) ale i tak była ukochanym najcudowniejszym dzieckiem rodziców. Na studiach poznałam obecnego męża. Poczekaliśmy ze ślubem do ukończenia studiów. Jakież było moje zdziwienie kiedy dowiedziałam się, że to moja siostra bierze ślub i ja mam poczekać bo robię jej i rodzicom świństwo i bo dwa wesela w jednym roku to przekracza ich budżet.
Pobraliśmy się tego samego roku. Rodzice przyjechali na ślub. W prezencie dostaliśmy komplet obiadowy z fajansu na 6 osób. Moja siostra w tym czasie dostała samochód bo przecież muszą jakoś wystartować. Oni zamieszkali u rodziców po roku urodziło im się dziecko. Rodzice są do dzisiaj bardzo szczęśliwi. My z mężem wynajmowaliśmy mieszkania znaleźliśmy pracę, na dziecko nigdy nie zdecydowaliśmy się. Bałam się mieć dziecko (chociaż przepadam za dziećmi). Panicznie bałam się, że odezwie się we mnie natura mojej matki i w myślach widziałam jak moja matka nigdy nie zaakceptuje naszego dziecka. Po kilku latach mąż rozchorował się. Z chorobą żyjemy i walczymy już 20 lat. Moja praca nas ratuje ale bywa ciężko. Nigdy nie otrzymaliśmy żadnej pomocy. Moja sistra skomentowała to kiedyś "to były twoje wybory życiowe". W pracy jestem profesjonalistką. Jednak mogłam osiągnąć więcej. Wystarczy, że ktoś podniesie głos, że krzywo na mnie spojrzy ustępuję i jestem przerażona. Gardło zaciska się i powraca to okropne uczucie strachu i upokorzenia znane z dzieciństwa. Dzisiaj nie mam nic i nikogo. Nikomu nie ufam. Z mężem przez swoją chorobę też już nie jesteśmy tak blisko. Jestem dobrą opiekunką i staram się mu ulżyć w cierpieniu. Ale miłości już nie ma. Tytuł tej wypowiedzi dam na końcu: Dlaczego? Dlaczego nie kochacie swoich dzieci? Dlaczego znęcacie się nad nimi i odtrącacie je tym mocniej im bardziej was potrzebują?
Autor: smutna  (2010-08-01 12:47:23)
-----
Ja też zawsze byłam tą gorszą (przynajmniej dla mamy:( ) brat zawsze miał wszystko a ja .... to się zmieniło gdy poznałam przyszłego męża.dopiero wtedy zaczęłam się dogadywac z mamą , ale Ona niestety po 8 miesiącach umarła:( Zdążyła tylko zobaczyć salę na której będziemy mieli wesele i poznać datę naszego ślubu i za tydzień zmarła).Do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić.Teraz sama jestem mamą 3,5 letniej Alicji.Wiem ,ze mam podobny charakter do mojej mamy i dlatego nie chcę mieć więcej dzieci.Wiem ,ze Alicja cierpiała by tak samo jak ja :(((
Autor: irka 34  (2010-08-01 15:23:14)
-----
Ja juz po 70tce,mam dwoje dzieci.Corka zwsze byla najwazniejsza dla meza i do dzis tak jest.Juz ponad 20 lat mieszka za oceanem,wyksztalcona,radzi sobie bo jest bardzo zaangazowana w to co robi.Syn natomiast mial zawsze dobre serce i otwarty na ludzi.Pomagal ,gdzie tylko mogl.Ale dlatego,ze ufal ludziom to obecnie stracil prace,dom, nie przygotowal sie do tych czasow,ktore nastapily .Mamy dylemat i w naszym wieku jest juz trudno nam radzic jak ma wyjsc z tej trudnej sytuacji.
Autor: ania  (2010-08-01 17:35:39)
-----
witam, mój tata też był tym gorszym dzieckiem, jak jego młodsze rodzeństwo coś przeskrobało, szczególnie brat, to tato za to obrywał, a dziadek nie przebierał w środkach, jeśli chodziło o karanie. szkoda opisywać co moja babka potrafiła opowiadać o ojcu i jak uzasadniała to, że lepiej traktowała jego młodsze rodzeństwo - to dopiero paranoja, bo to tak głupie, że nawet na forum się wstydzę o tym napisać. dodam, że jak tato ożenił się z mamą to niemal w samej koszuli go z domu wypuścili, oczekiwali jednak, że będzie nadal ciężko pracował i pomagał im przy pracach rolnych, zaś gdy się dowiedzieli, że rodzice zaczynają budować dom i jeszcze kupią sobie auto - początek lat 80. to zaczęli, jak mogli utrudniać im życie - to już była głównie robota rodzeństwa mojego ojca.
w pewnym momencie babka przegięła z pretensjami, które kierowała do taty, było to z 15 lat tamu, od tej pory nie utrzymujemy z nimi kontaktów, choć ja i mama namawiamy tatę, że powinien odwiedzić swoją matkę, gdyż pewnie niedługo umrze, a on będzie miał potem wyrzuty sumienia do końca życia, że nie próbował się z nią dogadać. ja osobiście w tej chwili nie uważam tych ludzi za moją rodzinę, tak po prostu, nie ma tego związku, nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiam i nie roztrząsam tego. pozdrawiam
Autor: Agnieszka  (2010-08-01 20:14:35)
-----
Mój mąż ma siostrę o 8 lat młodszą , oczko w głowie tatusia, najpiękniejsza i najmądrzejsza, pomoc finansową ma zawsze i wsparcie psychiczne także,są na każde jej zwołanie, moi teściowie oboje emeryci, dla córki kasa na wesele , na studia, na remont, na meble, a nawet na papierosy, teraz pomagają spłacać samochód bo wzięła na kredyt i nie radzi sobie z spłatą, a gdyby mój mąż tak zrobił nie zostawiliby suchej nitki na nim po całej rodzinie, ciągle słyszał że jest głupi, że siostra nie będzie go odwiedzać bo nie ma z nim tematu, nie ma o czym z nim rozmawiać , pożaliła się rodzicom że jak ma do nas jechać to jest to dla niej straszna męka.........oj jakie biedactwo, mąż był bity po twarzy przez siostrę a nawet plunęła mu w twarz , smutne to bardzo, poradziłam mężowi żeby omijał szerokim łukiem to towarzystwo i nie pozwalał sobą pomiatać, widzę że jest mnóstwo ludzi tak traktowanych, muszę pokaż mężowi te komentarze , nie będzie czuł się osamotniony. Pozdrawiam
Autor: Ewa  (2010-08-01 20:27:21)
-----
Czytam te komentarze i zastanawiam się czy ci rodzice to przepraszam buraki ze wsi zabitej dechami?? Co robili przez całe życie że nie nauczyli swoich dzieci wzajemnej miłości? szacunku? troski o siebie? nie nauczyli swoich dzieci rozmawiać ze sobą? jakim trzeba być podłym człowiekiem żeby tak niszczyć własne dziecko?żeby napuszczać na siebie rodzeństwo, to potwory nie rodzice, tyle cierpienia i łez można wyczytać w tych komentarzach, a te lepsze siostry i bracia??? co robią widząc krzywdę rodzeństwa, nic nie robią,kasa, kasa, kasa,.kasa więcej kasy dla ich, o jakie to przerażające, dla kasy są wstanie sprzedać dobro rodziny, sprzedać nawet brata......
