16

Wrzutki i zdrapki

Każdy chce wygrać milion albo pięć, ale ja dziś nie o tym, niestety. Fortuna kapryśną bowiem jest nie tylko dla ludzi. Zobaczyłam w telewizji - ktoś w Tczewie „przelobował” wilkopodobnego psa przez mur schroniska. Kamera monitoringu zarejestrowała, jak rzucone przez mężczyznę  iście olimpijskim zamachem zwierzę rykoszetuje najpierw o ogrodzenie, a następnie spada w wąską szczelinę na terenie schroniska. Pies w związku z tym wabi się Wrzutek. Trafnie.



„Zabić to mało” – jedno z ulubionych powiedzonek mojej śp. Babci Bronisławy, absolwentki siedmiu klas szkoły podstawowej z przedwojennej wsi w rejonie Puław. Lubimy rozwodzić się nad tym, jak to „chłopi” są nieczuli wobec zwierząt, w szczególności psów, które marzną i głodują na podwórzach, idą na śmierć, gdy stają się bezużyteczne… Ale moja kochana Babcia Brońcia nie miała na myśli psów, lecz ludzi. Różnych ludzi. Na przykład Niemców stacjonujących w polskich lasach, którzy swoje dzieci zamykali za przewinienia w króliczych klatkach, a psy walili kijem za byle co. Zastanawiam się czasem, czy aby na pewno jesteśmy od nich lepsi.

Wrzutki i zdrapki

Gdyby ktoś arystokratyczny i inteligentny bez uprzedzenia zawitał do naszego wielkiego i wielopokoleniowego mieszkania przy praskiej Wileńskiej w latach 60. ubiegłego wieku, doznałby zapewne szoku. Warszawa! W kuchni biegał zawsze kogut, kilka gołębi – bynajmniej nie na rosół… Za nimi uganiał się co najmniej jeden pies, w porywach trzy, i tyleż kotów. W klatce śpiewał kanarek, a czasem, wypuszczony, latał nad tym całym galimatiasem. Raz zdarzył się zając. Teoretycznie powinien zostać wywieszony za oknem do skruszenia, ale zamiast tego kicał po skrzyni na węgiel i pilnował skrzętnie swoich interesów. Karpie pływające w wannie do marca i uniemożliwiające domownikom swobodną higienę były u nas na porządku dziennym, rok w rok.

Wrzutki i zdrapki

Problem polegał na tym, że Babcia bardzo chciała nas karmić, ale nie miała tzw. ręki - ani do siekiery, ani do tasaka. Miała za to ciepłe serce dla zwierzaków i przekonanie, że są lepsze od ludzi. Co przywiozła z rodzinnej wsi, to zamiast oporządzić, dopieszczała. Wszyscy sąsiedzi krzyczeli, że podwórkowe gołębie roznoszą choroby, a babcia znosiła je do domu, leczyła kulawe łapki i złamane skrzydła. Ogłoszenia o kolejnych psach do oddania przyczepiała pinezkami do okolicznych drzew oraz na pobliskiej Górce, towarzysko uczęszczanej przez mieszkańców dzielnicy. Zasłynęła również żarliwą napaścią na końską jatkę – nie mieściło Jej się w głowie, jak można zabić konia i zrobić z niego tatara. Była osobą niewykształconą, nieobeznaną z historią światowej, w tym naszej wschodniej kuchni…

Duchowi, czy raczej emocjonalni spadkobiercy mojej Babci istnieją. Dziś mają do dyspozycji Internet, niektórzy całkowicie angażują się w pomaganie zwierzętom, inni robią to naturalnie i okazjonalnie, z marszu. Jak widzę, mają pełne ręce roboty. I wcale nie jest miarą człowieczeństwa obycie, edukacja, wyższa kultura czy warunki materialne. Rzeczywistość skrzeczy i przeczy schematom. Mój znajomy policjant prowadza na spacerki miniaturowego, przerażonego kundelka o imieniu Zdrapek – ktoś go wyrzucił z auta na jezdnię i nie za bardzo było co zbierać… Metroseksualni przyjaciele, na równi z samotnymi staruszkami, hołubią pieski bez jednej łapki czy oczka – o braku rodowodu nie wspominając. To napawa ostrożnym optymizmem.

Człowiek, który rzucił psem o ścianę schroniska, zastanawia mnie. Podjechał samochodem, zainwestował w benzynę, w sumie znalazł odpowiednie miejsce… Nie zatłukł psa, nie powiesił, nie utopił. Widać jakieś oznaki pracy mózgu. Jest OK. Ale człowiek, który ma 30 psów, to już wariat. Tak myślimy.

No cóż, Babciu Brońciu, przyznaję Ci rację. Zabić to mało.

Monika Szymanowska

Filozofka, weteranka pism męskich i kobiecych, niestrudzona poszukiwaczka trzeciej płci. Psiara, przechera, pisarzyca. Singielka z odzysku, w luźnym związku ze: Stanisławem Bieskiem, lat cztery i pół. Lubi knajpki przetrwałe po PRL-u, w których wolno palić i wymieniać się poglądami z uśmiechem, nie z kijem.

Skomentuj

Komentarze (16)

  • gość 20.03.2014, 14:37
    Moniko popieram Cie calkowicie zabic to jeszcze malo ale ja bym dolozyla - przerzucic chama te... Więcej
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 16:47
    Mogę ja go przerzucić? prooooszę..... No wezmę jeszcze ze trzy osoby do pomocy, dla jednego piiiiiip nie zdewastuję sobie ... Więcej
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 16:50
    tymi gośćmi przed zabiciem powinniśmy też porzucać w płot. Jak można rzucać żywą istotą??. Ten pies powinien ich prześladow... Więcej
    0
    0 | 0
  • gościnnie 20.03.2014, 17:10
    Jezus by mu wybaczył więc i ja mu też wybaczam, tak jak wszystkim katom psów.
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 17:29
    ja mogę pomóc w tym rzucaniu, a raczej sama dam radę, złapię ćwoka za.....i zakołuję nad głową. Jak jestem zła, to mam nadl... Więcej
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 19:37
    Ja bym go za ja.a chwyciła i przeżuciła.
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 20:02
    A w drugą stronę .Mieliśmy psa dużego , mieliśmy dom więc pies miał kojec i swoje miejsce.Urodził się syn .Niepełnosprawny ... Więcej
    2
    0 | 2
  • gość 20.03.2014, 21:03
    No dobrze, ale go nie rzuciłaś przez ogrodzenie. mógł wpaśc na ostre rzeczy, mogł zlamac nogę itp.
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 21:58
    Zgadzam się z gościnnie. Ja też tak uważam.
    0
    0 | 0
  • gość 20.03.2014, 22:43
    Po prawie 15 latach musiałem nie dawno uśpić mojego przyjaciela..i dalej nie mogę się z tym za bardzo pogodzić...musiałem p... Więcej
    1
    1 | 0
Trwa ładowanie...