20

Pamięci małych sklepików

Jako młody człowiek nienawidziłem osiedlowych sklepików i cieszyłem się z ich powolnej zagłady. Byłem głupi! Sklepiki osiedlowe nie zniknęły, lecz poddały się transformacji. Lokale, przejęte przez popularne sieci handlowe zatraciły indywidualny charakter. Gdziekolwiek się nie zjawię, czeka na mnie znajomy sklep, doskonale wiem, co w nim mogę kupić i za jaką kwotę.

Pamięci małych sklepików

Jakąś dekadę temu (może wcześniej) przez media przetoczyła się fala tekstów poświęconych likwidacji sklepów osiedlowych. Dziennikarze próbowali obronić te miejsca przed inwazją wielkich marketów. Argumentowano, że w sklepach osiedlowych jest może drożej, lecz za to bardziej swojsko. Sprzedawca każdego zna i chętnie porozmawia. Prowadzone siłami rodzin, stanowić miały budujący przykład polskiego small businessu.

Stało się inaczej. Sklepiki osiedlowe nie zniknęły, lecz poddały się transformacji. Lokale, przejęte przez popularne sieci handlowe (najczęściej ze zwierzętami bądź owadami w nazwach) zatraciły indywidualny charakter. Gdziekolwiek się nie zjawię, czeka na mnie znajomy sklep. Jest jak McDonald. Doskonale wiem, co w nim mogę kupić i za jaką kwotę.

Jako młody człowiek nienawidziłem osiedlowych sklepików i cieszyłem się z ich powolnej zagłady. Nie miałem nic przeciwko hipermarketom, za to sklepiki budziły moją żywiołową wściekłość. Rozmowa z miłym sprzedawcą nie była mi do niczego potrzebna. Uważałem nawet, że od gadania są bary i kawiarnie. W sklepie natomiast się kupuje. Byle szybciej, byle bardziej bezosobowo.

W osiedlowych sklepikach grasowały dwa rodzaje potworów. Pierwsza grupa składała się ze staruszek, łagodnych ale i nieustępliwych. Te zasuszone babiny tarasowały dostęp do kasy. Dopytywały się, czy chleb na pewno jest świeży, a mandarynka dobra. Rozjuszony, miałem ochotę wrzeszczeć: „proszę pani, z całą pewnością jest wstrętna! Tu sprzedają same ohydne mandarynki, pani na złość!”. Oczywiście, nie rozumiałem tego, co rozumiem teraz. Staruszkom nie chodziło o jakość owoców i pieczywa, lecz o chwilę rozmowy, o to, by ktokolwiek poświęcił im chwilę uwagi. W naszym społeczeństwie staruszkowie są, w najlepszym razie przeźroczyści, najczęściej jednak złoszczą. Jak mnie wtedy, głupiego.

Drugim rodzajem potworów była zakała ludzkości (za Antonim Słonimskim), czyli dzieci. Otwierały swe wstrętne, szczerbate twarze żebrząc o jajko niespodziankę, plastykowy pistolecik, czy cokolwiek innego, co wystawiono celem rozbudzenia ich nikczemnych serduszek. Brzdące te darły się nieustannie, usiłując wymóc zakup na swoich umęczonych matkach. Gdy te trwały w odmowie, dzieciątka zaczynały igrać w wojnę między sklepowymi półkami, drąc się przy tym jakby właśnie ciągnięto je do dentysty. Wytchnienia szukałem w Tesco, tej świątyni anonimowości, a osiedlowym sklepikom życzyłem jak najgorzej.

Potem mieszkałem w wielkich miastach, kupowałem wyłącznie w sieciówkach, nie było mi źle. Toczyło się życie. Aż wróciłem do Warszawy, osiadłem w centrum, w okropnym miejscu, gdzie, prócz wstrętnej zieleni, są wyłącznie modne restauracje i kawiarnie dla hipsterów. Tylko w moim bloku, na dole, ocalał sklepik osiedlowy.

Gdy tylko tam wszedłem, gdy zobaczyłem sprzedawczynie w niebieskich, paskudnych fartuchach, te zmęczone życiem kobiety o zaniedbanych włosach i smutnych twarzach, gdy popatrzyłem po półkach gdzie szwarc mydło i powidło, poczułem się jak w domu. I pokochałem to miejsce, śmiem twierdzić z wzajemnością. Sprzedawczynie odkładały mi chleb i piwo marki, którą polubiłem. Zachodziłem do nich chętnie, znajdując zawsze czas na chwilę rozmowy. Pomagałem staruszkom targać siaty z zakupami. Tylko mój stosunek do dzieci się nie zmienił.

Najpierw sklepikowi odebrano koncesję na sprzedaż alkoholu, co trudno odebrać inaczej niż jako cios wymierzony w lokalną społeczność. Niedługo później ogłoszono sprzedaż lokalu. Właściciel nie wytrzymał i po miesięcznym remoncie sklepik stał się częścią większej całości, kolejnym spożywczakiem działającym pod szyldem doskonale znanym w całej Polsce. Jakim? Tego wolę nie zdradzać.