Autor: eta  (2010-08-01 20:32:16)
-----
masakra , jak was czytam to nie wierzę ,mam świadomośc że nikt nie jest idealny ale róznicowanie dzieci w katolickim kraju ?????????gdzie ponoć tradycje religijne,.pewne świetości itp itd ,według mnie miłośc rodzicielska jest bezwarunkowa i wypływa z potrzeby rodzica ,co to za rodzice ,ludzie>????/zwierzęta potrafia kochać szczerzej ,nie rozumiem tego kompletnie ,oczywiście że każde dziecko jest inne i głupota jest wymagac aby były identyczne ale jak można róznice robic ,nie nie wiem ,durnoctwo i prostota,brak edukacji,niska inteligencja ,no bo jak to wytłumaczyć ????
Autor: Aga  (2010-08-01 20:41:20)
-----
Mój mąż przypłacić takie zachowanie rodziców,załamaniem nerwowym i depresją a nawet powoli zaczął sobie popijać, 10 lat znosiłam wszystko , ale któregoś dnia coś pękło we mnie KONIEC DOŚĆ !!!!!!!!!!!!!!!dostałam szału, dosłownie, krzyczałam wynocha z naszego życia , jak nie potaficie uszanować daru jaki dostaliście od Boga, czyli dzieci, ile jest kobiet które nie mogą zajść w ciąże, trzeba było oddać innej rodzinie, skoro go nie kochacie, skoro taki wyrodny, skoro taki cham z niego, głupek, matoł, żona też nie taka, dzieci też nie takie, a koniec w tym do wiedzenia , obrazili się i uffffffffffffff jaka ulga.
Autor: Mela  (2010-08-01 21:01:00)
-----
U mnie w domu też inaczej traktuje się każde z potomstwa, ale nie dlatego, że któreś jest starsze albo młodsze, Problem u mnie polegał zawsze na tym, że młodsze siostry były podobne do mamy - przy kości, kłótliwe, skąpe i obgadywały każdego za plecami (włączając w to członków najbliższej rodziny). Ja byłam gorsza, bo jestem podobna do rodziny ojca - wysoka, szczupła, zawsze miałam rzesze znajomych, uczyłam się najlepiej z nas trzech (czerwone paski, olimpiady, konkursy), a moje siostry ledwo zdawały. Staram się utrzymywac z nimi kontakty oficjalne - niby z nimi rozmawiam, ale nic im nie mówię. Jako dziecko często słyszałam, że we trzy (mama i siostry) śmieją się ze mnie, że nic mi się nie uda, etc. Do tej pory nic się nie zmieniło, chociaż jesteśmy już po 20. Rodzice ostatnio podzielili jakąś ziemię między dwie młodsze siostry - zaczęły sie kłócić o parę metrów. Wykłócają się o każdy grosz, jaki kiedykolwiek dostały od rodziców. Cieszę się, że w pewnym momencie zmądrzałam, poszłam do terapeuty (za którego płaciłam pięniedzmi zarobionymi przez siebie) i teraz mam to w głębokim poważaniu. Mam żal do rodziców, ale czuję się szczęśliwa, że już mnie nie dotyczą ich chore metody. Do wszystkich nie-faworyzowanych przez rodziców: wiem, ze Wasze życie nie jest łatwe, ale jest masa ludzi, którym los nie pomagał i osiągnęli sukces. Nie dajcie się ściągać w dół.
Autor: agata  (2010-08-01 21:54:41)
-----
brak mi słów ile tu mam bratnich dusz ja jestem najstarsza z rodzeństwa i pomogłam je rodzicom wychować bo są dużo odemnie młodsi, mam z bratem i siostrą dobry kontakt a do mamy tylko wielki żal za lata poniżeń i chć nie wiem jak się starałam nidy jej nie dogodziłam, teraz sama jestem matką w jej oczach fatalną ale ja kocham moją córkę najbardziej na swiecie tak jak mnie mama nigdy nie kochała...
Autor: Lala  (2010-08-01 22:31:22)
-----
Być jedynaczką i być odrzuconą to patologia, bo jak inaczej to nazwać(ja)? Mój mąż ma 4 rodzeństwa,czyli on jest 5 i nie będę opisywać , bo nie chcę kląć, jedno jednak muszę mocno podkreślić: do wielodzietnej rodziny potrzeba MĄDREJ Matki, takiej która zechce łaskawie lub WIE,że słabsze i wrażliwsze dzieci trzeba bardziej obserwować i wspierać SŁOWEM!!! mamunia mojego męża wyrobiła nie pisaną zasadą(straszne) w swoich dzieciach ducha walki, że liczy się tylko ten, któremu dobrze sie wiedzie i.. może z niego coś mieć i się nim pochwalić, skutek? synowie o mało się nie pozabijają i.......g. z tego mają!!
Autor: Do Agata  (2010-08-01 22:43:00)
-----
i Wielkie Dzięki Ci za to Agatko ,że jesteś na tyle mądra iż nie ciągniesz tego wypaczonego łańcucha, tylko wychowasz szczęśliwą Istotę!! Ja też myślałam,że Miłość jest z Natury, okazało się że nie i leczę się do pięćdziesiątki z tego jak traktowała mnie moja matka, jeszcze teraz mnie sprawdza, czy aby sprawdzę się jako ..."opiekunka w chorobie", a siły i zdolności aktorskich to ma o kilka razy więcej ode mnie!
Autor: Agata  (2010-08-01 22:52:13)
-----
Hmmmm. Skąd ja to znam. Podobna sytuacja jak u Patrycji, bohaterki artykułu. Moi rodzice mnie zostawili. Tak, podrzucili dziadkom, rodzicom mamy, niby na rok (a w rezultacie na całe życie). Argumenty zawsze były te same... bo są na dorobku, a potem urodziło sie małe dziecko i jemu trzeba poświęcić więcej uwagi, a mi nawet nie miałby kto pomóc w lekcjach. Tak było zawsze, zawsze było jakies ALE. Dzięki Bogu dziadkowie, przygarnęli mnie i wychowali jak swoje kolejne dziecko. Dzięki nim skończyłam najpierw liceum, a potem poszłam na medycyne. Pomagali mi jak mogli i dzięki nim się wykształciłam i jestem tym, kim jestem. Dali mnóstwo miłości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Dla mnie słowo "rodzice" jest pustym słowem, nic nie znaczącym ... Zupełnie obcy mi ludzie. Ich wychuchana młodsza córka, a moja siostra poprzestała na zawodówce, nigdzie nie pracuje i jest na ich garnuszku, bo przecież pracy nie ma. Typowo konsumpcyjne nastawienie do świata, ale ktos ją tego przecież nauczył... A ja, nawet nieźle sobie radzę. Mieszkam w duzym mieście, spłacam powoli mieszkanie, samochód i ... jakos leci. Niedługo wychodzę za mąż... zaproszę rodziców, ale szczerze mówiąc nie będe rozpaczać jak nie przyjdą, zreszta i tak rzadko mnie odwiedzali. Nasz kontakt, jako taki istnieje dopóki życją dziadkowie, kiedy ich zabraknie wszystko się rozleci, ale nie będzie mi tego brakować. najbardziej będę tęskniła za swoimi dziadkami...
