×

3

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”, Felix Herngren

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”, Felix HerngrenEkranizacja bestsellerowej powieści Jonasa Jonassona. Pełna dygresji, ale mocno skupiona na postaci głównego bohatera. Wiele zdradza już sam tytuł: Allan Karlsson (Gustaffson) ma sto lat i całą masę werwy. Nie zamierza spokojnie gasnąć w domu starców, przeciwnie: wyskakuje przez okno i udaje się w ostatnią podróż. Na dworcu kolejowym przez przypadek wchodzi w posiadanie walizki pełnej mafijnych pieniędzy. Odtąd tropić go będzie gang fajtłapowatych (główny mafioso na szczęście przebywa na Bali) motocyklistów. Allan spotyka na swej drodze kolejnych sprzymierzeńców, rozmowy z nimi stają się wstępem do (bodaj najważniejszych w „Stulatku”) retrospekcji. I tak dowiadujemy się, że nasz pirotechnik (od małego ukochał dynamit, petardy i wszelkiej maści bomby) życie miał niezwykłe. Walczył w wielu wojnach, był podwójnym agentem, rewolucjonistą, współwynalazcą bomby atomowej. Kolegował się m.in. ze Stalinem, Mao, gen. Franco, Churchilem, Trumanem, Reaganem…

„Stulatek” wywołał w Szwecji szał na miarę naszej małyszomanii. Przeczytały go i obejrzały miliony. Co specjalnie nie dziwi: Herngren znalazł chwytliwą formułę. Połączył typowo skandynawski, czarny, zdystansowany humor z prawdziwie hollywoodzkim (akcja zaprowadzi nas m.in. do Iranu, Korei, Rosji, Anglii, USA, a nawet w Himalaje) rozmachem. Do tego dodał urokliwych bohaterów i prostą, stoicką filozofię: Allan nie ma względem życia specjalnych oczekiwań, nie próbuje zmienić świata, dopasowuje się do sytuacji, płynie „z prądem zdarzeń”. I nieźle na tym nie wychodzi. Do tego film jest zgrabnie opowiedziany, ma przyzwoite tempo, karmi się nostalgicznym nastrojem (przypomina się m.in. Menzelowski „Obsługiwałem angielskiego króla”, a nawet „Grand Budapest Hotel” Andersona). Humor słowny miesza się z sytuacyjnym, z morza gagów wypływa niegłupi, ironiczny, absurdalny skrót z historii XX w.

Całość ma masę wdzięku, ogląda się ją naprawdę dobrze. Oczywiście można się też „Stulatka” czepiać. Retrospekcje są bez wyjątku cudowne, ale Herngrenowi brakuje niekiedy pomysłu, jak zgrabnie połączyć je z teraźniejszymi wydarzeniami. Konstrukcja jest więc fragmentaryczna, typowo gagowa, w dodatku film stoi w stylistycznym rozkroku. Twórcy nie mogą się zdecydować, czy ma to być zupełnie abstrakcyjna bajka dla dorosłych, czy jednak owszem zwariowana, ale trzymająca pozory realizmu komedia. W tym ostatnim ujęciu drażnić (i potęgować wrażenie dystansu) może kompletne nieprawdopodobieństwo większości przygód Allana. Ale po prawdzie: nikomu nie będzie się chciało „Stulatka” krytykować. Film jest urokliwy, autentycznie śmieszny, dysponuje mocą tzw. „poprawiacza nastroju”. To typowo wakacyjna, ale trzymająca poziom, nie uwłaczająca niczyim gustom rozrywka. Cudowne antidotum na głupotę typowych dla sezonu ogórkowego komediowych koszmarków made in USA. Zdecydowanie polecam.

Skomentuj

Komentarze (3)

  • Zośka 13.07.2014, 01:55
    Bardzo zabawny film!
    0
    0 | 0
  • gość 16.07.2014, 10:37
    Świetna komedia!
    0
    0 | 0
  • gość 16.07.2014, 10:37
    Może trochę za długi, ale naprawdę fajny film!
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...