Paniom sprzedawczyniom pozwolono łaskawie pracować. Reszta uległa przygnębiającej przemianie. Lodówkę pełną markowych, dobrych piw wymiotło (co znamienne, zniknęły również marki dla lumpów, w rodzaju „Dobrego kumpla”), za to całą długość ściany zajmuje najtańsza wóda i najpodlejsze browary, których reklamy można zobaczyć w telewizji. Wybór chleba, wcześniej szeroki, uległ bolesnemu zawężeniu. Z jakiś przyczyn, cebula zniknęła z asortymentu na stoisku warzywnym. To wszystko jeszcze mógłbym znieść.

W sklepie, wcześniej spokojnym, panuje atmosfera zaszczucia i zastraszenia. Nie działają kody do towarów. Kasa fiskalna nie chce się otworzyć. Cały czas czegoś brakuje. Sprzedawczynie ganiają między półkami i magazynem w poszukiwaniu towarów, których domaga się klient. Ludzie tłoczą się w kolejkach, przestępują z nogi na nogę, nic nie mówią, lecz złość aż kipi w powietrzu.

Sprzedawczynie sprawiają wrażenie umęczonych. Postarzały się gwałtownie i wcale się nie dziwię. Niemal przy każdym kliencie muszą odrywać się od kasy, żeby coś znaleźć, sprawdzić kod, albo zawołać kierowniczkę – tę, która sprzedała cały majdan, aby mieć spokój. Szarpią się między stoiskami. Dłonie im drżą. Jedna z nich powiedziała mi, że cieszy się, bo jest stara. Niedługo osiągnie wiek emerytalny i nie zamierza przepracować choćby dnia dłużej.

Są też emerytki, staruszki, które tak mnie złościły. Niektóre zamilkły, godząc się z zastaną sytuacją. Inne zwracają na siebie uwagę w rozpaczliwy sposób, mówią jeszcze szybciej i jeszcze większe androny. Potem milkną, próżno czekając na odpowiedź. Jedna przycupnęła sobie w przejściu, dysząc ciężko. Łza szukała sobie drogi w żłobieniach policzka. Zapytałem, czy mogę jej pomóc. Odpowiedziała, że nie. Nie da się po prostu. Posiedziałem z nią chwilę i poszedłem.

Miała rację. Tu nic nie można zrobić.

Łukasz Orbitowski

Pisarz, publicysta, scenarzysta, kulturysta. Autor głośnych powieści „Tracę ciepło” i „Szczęśliwa ziemia”. Nominowany do Paszportów Polityki i do Nagrody Nike (2013). Były felietonista Przekroju, obecnie publicysta Gazety Wyborczej. Współautor scenariusza do filmu „Morfina” według powieści Szczepana Twardocha. Z upodobania moczymorda, bezdomny z wyboru, facet weselszy niż pogrzeb z otwartą trumną.

Skomentuj

Komentarze (20)

  • gość 28.04.2015, 18:03
    A w Biedronce to co ? kasjerki nie są szare i umęczone ? z musu mówią dzień dobry bo tak ich szkolą, mechanicznie gadają je... Więcej
    26
    17 | 9
  • lolkop 28.04.2015, 21:08
    W osiedlowym sklepiku pani sprzedawczyni kryła się za ladą i pokazywała, że produkt jest przeterminowany i żeby go nie kkup... Więcej
    9
    9 | 0
  • yeah 28.04.2015, 21:14
    Obudził się pan redaktor. Nadal bierzesz redaktorku udział w nagonce na zapyziałą Polskę, na swojskość, na katoland, na pol... Więcej
    24
    12 | 12
  • ZANIEPOKOJONA 28.04.2015, 22:13
    niestety pomału nasza ukochana POLSKA jest sprzedawana myślę że jeszcze te małe osiedlowe sklepy to coś co łączy nas zwykły... Więcej
    8
    7 | 1
  • gość 29.04.2015, 02:12
    W biedronce, żabce... nigdy nie kupowałam! Jak kupujesz w teskach itp., to przykładasz łapę do tego, żeby zbankrutowały mał... Więcej
    14
    6 | 8
  • gość 29.04.2015, 08:13
    Moi drodzy wasze uwielbienie pojawiło się zbyt późno. To wasza ucieczka spowodowała upadek. Co gorsza za nimi padły hurtown... Więcej
    10
    7 | 3
  • gość 29.04.2015, 10:48
    Sama prowadzę taki osiedlowy sklepik i wiecie co ja nigdy nie wygram ceną z dyskontami czy innymi marketami . Mimo że stara... Więcej
    14
    12 | 2
  • ala 29.04.2015, 11:14
    Część "prywaciarzy" z osiedlowych sklepików jest sobie winna. W pewnym momencie uważali się za Panów i Władców. ... Więcej
    21
    20 | 1
  • za duzo reklam na tym forum 29.04.2015, 15:26
    Naprawdę ciekawy artykuł. Co do tematu - ja nie kupuję w osiedlowych sklepikach, bo mnie nie stać. Najczęściej kupuję w Bie... Więcej
    4
    1 | 3
  • gość 30.04.2015, 23:18
    Pan Orbitowski (no artykuł z sensem) pochylił sie nad ważnym problemem i uczciwie wyciagnął wnioski... A potem , domniemy... Więcej
    8
    7 | 1
Trwa ładowanie...