Autor: Aśka  (2010-08-01 22:59:35)
-----
Do 11:01:51... nigdy tego nikomu nie życzyłam, ale tobie jak najbardziej... żebyś sie durna frajerko przejechała na tym twoim synalku. Durna krowo, każde dziecko jest darem, a ty piszesz, że żałujesz, że córka jest na świecie... zastanawiam się, czy nie masz na imię Grażyna, bo znam analogiczną sytuację i ta idiotka własnie ma tak na imię
Autor: ...............  (2010-08-02 10:13:14)
-----
Pamiętajcie jedno, nie ciągnijcie tego łancuszka, leczcie się, szukajcie pomocy u terapeuty, nie możecie pozwolić aby te wasze chore dzieciństwo zmarnowało wam dodatkowo życie rodzinne i wasze relacje z dziećmi, kochajcie swoich mężów i dzieciaczki najbardziej na świecie, walczcie o siebie, odetnijcie się psychicznie ( bo fizycznie czasami nie można) zróbcie wszystko żeby nie obchodziło was to co o was mówią rodzice, nie dajcie się wciągnąć w ich gierki, jest kat i ofiara, ta ofiara musi w sobie znalezc siłę i katowi powiedzieć DOŚĆ i to z uśmiechem na twarzy, nie dajcie sobą pomiatać, nie walczcie o majątki, o zainteresowanie i miłość to nic nie da, ja to przeżyłam na własnej skórze, byłam jedynaczką, powinnam mieć super dzieciństwo, a byłam bita kablem, paskiem , do 2 tyd nie chodziłam do szkoły po ataku szału mojej matki, miałam zawsze granatrowe plecy i nogi od kabla, wyzywiska,oblegi, bicie po twarzy ,kopanie, horror, a od ojca ciągle słyszałam po co matkę prowokujesz, to twoja wina ze musi cie bić,nie wchodz jej w drogę, widzisz jaka jest nerwowa,bardzo szybko zaszłam w ciąże ( oczywiście chciała żebym usunęła) i wyprowadziłam sie w domu i zerwałam kontakty na wiele lat, Ojciec zmarł, nie zawiadomiła mnie, potem matka zmarła w hospicjum, pochowała ją koleżanka, ja mam wspaniałego męża i syna, jestem szczęśliwa, szybko nauczyłam się radzić sobie w życiu sama, jestem samodzielna, gospodarna, i tego też uczę syna, jestem też silną osobowością, potrafię iść pod prąd jeśli trzeba, to życie mnie nauczyło żeby polegać na sobie i dzięki temu nie mam wielu problemów, ciesze się każdą chwila, na cmentarz chodzę, teraz mogę jest wszystko wygarnąć, już mnie nie uderzy...........
Autor: ...............  (2010-08-02 10:35:20)
-----
chciałam jeszcze dodać że pomalutku uczę się przebaczać,chcę przebaczyć rodzicom, życie z żalem i urazą w sercu jest ciężkie, pomimo że jestem szczęśliwa to gdzieś ten żal pozostał, dlatego chcę przebaczyć, i wierzę że mi się uda, i wiecie co?? jak się dowiedziałam że umarła, poryczałam się, że była do końca uparta i obrażona na mnie że nie pozwoliłam jej na poniżanie mnie i bicie, że nie zmieniła się ani trochę nawet przed śmiercią( wiedziała że umiera) i nie zawiadomiła mnie, umarła samotna, z długami, cierpiąca, a mogło nasze życie wyglądać inaczej..........gdyby tylko chciała ........ale nie chciała. Przykro mi mamo że zerwałam z tobą kontakt, ale naprawdę musiałam. Odpoczywaj w pokoju.......
Autor: mam żal do mamy  (2010-08-02 12:51:36)
-----
Jestem jedynaczka, ale moja mama porownywala mnie z dziecmi swojej siostry. Pytala mnie czemu nie ejstem taka zdolna i ładna ja te dwie coreczki jej siostry. Gdy przynosilam swiadectwo mama zartowala, ze moje schowa pod stol, a mojej kuzynki polozy na stole zeby wszyscy podziwiali jej czerwony pasek. Wiele bylo podobnych zachowan ze strony mojej mamy, a takze cioci, ktore upokarzaly mnie jak wtedy, gdy kuzynki cos zmalowaly ja sie bronilam, a potem musialam je przepraszac przed całą rodziną. Teraz z radoscią patrze jak starsza kuzynka wychowuje samotnie corkę a ja mam fajnego męża i synka. W dodatku to ja skonczylam studia, a ona sprząta w Szkocji. Isnieje sprawiedliwość.
Autor: do pani powyzej  (2010-08-02 13:12:58)
-----
Do Pani powyzej z 12.51....

Dlaczego masz w sobie zlosc do kuzynki,co Ci ona zawinila? To matka Twoja Cie upokarzala a nie ta kuzynka bog wie czemu winna-sama ofiara...
Zyczysz zle osobom ktore nic zlego Ci nei zrobily,otworz oczy.pozdrawiam
Autor: Patrycja  (2010-08-02 13:59:24)
-----
Kochani jestem taka sama jak wy! Ta zła gorsza i wg jeśli chcecie pogadać to mój mail: efs_kpatrycja@o2.pl. czytając wasze maile mam wrażenie, ze wszyscy jesteście mną!
