3

„Bóg jest czerwony”, Liao Yiwu

Bóg jest czerwony, Liao YiwuKomunistyczne Chiny dziś kojarzą się nam wyłącznie z masową produkcją towarów zalewających światowe rynki. Rzeczywiście, poziom chińskiego eksportu zwiększa się z dnia na dzień. Kraj ten dysponuje potężną siłą roboczą oraz nowoczesnymi technologiami. Niestety olbrzymi rozwój chińskiej ekonomii nie idzie w parze z rozwojem demokracji, swobód obywatelskich i praw człowieka. Cierpią wciąż przede wszystkim słabo wykształceni robotnicy, którzy pracują w fabrykach za przerażająco niskie stawki. Wydaje się, że świat, ogarnięty pogonią za zyskiem, akceptuje to, co dzieje się w Chinach, tak jak kiedyś „zaakceptował” chińską, „pokojową” aneksję Tybetu. Ale jest jeszcze jedna, fascynująca rzecz związana z Chińską Republiką Ludową. Okazuje się bowiem, że w tym wielkim ateistycznym kraju żyje około 70 milionów chrześcijan. Pisze o nich chiński pisarz, poeta i dziennikarz Liao Yiwu, autor reporterskiej książki „Bóg jest czerwony. Opowieści o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach”.

Chrześcijaństwo przybyło na teren Chin już w siódmym wieku naszej ery. Na dworze Kubilaj-chana odbywały się naukowe dysputy kapłanów i uczonych, do Chin przyjeżdżali zachodni misjonarze, a Chińczycy studiowali w zagranicznych seminariach. W 1949 roku w kraju żyło 700 tysięcy wyznawców chrześcijaństwa. Dziś ich liczba jest znacznie wyższa, lecz – biorąc pod uwagę populację 1,3 miliardów obywateli – chińscy chrześcijanie stanowią mniejszość. Ale nie ilość wyznawców interesuje Liao Yiwu, ale kwestia tego, jak państwo traktuje tych, którzy chcą swobodnie wyznawać swoją religię. Liao Yiwu nie koloryzuje rzeczywistości: w swoich 18 reportażach opisuje prześladowania, tortury i egzekucje chińskich chrześcijan, którzy nie chcieli i nadal nie chcą podporządkować się zakazowi wyznawania „niebezpiecznej” dla Chin zachodniej religii.

„Bóg jest czerwony” to zapis wielu rozmów, jakie Liao Yiwu przeprowadził m. in. z chłopami z ludów Miao, Yi i Bai, mieszkających w południowo-zachodnich Chinach, z dala od Pekinu. Yiwu, chiński opozycjonista i dysydent, o chrześcijanach dowiedział się przez przypadek za sprawą doktora Suna – lekarza, który zrezygnował z lukratywnej praktyki po tym, jak przeszedł na chrześcijaństwo. Doktor Sun zamieszkał wtedy wśród prostych wieśniaków i tam rozpoczął skromną praktykę, lecząc – najczęściej za darmo – ludzi, których nie stać na najprostsze zabiegi medyczne. To on zaproponował Liao Yiwu odbycie miesięcznej podróży na prowincję i spotkanie z chińskimi wyznawcami chrześcijaństwa. Zaintrygowany Yiwu nie zastanawiał się ani przez chwilę. I chociaż był ateistą, interesował go los ludzi, którzy – podobnie jak on – prześladowani byli za swoje poglądy i opór wobec władzy.

Jednym z bohaterów reporterskiej opowieści Yiwu stał się 70-letni Wang Zisheng. Jego ojca, działacza katolickiego i kaznodzieję, chińscy żołnierze zabili, kiedy wybuchła rewolucja kulturalna (ojciec Zishenga został później uhonorowany pomnikiem, który stoi przed Opactwem Westminsterskim w Londynie). Bohater w rozmowie z Yiwu mówi o tym, jak wyglądał proces i śmierć ojca, jak on i jego rodzina byli prześladowani i jak później przebywał w obozie pracy. Na koniec mężczyzna stwierdza:

Nie, nie czuję goryczy. Jako chrześcijanie wybaczamy grzesznikom i podążamy dalej. Jesteśmy wdzięczni za to, co mamy dzisiaj. Tak wiele pozostało do zrobienia.

Na tym właśnie polega siła wiary. Człowiek jest w stanie przetrwać każde przeciwności losu, a nawet wybaczyć swoim wrogom. Autor książki zastanawia się jednak, czy takie podejście do świata nie jest na rękę chińskiej władzy:

Chińscy uczeni nieustannie rozważają, czy niektórzy chrześcijanie wybaczyli zbrodniczemu reżimowi w przejawie prawdziwego bożego miłosierdzia, czy dla usprawiedliwienia tchórzostwa. Ponieważ partia wciąż prześladuje chrześcijan i podejrzliwie patrzy na wszelkie ruchy duchowe, które grożą zakwestionowaniem jej władzy, nie wszyscy śpieszą się wybaczać.

Wśród tych ostatnich jest stulenia zakonnica, z którą rozmawiał Yiwu. Na pytanie, czy wybaczyłaby swoim prześladowcom, odpowiedziała:

Nie, absolutnie nie!

„Bóg jest czerwony” to książka, która wiele mówi o władzy i jej relacjach z ludźmi, przede wszystkim z osobami religijnymi, wierzącymi w coś więcej niż w politykę, system i pieniądze. Bo sytuacje opisane przez Yiwu zdarzają się w wielu rejonach świata i dotyczą nie tylko chrześcijan. Mam więc nadzieję, że za sprawą takich pisarzy jak Liao Yiwu zrozumiemy, że przemoc nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.

Dominik Sołowiej

Znawca i wielbiciel nowoczesnych technologii. Pisze o kulturze i sprawach społecznych, od lat namiętnie krytykując dobrą i złą literaturę. Miłośnik skandynawskiego kryminału, amerykańskiej science-fiction i polskiego reportażu. Autor ponad stu artykułów popularnonaukowych, wywiadów i analiz literackich. Na co dzień dziennikarz telewizyjny i trener rozwoju osobistego. Jak przystało na rasowego humanistę, trenuje boks. Uwielbia aromatyczną kawę i - od czasu do czasu - mocnego papierosa. W wolnych chwilach słucha Nicka Cave'a. A z malarzy ceni Velázqueza za dowcip!

Skomentuj

Komentarze (3)

  • marcin_freak 17.11.2014, 15:01
    dzisiaj bycie chrześcijaninem nie jest bezpieczne. Szczególnie na Bliskim Wschodzie.
    1
    1 | 0
  • gość 05.01.2015, 16:42
    Dzięki za recenzję. Zaciekawiła mnie i spróbuję dotrzeć do tej książki.
    0
    0 | 0
  • gość 24.10.2015, 16:58
    The rules are the same for all ICF (international Christian fellowships), this is besauce they are run by foreign ministers... Więcej
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...