1

"Schudnij laska". Dla kogo zmieniają się kobiety

Możesz uznać, że jesteś beznadziejna i zostawić sytuację taką, jaka jest, mówiąc sobie trzy razy dziennie, jaka jesteś słaba. Możesz jednak postawić sobie mały cel, zrobić pierwszy mały krok, a potem kolejny i zadziwić samą siebie, a rano patrząc w lusterko pomyśleć: "Daję radę. Fajna i dzielna ze mnie laska".

Polskie portale internetowe obiegła historia Hayley Westoby, Australijki, która ponoć „na złość” byłemu chłopakowi schudła 65 kg. Autorzy artykułów prześcigali się w opisywaniu, jak wielką przykrość jej sprawił i jak postanowiła się zrewanżować. Z jednej strony – doskonale, w końcu każdy sposób jest dobry, aby zmieniać się na lepsze. Z drugiej – czy Hayley naprawdę chodziło o rewanż?

Z badań Instytutu Żywności i Żywienia wynika, iż w Polsce z problemem otyłości i nadwagi boryka się około 50 proc. kobiet, a odsetek ten ciągle rośnie. Nie jest już żadną tajemnicą, że tyjemy na potęgę, choć wydawałoby się, że na co dzień trudno spotkać koleżankę, która nie jest akurat na jakiejś diecie, detoksie, ogólnie rzecz ujmując, taką, która się nie odchudza. Czasami można odnieść wrażenie, że niektóre z nich w zasadzie nigdy nie przestają.

Ile kobiet odchudzających się, tyle powodów. Zbliżający się ślub albo ważna impreza, chęć podobania się chłopakowi, zmieszczenia się w wymarzoną sukienkę, wstyd przed wyjściem na plażę. I choć każdy powód do zmiany jest dobry, to na szczęście coraz częściej zaczynamy interesować się tym najważniejszym aspektem – własnym zdrowiem i dobrym samopoczuciem.  Na szczęście, ponieważ to od nich wszystko się zaczyna, a pozytywna, wewnętrzna motywacja pozwala nam dłużej trwać we własnych postanowieniach.

Tak naprawdę historia Hayley wcale nie jest o rewanżu. W wywiadach w zagranicznej prasie dziewczyna opowiada, że podczas drobnej, mało istotnej sprzeczki o głupoty, jej chłopak rzucił: „Mogłabyś trochę schudnąć”. Oczywiście, zrobiło jej się przykro, szczególnie, że nie do końca zdawała sobie sprawę ze swojej otyłości. Ale jak sama przyznaje, nie uważa, że zrobił to złośliwie. Komu z nas nie zdarzyło się rzucić czegoś w złości?

Hayley podczas studiów rzuciła się w wir kolejnych imprez ze znajomymi. Jeśli imprezy, to alkohol, fast food, słodycze. Kilogramy przybywały niemalże hurtowo, a ona całkowicie straciła nad tym kontrolę. Uwaga chłopaka była trochę jak kubeł zimnej wody, który sprawił, że po raz pierwszy od dawna weszła na wagę. Ta pokazała 119 kg. Przeżyła szok i szybko podjęła decyzję o tym, że chce nad sobą pracować.

I choć do tego momentu historia brzmi jak milion innych, to jest coś, co odróżnia ją większości, które czytamy na damskich forach i grupach na co dzień. Hayley nie spanikowała. W żadnym z wywiadów nie wspomina, by uwaga jej chłopaka sprawiła, że runął jej cały świat. Nie uznała, że jest beznadziejna, nie mówiła, że nienawidzi siebie, nie zastanawiała się, czy przypadkiem nie jest za słaba, by poradzić sobie z wyzwaniem. Ustaliła pierwszy cel, którym było schudnięcie 5 kg i zaczęła go realizować. Dla siebie.