Autor: Do "mam żal do mamy"  (2010-08-02 15:37:22)
-----
Ktos tu słusznie zauważył, że cieszysz sie z nieszczęścia kuzynki, a faktycznie cóż ona winna? Jeżeli możesz miec jakieś pretensje, to do matki. Moi rodzice tez faworyzowali młodszą siostrę, ale to nie zepsuło relacji między nami. Wręcz przeciwnie, trzymałyśmy sie razem. Taki zgrany team :) I tak jest do dzisiaj. Starzy nie raz się wściekali i chyba do dzisiaj to robią, jak mamy jakieś wspólne np plany bez ich udziału :) Najbardziej podobały mi sie ich miny, kiedy święta podporządkowali pod siostrę, mnie nie zapraszając, bo "ja mam juz swoją rodzinę", więc chyba nie warto, a ona przyjechała do mnie :)))) Siedzieli sami w swoim nudnym towarzystwie. :P
Autor: ja też byłam  (2010-08-02 15:45:55)
-----
Też zawsze byłam gorsza dla mojego ojca, Po pierwsze-córka-nie syn,po drugie pyskata i nie dająca się poniżać.Mam młodszego brata, który zawsze był oczkiem w głowie rodziców.Taki ładny i miły i syn w dodatku.On ma 40 lat i nadal ojciec-(który na szczęście jeszcze żyje)-ładuje w niego wszystkie oszczędności życia nie widząc z zaślepienia, że syn ma dobry samochód,mieszkanie na własność, dwa komputery i t.d., a córka tego nie ma.Mam do ojca żal ale szkoda mi też mojego brata, który jest kompletnie nie samodzielny i zależny finansowo oraz emocjonalnie od ojca.
Autor: koleżanka  (2010-08-02 16:03:20)
-----
JA NA TEN TEMAT MOGLABYM NAPISAĆ POWIEŚĆ!!! Ale powiem Wam jedno mam 22 lata sama dochodze do małych sukcesów ,sama się utrzymuje,sama sobie gotuje (choć przecież matka zawsze twierdzila że nie umiem,tylko że nigdy nie miała cierpliwości nauczyć) i wiecie co:jestem dumna ze sama w zyciu sobie radze ,potrafie zadbać o siebie, a (musze niestety go tak nazwać ) "brat" w wieku 30 lat nie przyszykuje sobie kanapki!!! a "matka " gdyby mogła nadal nawet podcierała by mu dupke!! Dlatego nie zalamujcie się w takich sytuacjach,tylko róbcie wszystko aby ukazać własną wartość bo "BÓG NIE RYCHLIWY ALE SPRAWIEDLIWY"
Autor: angie  (2010-08-02 18:00:55)
-----
Ja potrzebowałam długotrwałej,kosztownej psychoterapii,że zrozumieć,że nie jestem gorsza od innych...
Miałam podobny problem.Moja siostra była idealna.Grzeczne,ułożona,dokładna,świetna uczennica,zawsze otoczona gronem przyjaciół.Absolutnie ją za to nie obwiniam...Narzucono jej rolę tej "lepszej".Ja byłam roztrzepaną bałaganiarą-zresztą,jestem nią do dziś.Moi rodzice w najlepszej intencji podawali mi ją za przykład,próbując zmotywować mnie w ten sposób do zmian w swoim zachowaniu.Efekt był odwrotny.Podświadomie robiłam wszystko,żeby nie być taka,jak ona.Już w podstawówce zaczęłam uciekać ze szkoły,W liceum ledwo zdawałam z klasy do klasy.Uznałam,że nie warto się starać,bo po co?Dla nauczycieli nic nie znaczyły moje czwórki.Ona miała przecież same piątki!Więc skoro czwórki i trójki były powodem do kpin i porównywania,to równie dobrze mogłam mieć same pały!
Nie muszę chyba dodawać,że to rodzice zmusili mnie do pójścia do tego samego liceum,co ona.
Nawiasem mówiąc,KTO DO CHOLERY KSZTAŁCI PEDAGOGÓW?Moi nawet zaczęli stosować zaprzeczanie,i wysyłać mnie na różnorakie konkursy,bo moja siostra przeważnie wygrywała!I nieważne,ze ja akurat nie potrafiłam pięknie recytować...
Oczywiście,ona skończyła świetne studia na bardzo dobrej uczelni,a ja dalej nie mogę dociągnąć swoich do końca...
Nie winię rodziców,bo chcieli dobrze i zrozumieli to po latach.Nie winię mojej starszej siostry,która zawsze była i jest dla mnie wsparciem.Przeszłam psychoterapię,wyrzuciłam z siebie złość...Dziś mam wiele problemów,ale także wielu przyjaciół i wsparcie-jestem optymistyczną,młodą kobietą.Moja siostra natomiast dalej męczy się ze swoją "metką".Musi być idealna we wszystkim,czy to w pracy,czy w odkurzaniu-wszystko perfekcyjne.Męczy się z tym coraz bardziej.Moim zdaniem,terapii potrzebuje jeszcze bardziej,niż ja-ale tego nie da sobie powiedzieć.Ona i terapia?Jest przecież idealna!
Cóż mogę powiedzieć...Popieram świadome wychowanie.I przede wszystkim-nie stawianie za przykład rodzeństwa,czy to w szkole,czy w domu.Nikt na tym dobrze nie wychodzi...
Co niektórzy nauczyciele i znajomi nawet nie używali mojego imienia.Zawsze byłam tylko siostrą K.
Zdeptano moje poczucie własnej wartości.
Ale można je odbudować,i tego życzę wszystkim w podobnej sytuacji:)
Autor: lola  (2010-08-02 18:28:06)
-----
u mnie jak u mio mio choc nie zawsze neraz uslyszalam kilka gorzkich slow ale teraz sama mam rodzine nie czuje sie juz gorsza dzieci i maz patrza we mnie jak w obrazek i to mnie trzyma przy zyciu ich milosc
Autor: elzunia  (2010-08-02 18:52:22)
-----
bylam zawsze jakas gorsza, w powietrzu tkwila zawsze informacja, ze cos jest nie tak, ze jestem gorsza jakas. Mialam byc chlopakiem, bo juz byla jedna corka na swiecie, ale coz. Potem bylo rozczarowanie, ze jednak nie mam penisa, depresje matki i jej wlasne problemy z poczciem wlasnej wartosci przelawaly sie na mnie, najmlodsza a starsza zawsze byla w jej oczach sprytniejsza, ladniejsza, z werwa, przyjaciolka, ktorej mogla sie radzic. Dojrzewanie bylo straszne, mialam tradzik i wszytskie zmory, wstydzilam sie kapac w wannie nago, zawsze w majtkach i przy zgaszonym swietle czy to normalne? Nie akceptowalam swojego ciala nigdy, nakladala tony masci i wyrywalam wlosy lonowe...potem doszla depresja i bulimia,narkotyki,leki..
