8

Kadzidło, ferrero i espresso. Cóż by innego?

Mam miedziany tygiel, odziedziczony jeszcze po babci. Służy do… uwaga, uwaga… przyrządzania starożytnego napoju zwanego kawą po turecku. Ta upierdliwa metoda parzenia ma dwie podstawowe wady: wymaga dobrze kontrolowanego palnika (ja najbardziej lubię gazowy) oraz… zajmuje czas, a to już zbrodnia. Przewalać się po kuchni i pilnować tygielka, wdychając rozkoszny zapach? To powinno być karalne, podobnie jak słodzenie.

Przyszli historycy odkryją, pośród wielu innych linii podziału społeczeństw na kasty, również tę – podział na posiadaczy ekspresów osobistych oraz prymitywne ludy, nie znające tego luksusowego urządzenia, wyznacznika statusu i kolejnej rewolucji technicznej, po żarówce i telefonie. Przedstawiciele elit po prostu upajają się władzą jednego guzika. Pyk – i jest kawcia. Albo atomówka spada na niesforny kraj.

Kadzidło, ferrero i espresso. Cóż by innego?

Ekspresy osobiste są jak przyjaciele, których mamy coraz mniej. Można je zabrać w delegację i na urlop, można za ich pośrednictwem poznać faceta przystojnego jak Clooney i bez obciachu zaprosić go do siebie na kawę, ładnie się też komponują z resztą naszej designerskiej kuchni, gdy wieczorem przyrządzamy sobie krewetki na lekką kolację. A jeśli przeliczymy się  w wydatkach – przemówią na naszą korzyść do komornika.

Myślę, że wynalazek ekspresu osobistego jest jeszcze niedopracowany. Nie można na przykład uruchomić go zdalnie telefonem komórkowym, gdy po pracy wjeżdżamy windą do naszego kondominium na szczycie apartamentowca. Niby szybko-szybko, a coś tam jednak trzeba zrobić samemu, żeby mieć kawę. No i przede wszystkim pamiętać o zamówieniu na czas „pastylek” przez Internet. To nasza kolejna karta jednorazowych kodów do szczęścia…

I ważny faktor przy doborze partnera życiowego. Nawet jeśli ktoś nam pasuje pod każdym innym względem i miękną nam nogi na jego widok, zawsze warto upewnić się, jaką kawę pije. Bo jeśli zalewaną plujkę, to jak będzie wyglądało nasze wspólne życie? Jedno wielkie pasmo konfliktów, upokorzeń i wzajemnych pretensji. Nie warto ryzykować w tak kluczowej kwestii, jak trwały i udany związek.

Ekspres osobisty powinien, moim zadaniem, zagościć jako stały element w każdym kompendium wiedzy na temat planowania rodziny. O karierze nie wspominając. Jest ponadto na pierwszym miejscu w rankingu prezentów gwiazdkowych „na bogato” – świetny probierz hojności darczyńcy z jednej strony i wysokiej klasy obdarowanego z drugiej, który nie powinien sarkać. Chyba, że jeden ekspres już ma, i to lepszej firmy. Dlatego olać promocje – zduśmy węża w kieszeni i ekspresy kupujmy z fasonem!

Monika Szymanowska

Filozofka, weteranka pism męskich i kobiecych, niestrudzona poszukiwaczka trzeciej płci. Psiara, przechera, pisarzyca. Singielka z odzysku, w luźnym związku ze: Stanisławem Bieskiem, lat cztery i pół. Lubi knajpki przetrwałe po PRL-u, w których wolno palić i wymieniać się poglądami z uśmiechem, nie z kijem.

Skomentuj

Komentarze (8)

  • Zyta Mirello 23.12.2013, 00:37
    Ale belkot, o czym jest ten artykul? Idz kobieto belkotac sobie w lazience do lustra i nie trac naszego czasu!
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 02:54
    Można podsumować jednym zdaniem: kup ekspres do kawy.
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 08:49
    Matko i córko jak czytam te wypociny to aż żal ściska jaka autorka jest zawistna i pluje jadem aż na kilometr. Ciekawe czem... Więcej
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 12:16
    Zbrodnia, to jest czytanie tego belkotu, ktory tu nagrezmolilas autorko.
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 18:50
    A ja tam wole kawe rozpuszczalna zalewana z czajnika niz te modowe hity.
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 18:50
    A ja tam wole kawe rozpuszczalna zalewana z czajnika niz te modowe hity.
    0
    0 | 0
  • gość 23.12.2013, 18:50
    A ja tam wole kawe rozpuszczalna zalewana z czajnika niz te modowe hity.
    0
    0 | 0
  • bella 04.01.2014, 13:00
    a mnie sie podobal, uwazam ze to ciekawa obserwacja i nie mozna jej przeciez brac doslownie;)
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...