Czas szybko leci, ale dobrze pamiętam, jak ponad 10 lat temu usilnie próbowałam się odchudzić obcinając regularnie ilość spożywanych kalorii. Kiedy przestawałam chudnąć, obcinałam jeszcze. Nie było to ani mądre, ani efektywne, ale bardzo zależało mi, aby pozbyć się zbędnych kilogramów dla mojego chłopaka. Chciałam mu się podobać, a na dodatek od czasu do czasu jego matka wypowiadała kąśliwe uwagi pod moim adresem. Kiedyś usłyszałam, że moja skóra jest tak napięta ze względu na nadwagę, że wygląda, jakby miała pęknąć.

Odchudzałam się więc niezbyt mądrze, ale dość wytrwale. Mój plan jednak runął, kiedy podczas spaceru ówczesny chłopak z przekąsem oświadczył, że przecież i tak nigdy nie będę wyglądała jak należy. Jak to? Przecież chciałam mu się podobać. To mnie załamało i niestety dość szybko zaczęłam wracać do wagi początkowej, a nawet odzyskałam ją z nawiązką.

Oczywiście, byłam wtedy bardzo młoda i – ktoś może powiedzieć – niezbyt mądra, ale dziś, kiedy dzielę się z kobietami historią tego, jak nie katując się, tylko ciesząc się życiem schudłam ponad 40kg. Bardzo często dostaję wiadomości od dziewczyn takich, jak ta młoda ja. To pozwala mi sądzić, że nie byłam jedyna. Nie tylko ja się pogubiłam, nie tylko ja latami nienawidziłam swojego brzucha i nie tylko ja zastanawiałam się jak się go szybko pozbyć. Nie tylko ja myślałam, że odchudzanie to droga przez mękę, której pewnie nigdy nie będę miała siły przebyć.

Znacznie rzadziej piszą osoby takie, jak Hayley. Takie, którym nienawiść do siebie jest obca, które postanawiają schudnąć, bo chcą być zdrowsze, sprawniejsze i odbierają to jako rodzaj troski o siebie. Takie, które nie panikują, nie rozpamiętują tego, co ktoś im powiedział, tylko tworzą plan i zaczynają go realizować.

Na szczęście da się zauważyć, że ta tendencja zaczyna się powoli odwracać. Dziewczyny, kobiety, zmęczone ciągła walką o wszystko mówią stop. Ile można? O tyle rzeczy musimy walczyć w życiu codziennym, często zawodowym, że nie chcemy dobijać się „po godzinach”.  Oczywiście, praca nad sobą, w tym wypadku odchudzanie, to zawsze wyzwanie. Zawsze będzie wymagało pokazania charakteru, niejednokrotnie wyjścia ze strefy komfortu. Czasami upadniemy, dostaniemy kopa w tyłek, czasami ktoś powie nam coś przykrego. Pytanie tylko: co z tym zrobimy?

Są dwa wyjścia. Możesz uznać, że jesteś beznadziejna i zostawić sytuację taką, jaka jest, mówiąc sobie trzy razy dziennie, jaka jesteś słaba. Możesz jednak postawić sobie mały cel, zrobić pierwszy mały krok, a potem kolejny i zadziwić samą siebie, a rano patrząc w lusterko pomyśleć: "Daję radę. Fajna i dzielna ze mnie laska".

Anna Kamińska

Kocha koty i sport. A najbardziej pracę nad sobą. Kiedyś nie potrafiła ruszyć się z kanapy, dziś biega maratony. Schudła 40 kg. Od dwóch lat prowadzi bloga "Ania zmienia". Motywuje i wspiera inne kobiety (mężczyzn zresztą też).

Skomentuj

Komentarze (1)

  • gość 02.02.2017, 12:07
    to jest podstawowy problem, że baby chcą się zmieniać dla kogoś - a najbardziej dla koleżanek, żeby tym małpom szczęka opad... Więcej
    2
    2 | 0
Trwa ładowanie...