Ojca nigdy nie bylo w domu, mial inne na boku a matka zawsze w domu i wiecznie sprzatajaca kura domowa..Az ciarki przechodza...jakos doroslam w takich warunkach i poszlam na studia, z latami troche odetchneölam zaczelam dostrzegac wlasna wartosc, patrzec dluzej w lustro....ale to cos zostalo...
to uczucie chyba nie dokochania,,jakas dziura. Teraz jestem po studiach, wyjechalam daleko, odsunelam sie jak ktos wyzej zalecal..jest lepiej ale nie do konca, matkla jak dzwoni wylewa na mnie wlasniue zale jak zawsze, jaka ona biedna i zawsze podtekst ze cos jest ze mna nie tak, nikt nie mowi ze jestem w porzadku ale ja sama juz jestem w stanie sobie to dac, prawie...Czy nie odzywac sie i zyc wlasnym zyciem, czy dobrze robie? wszytscy znajomi sie dziwia czemu tak rzadko jezdze i czemu nie odwiedzaja mnie, sama tez nie lubie rodzinnych imprez z rodzina mojego Narzeczonego, bo wiem czy to pachnie, sciema i falszem, nie zaznalam normalnego domu...ale jestem normalna, wartosciowa, b wrazliwa osoba...i potrafie kochac (chyba)
Autor: dec  (2010-08-02 18:59:10)
-----
cccd
Autor: Do koleżanki  (2010-08-02 21:08:04)
-----
Święta prawda kochana!!! Moja mama co prawda nigdy nie robiła miedzy mną a moją siostrą różnicy, ale co sama przeszła to Bóg jeden raczy wiedzieć. Oczkiem w głowie babci był zawsze wujek - brat mojej mamy. Moja mama zawsze była ta gorsza, wszystkiemu winna itd. Obrywało sie jej za to, że Krzysiu źle sie uczy, bo przeciez mogłaby mu pomóc (nieważne, że był len śmierdzący). No i nauczyciele też źli byli, bo sie na Krzysiu mścili. Krzys ledwo ukonczył 18 lat, regularnie zaczął odwiedzać więzienia... No to też winni byli inni, bo Krzyś to dobre dziecko i nigdy takiego czegoś by sam nie zrobił. Moja mama na szczęście sie nie załamała. Skończyła ku dezaprobacie babci studia, ma dobrą prace i fajną rodznkę. Nawet dobrze nam sie powodzi. Babcia zawsze widziała niesprawiedliwośc losu, bo Krzyś skończył edukację na podstawówce i kopał rowy, a ona tylko w biurze kawke piła.... No i biedny Krzyś popadł z dnia na dzień w alkoholizm... Oczywiście na garnuszku babci, bo nigdy się nie usamodzielnił. Traktował ją jak smiecia, ale i tak zawsze był najlepszy. Tuz przed smiercią babcia poprosiła mnie do siebie i trzymając mnie kurczowo za rękę poprosiła, żebym wzięła jej mieszkanie wykupiła na siebie, ale pod warunkiem, że Krzyś dosmiertnie będzie tam mieszkał. Powiedziałam jej wtedy, ze w takim razie niech wujek wykupi i będzie miał cztery kąty, to babcia mi odpowiedziałaa, ze Krzysiu sobie nie poradzi i że ja niby mam mu pomóc... Odmówiłam i nie żałuję .... A Krzyś... po śmierci babci sprzedał szybko mieszkanie i stał sie menelem, który zatrzymał sie w domu brata Alberta. Nie utrzymujemy kontaktu.... bo po co...
Autor: megi  (2010-08-03 07:58:56)
-----
A ja jestem z tej drugiej strony-byłam bardziej ,moze nie kochaną ale widac było roznice w traktowaniu-zwłaszcza ojca-coreczka tatusia.mam brata dwa lata młdszego-od najmłodszych lat była w naszym domu przemoc-ojciec nas bił-ale to jak bił mojego brata wołało o pomste do nieba.dzisiaj juz nie mieszkamy z rodzicami -mam z nimi dobry kontakt ale brat niestety nie.ze mną brat jest w bardzo dobrych stosunkach.nigdy nic mi nie powiedział ze czuje sie gorszy,ja tez nigdy nie dałam mu tego odczuc
Autor: mam żal do mamy  (2010-08-03 09:55:25)
-----
jestem tą jedynaczką od dwóch kuzynek. zebrali się jej obrońcy. nie ciesze sie z jej nieszczescia ale czuje satysfakcje ze ta idealna aneczka tak skonczyla. sama swieta nie była. okradala mi pokoj bo uwazala ze sie jej nalezy bo ja jestem jedynaczka i pewnie rodzice mi kupia nowe rzeczy. swoja mlodsza siostre nastawiala przeciwko mnie bo mialysmy swietny kontakt. dopiero po 10-ciu latach odnowilysmy kontakty (z ta mlodsza). wiec taka ofiara z niej nie za bardzo. z reszta nie wazne. najwazniejsze to kochac i doceniac swoje dzieci. wszystkie indywidualnie i rownie intensywnie.
Autor: Majka  (2010-08-03 11:27:43)
-----
ja tez bylam mniej lubianym dzieckiem. w rozumieniu moich rodzicow nigdy nie bylam zbyt madra, ładna, inteligentna. to mlodsza siostra zawsze byla ich oczkiem w glowie. i tak do dzis zostalo ja jestem po trzydziestce a nie mam jeszcze meza i dzieci a moja mlodsza siostra ma rodzine i siedmioletnia coreczke. ja pracuje utrzymuje sie sama, zarobilam na studia pozniej na mieszkanie i samochod nie proszac nikogo o pozyczke albo pomoc, jestem samodzielna ale dla nich to nic nie znaczy bo przeciez jestem stara panna:) moja sisotra jest cfańsza bo potrafi wydebic od rodzicow kase na to czy tamto bo ciagle płacze ze maja malo kasy (no skoro tylko maz pracuje a ona labidzi) i takim sposobem dorobila sie zmywarki, remontu łazienki, dzialko w gorach, nowego auta itd. mnie nigdy nie pytali czy mam kase, czy mi wystarczy do ostatniego, chociaz niekiedy bywalo kiepsko a w lodowce bylo tylko polowa zgnitej cytryny i światło:) ale dalam rade! od dawna jestem samodzilna i szczesliwa ze wszystko co mam i jakim jestem czlowiekiem zawszdzieczam tylko i wylacznie sobie! jestem silna i nigdy nikomu nie pozwole nikomu powiedziec ze jest inaczej. i nigdy nie zadzwonie do mamy z płaczem ze nie mam co jesc bo ziemniaki sa w piwnicy ale boje sie tam zejsc bo sa pajaki a meza nie ma bo pojechal na dwa dni w delegacje (moja siostra czesto wywala takie argumenty) albo np suszarka na balkonie sie zepsula i nie ma gdzie prania powieszic:)
Autor:  (2010-08-03 11:33:46)
-----
Cieszę się, że nie jestem sama ,że są też tacy ludzie, samotni mając rodziców i rodzeństwo. Mam 41 lat jestem tą czarną owcą i po rozwodzie z dwójką dzieci,syn i córka.Jedynym moim celem w życiu to było dawanie miłości moim dzieciom. Syn od samego początku sprawiał i sprawia trudności wychowawcze (21 lat), córka ideał ale kocham ich bardzo a nawet jestem w stanie powiedzieć ,że syna bardziej, ale dlatego że jest dzieckiem mało mównym,miał masę problemów ze szkołą której nie ukończył i wiem że potrzebuje pomocy i wsparcia, choć jest krnąbrny i nieposłuszny. Przytulam i zapewniam o swojej miłości ile się da.Z Córką natomiast jesteśmy przyjaciółkami i potrafimy całymi godzinami gadać o wszystkim, również o odrzuceniu. Moje dzieci widzą jak bardzo jest mi smutno i wiedzą że nie mogę sobie poradzić z tym wszystkim, i to one mi pomagają, wspieramy siebie wzajemnie, mój mąż widocznie nie wytrzymał i znalazł sobie panią ,która nie ma problemów emocjonalnych, i trach-kolejne odrzucenie , jakoś to wytrzymuję ale jest coraz gorzej i widzę już oznaki zbliżającej się depresji. Tak więc kochani rodzice, potraficie spieprzyć życie
Autor: khbkibki  (2010-08-03 13:13:59)
-----
dobry duszku, czy wiesz to, czy więcej - czy doświadczasz tego, jeśli doświadczasz, to czy można się z Tobą skontaktować - w celu uzyskania jakichś podpowiedzi dla błądzących?
Autor: również gorsza  (2010-08-03 13:59:18)
-----
Ja również byłam gorsza - zawsze byłam niezdarna, źle się ubierałam, gorzej zachowywałam, musiałam opiekować sie moją młodszą (3 lata) siostrzyczką. Musiałam być mądrzejsza, bardziej odpowiedzialna itd.. Doszło kiedyś do tego, że dostałam ostrą awanturę za to, że w wieku 8 lat (zakupy - mama, jej siostra i my: ja-8 lat, siostra, kuzyn - 4 i 5 lat i niespełna roczna kuzynka) nie trzymałam dziecka za rękę, bo ktoś mógłby ja porwać!!!! Pomijam, że co 8-latka mogłaby w takiej sytuacji zdziałać... Dostawałam zawsze gorsze buty, które oczywiście mi się szybciej niszczyły, więc to ja byłam winna, jestem niezdara itd... nie mogłam z domu wychodzić za karę za zachowanie (mojej siostrze grzeszki przechodziły bezkarnie, nawet jak była dużo starsza niż ja w swoim czasie). Jak coś zapomniałam podczas zakupów albo źle kupiłam - awantura i musiałam oddawać ze swoich kieszonkowych (równowartość 1 loda tygodniowo). Zawsze miałam problemi pod górkę, jak chciałam gdzieś wyjechać, do ostatniej chwili rodzice zwodzili mnie z wyjazdem na obóz (parę razy było juz za późno na formalności i nie pojechałam).
Moja siostra skrzętnie to wykorzystywała i kablowała.
A złe nasze relacje to była moja wina. Matka zawsze stawała ślepo po jej stronie.
Wszystko się zmieniło, jak zaszłam w ciążę. Nagle stałam się oczkiem w głowie - uważaj na siebie, nie rób tego, tamtego, nie jedź na biwak, nie spij pod namiotem.... Z ulgą odetchnęłam, bo jak się urodziła moja córcia, to znowu odeszłam w cień i wróciłam do dawnej pozycji. Oczywiście moja siostra była zazdrosna o miło0ść dziadków do wnuczki i komentowała, że Mała jest wpadką (bo kto planuje dziecko na grudzień - w święta??), że nie ma wstępu do jej pokoju, że za głośno płacze itd.... Doszło do tego, że jak rodzice moi pytają Małej, gdzie jest ciocia (w domyśle - moja siostra), ta szuka naszej sąsiadki lub swojej chrzestnej (o to, że moja siostra nie została chrzestną, też był problem. Pomijam, że jest niewierząca, ale jej się to przecież NALEŻAŁO).
W tej chwili żyjemy dość skromnie, bez niczyjej pomocy, mimo, ze mamy teraz ciężko - mnie się kończy stypendium doktoranckie, mąż stracił pracę. Rodzice starają się tamte zaniedbania nadrobic, ojciec pomaga w sprawach elektrycznych, matka weźmie Małą na spacer (raz w tygodniu sobie przypomni), deklaruje pomoc, ale ja wolę pójść do sąsiadów, do przyjaciół, do znajomych z pracy. Bo ci mnie akceptują taką, jaka jestem, a nie widzą we mnie niezdary (nadal chodzę zgarbiona i krzywo stawiam nogi), osoby głupiej i śmiesznej.
Z tego powodu mąż nie chce mieć drugiego dziecka (ma jeszcze syna z pierwszego małżeństwa). Ja mimo to marzę o drugim. Myślę, że potrafię kochać kilka osóbek na raz.
Autor: siostra  (2010-08-03 19:45:04)
-----
Do takiej sobie kobiety
Nie dziwie sie wcale siostrze ze sprała Twojego bachora na pewno jest rozpieszczony sadzac po wpisie jego mamusi:]Jest pepkiem swiata wszyscy sie nad nim trzesa a Twoja siostra tak jak i w dziecinstwie tak w doroslym zyciu jest pewnie gorsza .Ty sie wez zastanow co zrobiliscie twojej siostrze jest niepewna siebie pelna lekow zazdosna o kazdy mily gest i slowo w kierunku twojego dziecka ,ktorym ona nigdy nie miala szansy byc KOCHANYM I WARTOSCIOWANYM!!!!no i odbiła sobie wszystkie lata upokorzen.A swoja droga skad wiesz ze twoje wspaniale dziecko nie zachowywalo sie paskudnie i bez szacunku wobec opiekunki?tez bym wpierdo...takiemu rozbrykanemu bachorowi.
Autor: Vivi  (2010-08-04 09:18:04)
-----
Wszystkim, którzy są poranieni, którzy nie dają sobie rady ze sobą i swym życiem gorąco polecam książkę ,,Wolni od niemocy''
o. Augustyna Pelanowskiego. To naprawdę mądry kapłan, który pomaga bez moralizowania. Nie da się jej przeczytać ot tak, bo wydobywa z nas takie pokłady emocji, tego co nosimy w sobie: żalu, nieprzebaczenia, złości, odrzucenia, wycofania, strachu, lęku. Jestem na etapie czytania i robię przerwy bo ryczę nad sobą.bo tyle we mnie goryczy i poczucia porażki i wycofania. Polecam też stronę z jego homiliami i rekolekcjami:
http://libra.kpsi.pl/vd/mp3/pelan_mp3.html
Także książkę Ewy Woydyłło ,, Podnieś głowę".
Autor: dobryduszek:)  (2010-08-04 13:02:25)
-----
Autor: khbkibki (2010-08-03 13:13:59)
-----
dobry duszku, czy wiesz to, czy więcej - czy doświadczasz tego, jeśli doświadczasz, to czy można się z Tobą skontaktować - w celu uzyskania jakichś podpowiedzi dla błądzących?

tak polecam moja stronke;) serdecznie zapraszam wszystkich poszukujacych:) i posylam wam moc goracych pozdrowien:)
http://chomikuj.pl/tacjanna
Autor: Lila  (2010-08-05 11:24:09)
-----
Przeraża mnie to jak bardzo to 'niedokochanie' wpływa na dalsze zycie. ja sobie z tym nie radzę, wiem,że byłam trudnym dzieckiem, ale teraz myslę że w ten sposób 'nadrabiałam' ignorancję otoczenia. Od zawsze słyszałam,że jestem wredna, mam zły charakter, ludzie mnie nie lubią, jestem bałaganiarą, leniem itd itp. Jako dziecko cierpiałam na nerwicę natręctw (teraz wiem, co to było).I wiem,że jak człowiekowi powtarza się coś nieustannie to w to uwierzy. dzis mam 31 lat, nie akceptuję siebie, nie mam przyjaciół, zyję w odosobnieniu.Nie mam nic do zaoferowania swiatu.Wszyscy i tak wiedzą 'jaka jestem'. najgorsze to ,że moje rodzeństwo jest po tej drugiej stronie-stronie matki.Patrzą na mnie jak na ofiare losu.Nie otrzymuję od rodziny żadnego wsparcia. jeśli się na coś poskarżę to usłyszę:przecież to twoja wina, sama tego chciałaś. Łacznie z moją chorobą, która też jest 'moją winą' bo 'zaniedbałaś siebie, nic nie robisz' . Czekam teraz na operacje, o której rodzina nic nie wie.Wiem ,że moge liczyć na ich litość , ale akurat tego uczucia nie chcę. Nie chcę mieć dzieci, tzn może chcę ale boję się ,że powtórzę schemat i nie będe umiała całkowicie pokochac dziecko.
Nie zapraszam kolezanek do domu bo matka ma zwyczaj krytykowania mnie w ich obecności.Moja siotra powiedziałą raz,że gdybym się wyprowadziła, gdyby mnie nie tu nie było, to wszystkim ułatwiłabym zycie. Może tak jest, nikt o mnie nie walczy, ja tez nie walczę o siebie, po co.
Nie wiem, po co niktórzy mają dzieci, jesli nie potrafia ich równo pokochac.
Autor: Cirrus  (2010-08-05 21:51:45)
-----
GORSZY-GORSZA. czytam tą listę zwierzeń tych gorszych, i kilku tych lepszych, co przejrzeli na oczy, jak choćby ten 18-latek, którego uratował mądry dziadek. te koszmarne relacje trwają często po grób. nie chce się wierzyć, że ludzie są tacy nawet dla tych co żyją z nimi w jednym domu. a jednak. Zwrócę waszą uwagę na, według mnie, bardzo ważny aspekt problemu. uświadomił mi go mój własny ojciec. wiele z was cierpi i milczy. milczy i cierpi. całe lata, całe dziesięciolecia. bo to matka albo ojciec, albo oboje są tacy niesprawiedliwi, nieuczciwi, niekochający. i boicie się naruszyć tabu nakazujące szanować matkę i ojca. Ale oni was niszczą, dzielą rodzeństwo, dając demonstracyjnie wszystko jednej/jednemu, a nic drugiej/drugiemu. wasze milczenie, płynące ze szlachetnych pobudek, obraca się jednak przeciw wam. bo ci krzywdzący rodzice upewniają się w przeświadczeniu, że wszystko jest w porządku, że tak należy, że dobrze jest jesteście poniżani, odrzucani, traktowani jak służący, jak pół-ludzie. A kiedy im to kiedyś wykrzyczycie, będą się bronić, że sami to akceptowaliście, więc to bardziej wasza wina niż ich. Ten co krzywdzi ma obowiązek przestać krzywdzić., ten co jest krzywdzony nie ma obowiązku się bronić. ale ma prawo. ma prawo się bronić, walczyć, nawet bardzo stanowczo i gwałtownie. Często patrzą na was wasze dzieci. jeśli cierpicie w milczeniu, one często napierają mylnego przekonania, że tak powinno być. i problem się przenosi dalej,, na trzecie już pokolenie. dlatego trzeba sobie powiedzieć: mam pełne prawo żądać od matki/ojca żeby przestali mnie poniżać. a jeśli nie przestaną, mam pełne prawo sam to wymusić na nich. uleganie udręczeniu ze względu na dobro dzieci, żeby były na imieninach babci-dręczycielki, żeby podtrzymywać "stosunki rodzinne" nieraz wyrządza dużą krzywdę i wam i dzieciom. Trzeba się bronić, trzeba powstrzymywać takich dręczycieli. także dla nich samych. bo dręcząc stają się coraz potworniejsi sami dla siebie.
Autor: Agnieszka  (2010-08-05 22:47:13)
-----
Wiecie co? mam ochotę rzucić to wszystko zabrać męża i syna i wyjechać na drugi koniec świata,nie podawać adresu i telefonu nikomu, zniknąć,albo marzę żeby oni zniknęli albo umarli, czy to normalne? nie..........to jest chore.
Autor: fiona  (2010-08-07 11:30:48)
-----
Przeszłam to samo co wy!!!
Teraz mieszkam zagranicą nie mam mozliwości,aby iść na terapie.
Dlatego prosze Was podajcie tytuły książek,które warto przeczytać,aby sobie pomóc.
Autor:  (2010-08-07 12:58:39)
-----
u mnie w rodzinie zawsze bylo tak ze moja siostra dostawala wiecej uwagi rodzicow niz ja. Tylko slyszalam : bo ona jest starsza i potrzebuje. A to nowych zabawek bo ja sie moge bawic starymi a to nowych ubran bo ja moge nosic po niej a to wiecej uwagi, a to wolnej reki (wypady na dyskoteki itd) itd... bo ona jest starsza, jej 3 w szkole byly lepsze niz moje 5. A ona? swietnie to wykorzystywala... biedna nieporadna dziewczynka potrzebujaca wiecznie wsparcia rodzicow. Gdy mialam 18 lat dopiero sie zorientowali ze tak naprawde nic o mnie nie wiedza i nie maja zadnego konatktu ze mna bo o swoim dorastaniu moglam bardziej porozmawiac z rodzicami kolezanek czy swoich partnerow niz z nimi. Wyjechalam za granice w wieku 21 lat gdyz uwazalam ze w domu nie jest moje miejsce. Wciaz mam z nim kontakt bo to sa rodzice ale jest to opowiadanie o glupotach jak sie czujecie jaka jest pogoda i tyle. z siostra rowniez o niczym wiecej nie rozmawiam.Najbardziej brakuje mi takiej zzytosci z siostra. nigdy jej nie mialam i zawsze mnie sciska w sercu kiedy widze takie rodzenstwo.
Autor: karo  (2010-08-08 00:07:47)
-----
Ja również jestem najgorsza. Z ust mojej matki usłyszałam wiele obelg typu: ty śmierdzący leniu, darmozjadzie i nierobie. Przez cały okres dzieciństwa i młodości skutecznie podkopywała moje poczucie własnej wartości. Mimo tego, że sama zarabiałam na swoje studia i pomagałam w gospodarstwie, nigdy nie doczekałam się uznania z jej strony. To moja młodsza siostra jest najlepsza - ja '' nie dorastam jej do pięt". Ciągła krytyka, obelgi, bicie po twarzy - w ten sposób matka radziła sobie ze swoimi emocjami. Ten zły okres minął.
Dziś jestem szczęśliwą żoną i mamą przepięknej, dwuletniej córeczki.
Paradoksalnie cieszę się, że to na mnie matka skupiała całą swą złość i nienawiść, że nie zaznało tego traktowania moje młodsze rodzeństwo. Mam tylko jedno pytanie- kiedyś podczas kłótni z matką ona życzyła mi, abym nigdy nie została mamą,albo żeby moje dzieci poumierały - czy jej życzenie może się spełnić? Boję się o moje dziecko, które kocham ponad życie, a te słowa są jak cierń w moim sercu i utrudniają życie, powodując niewyobrażalny lęk- pomóżcie
Autor: ta gorsza  (2010-08-08 10:07:43)
-----
Nie martw się , jej życzenie się nie spełni .To jest tylko twoja myśl , skutecznie wpojona twojej głowie , ale pamiętaj tylko myśl.To ona rodzi ten lęk w Tobie.A myśli są czasem natrętne , można oszaleć od ich natłoku , czasem zaczyna się w nie wierzyć .Niepotrzebnie zupełnie.
Twoja mama wypowiedziała bardzo głupie słowa.ALE TO SĄ TYLKO SŁOWA.
Twojej córeczce nic się nie stanie .Tym bardziej ,że ma wspaniałą i mądrą mamę :)
Staraj się przepędzać te chore myśli , skup się na czymś innym .
Gwarantuję Ci ,że wszystko będzie dobrze .Już jest dobrze :)
Tak trzymaj , jesteś bardzo dzielna.
A do twojej mamy wróci zło które stworzyła , zawsze wraca , prędzej czy później.
Autor: nina  (2010-08-08 17:29:42)
-----
A ja chyba jestem tą lepszą, nigdy tego jakoś specjalnie nie odczułam ale siostra ma do mnie ostatnio pretensje,że ona do wszystkiego musiała dojść sama a mnie zawsze ktoś wspierał.Mamy zupełnie inne charaktery ona jest wybuchowa,pewna siebie i zawsze wie czego chce.Ja wiecznie zagubione dziecko,niepraktyczna roztrzepana romantyczka w dodatku leń.Wydawało by się,że ona na więcej zasługuje a tym czasem ja dostaje więcej choć o nic nie proszę.Przykro mi,że to psuje nasze kontakty :(
Autor: Pik  (2010-08-09 11:30:22)
-----
Do Karo .Miałem podobny przypadek , moja stara gadała w podobnym tonie, powiedziała nawet że po śmierci mnie będzie straszyć:) Do dziś moja ,,mamusia" ze swoją córeczką a moją siostrą uwarzają że nic się nie stało i nie dzieje. No ku.. w sumie to się nic nie dzieje ale dzieciaka zostawić u mamusi nawet na kilka godzin nie moge i daruje sobie opis dlaczego bo argumenty są bezsensowne. Bezsensowne wydawało mi się też moje odrzucenie gdzie do dziś nie znalazłem logicznego wytłumaczenia . W bzdury wyklęć to nie wierz bo tworząc zło w swoim łbie to jedynie na siebie może owo zło sprowadzić. Myśl pozytywnie i odrzucaj jakiekolwiek złe myśli a stworzysz sobie pancerz przed wszelakim złem a szczególnie jej zaklęciami. Kiedyś byłem w kościele i pytam P.Boga dlaczego z premedytacją idę w złamanie przykazania o czci dla rodziców. W drodze powrotnej mnie olśniło ! A kto ci każe łamać ? ! Kochaj i czcij ale robić tak jak chcą twoi rodzice nie musisz . Nie musisz ich nawet ogladć aby w sercu odrobine pamięci dla nich zostało i wystarczy. Jednak ciężko z takim jażmem przeszłości żyć . Sądząc po wypowiedziach poprzedników chyba się to będzie ciągło, bo to dusza gdzieś była zraniona. A jeszcze do kolekcji żona po 10 latach też mnie już nie chce, od kilku lat robi wszystko żebym to ja był tym co ją zostawił. A jak nie reagowałem to zaczeła się spotykać z czatowcami. Ech to nie na temat ale też odrzucenie . A robiłem wszystko żeby mieć dom, nawet nałogów za wyjątkiem kawy nie mam. Jak to mówią ,,życie" :) No życie tylko jak teraz wierzyć człowiekowi? pozdrawiam
Autor: karo  (2010-08-09 22:34:16)
-----
do Pik. Mam dokładnie to samo. Też boję się zostawić moją córkę u matki, która wychowała nas czworo i ma doświadczenie w opiece nad dziećmi. To brak zaufania i nic na to nie poradzę. Mam nadzieję, że w Twoim małżeństwie wszystko ułoży się pomyślnie i będziesz miał dom jakiego pragnąłeś. Pozdrawiam.
Autor: tez gorsza  (2010-08-14 23:27:22)
-----
Nawet nie wiem, co napisac. Ze ja tez? Zeby innym bylo razniej? To sie niestety ciagnie. Ja, gorsza corka, moja corka, gorsza wnuczka (ma 13 lat i wie jak jest).
Zal pozostaje na zawsze. A poza zalem duze klopoty emocjonalne w doroslym zyciu.
A na swieta jest telefon z Polski: zyczymy wam w tej dalekiej Anglii wszystkiego najlepszego. My tu jestesmy wszyscy i jest nam bardzo wesolo (wszyscy, czyli moi rodzice, siostra z mezem i jej coreczki). Mogliby sobie zaoszczedzic kosztow.
A "najsmieszniejsze" jest to, ze bardzo dbajacy o opinie publiczna moi rodzice glosno i piskliwie zapewniaja jak kochaja mnie i moje dziecko i ze wszystko kiedys bedzie dla mojej corki (hahaha).
Nie sa w ogole ciekawi jak zyjemy, co robimy, sa szczesliwi ze jestesmy daleko. Zajmuja sie zapewnieniem solidnego wsparcia mojej siostrze i jej rodzinie.
Wiec nie dziele sie z nimi swoimi radosciami i problemami. Nasza rodzina to moj maz, moje dziecko i ja. Czuje, jak jest nas malo, a jak ktoregos nie ma, to jeszcze mniej.
Czasami sie zastanawiam czy moi rodzice beda miec kiedys chwile refleksji i zastanowia sie nad tym, ze byli wobec mnie i mojego dziecka niesprawiedliwi?
Dodaj własny komentarz
Autor opinii:
(twój pseudonim, imię lub nazwisko)
E-mail autora:
(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)
Twój komentarz:



Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty

© 1999-2010 Grupa o2 Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu.