10

Asertywność. „Nie” z głębi serca i rozumu

Pierwsza książka o treningu asertywności ukazała się w Polsce w 1993 roku. Dobre 10 lat wcześniej Sławomir Mrożek narysował ludzika skaczącego obunóż buciorami po drugim ludziku i wrzeszczącego: JA CIERPIĘ, ROZUMIESZ?!!! Niestety – satyryczny, okrutny nurt zachowań pseudoasertywnych utrwalił się w rzeczywistości jako norma. Bierze się to z niewiedzy, gdyż wniknięcie w istotę tej pięknej proludzkiej postawy wymaga predyspozycji i czasu.

Asertywność. Nie z głębi serca i rozumu

Początkowo byłam asertywnością zaszokowana. Psychologia mówi wyraźnie, że jest to cecha nabyta, wręcz wyuczona, tymczasem w Anglii odniosłam wrażenie, że jej mieszkańcy przychodzą z nią na świat. Nie wpuszczają niezapowiedzianych gości do domu, a gdy już wpuszczają, to nie dają herbaty ani ciasta, nie proponują nawet zdjęcia płaszcza! Podobnie jak innym Polakom, wydawało mi się to chamskie, egoistyczne, wygodnickie, sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Przecież u nas w Polsce nieproszonych gości kładło się spać na podłodze, a przedtem poiło się ich wódeczką! (Nota bene, te czasy chwilowo minęły…).

W ten prosty sposób asertywność zaczęto potocznie kojarzyć z umiejętnością mówienia „nie”. Jedni ją krytykowali, inni - radośnie adoptowali do swoich potrzeb. Tak pojmowana, owszem, przydaje się w pracy, gdy ktoś chce nam wrzucić za dużo obowiązków na głowę, i w kontaktach rodzinno-towarzyskich, gdy nie chcemy przenocować kolegi ani pożyczyć mu auta, bo burzy nam to porządek dnia i uprzednie plany. Nie dziwmy się jednak, gdy ktoś przypnie nam w końcu etykietkę „niekoleżeński”. Mamy święte prawo dbać o swój indywidualny interes. Ale żeby sprawdzić się w sytuacjach kryzysowych, trzeba być elastycznym i myśleć kolektywnie, empatycznie. Rzetelny trening asertywności uczy dostrzegania tych różnic i reagowania na nie. Stawiania na swoim, ale nie za wszelka cenę i nie kosztem innych.

Asertywność. Nie z głębi serca i rozumu

Jak mały Jasio wyobraża sobie stanowczość

Najlepiej widać to w knajpach, które są moim ulubionym terytorium obserwacji socjologicznych, i nie tylko. W lokalach, zwłaszcza tych lepsiejszych i w dużym mieście (mam nadzieję, że gdzie indziej jest lepiej) zapanowała moda na tzw. zjebkę kelnera. Zaledwie w ostatnią sobotę byłam świadkiem tego, jak grupka eleganckiej młodzieży zrobiła focha, zimne oczy i niegrzeczny wykład przerażonej dziewczynie, która zamiast pokojowej coli podała im schłodzoną. Zastanowiłam się… Czy ci ludzie snobują się nieudolnie na znawców fachowej obsługi, gdyż sami wykonywali ten zawód? Chcą podnieść dziewczynie kwalifikacje? A może zwolnić ją z pracy? Gdy bowiem odeszła skulona od stolika, przybili piątki ze śmiechem, ktoś skomentował radośnie: tak z nimi trzeba, bo podadzą ci kupę i jeszcze każą za to zapłacić!

Uszy mi nieco przywiędły, mimo że nie był to odosobniony przypadek. Owszem, otrzymanie innej rzeczy niż ta, którą zamówiliśmy, wymaga interwencji. Nie musimy pić zimnych napojów, jeśli nie chcemy. Lecz jest to banalne uchybienie i w każdej definicji asertywności zainteresowany znajdzie podpowiedź, jak sobie z nim poradzić. Grzecznie, kulturalnie, z wyrozumiałością dla drugiej strony, która ma prawo się pomylić. Jak każdy. A skoro ludzie zaczęli stosować swoją „wiedzę” o asertywności jak ostrą broń, brutalną sztukę samoobrony przed nieistniejącym wrogiem czy wręcz sztukę (dla sztuki) ataku, to trudno się dziwić, że zachowania „asertywne” są bezlitośnie wykpiwane i krytykowane, utożsamiane powszechnie z brakiem wychowania, zarozumialstwem i znieczulicą.

Nie wstydź się uległości…

…powtarzał do znudzenia nasz wykładowca psychologii. W określonych sytuacjach to siła, nie słabość. W asertywności idzie o wybieranie i równowagę: jak postąpić, by nie urazić czy skrzywdzić siebie ani drugiej osoby. Dlatego trzeba dużo czasu i przemyśleń poświęcić zdefiniowaniu siebie – jaki naprawdę jestem i co jest dla mnie ważne.

Asertywność. Nie z głębi serca i rozumu

Człowiek pewny siebie i swoich racji niemal odruchowo zaczyna zachowywać się asertywnie. To znaczy rozsądnie, ale z sympatią i wrażliwością wobec otoczenia. Kult jednostki nie wyeliminuje istnienia grupy. Zawsze musimy uwzględnić fakt, że nie jesteśmy sami. Potrzebujemy innych (do swoich celów, wymiernych i emocjonalnych), a inni - nas. Rozgrywając mądrze te relacje, zachowujemy indywidualność i jednocześnie przychylność otoczenia. Ta gra nie jest cyniczna. Gramy tu o dobre życie.

Kto tu rządzi?

Ostatnimi czasy słyszę zewsząd, że najbardziej perfidni i roszczeniowi są ci, którzy czegoś od nas chcą. Sami nie mają, ale uważają, że im się należy, bez wysiłku. Mistrzowie asertywności… Wchodzą nam na głowę, żądają pieniędzy, pomocy w znalezieniu pracy czy w przewiezieniu mebli, podrzucają nam swoje dzieci i psy, a sami idą na piwo i mają wszystko gdzieś, palcem nie kiwną, wylegują się do góry brzuchem, osiągają swoje cele, na nich idzie nasza krwawica czyli podatki.

Trochę mnie przeraża ta opinia. Wychowano mnie w przekonaniu, że daje ten, kto ma, dzieli się ten, kto ma więcej. Oczywiście – w granicach rozsądku i własnego bezpieczeństwa. Nawet zdystansowani Anglicy w czasie wojny solidaryzowali się, łączyli, urządzali szpitale w swoich pałacach. Dostrzegajmy sytuacje graniczne, uczmy się odróżniać nabieraczy od ludzi w potrzebie, nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Dla mnie najlepszym przykładem „staroświeckiej” asertywności jest finał ekranizacji „Nocy i dni”. Tłum uchodźców szturmuje ziemiańską posiadłość w poszukiwaniu noclegu. Syn właściciela wychodzi do nich z zawstydzonym, pokornym wobec ogromu problemu uśmiechem, tłumaczy Barbarze: „U nas już naprawdę nie ma miejsca, ojciec przeprasza, kazał powiedzieć, że muszą państwo jechać dalej, do sąsiedniego majątku. Tam miejsca jeszcze są.”
To przepiękna scena. Zawiera zrozumienie, stanowczość, współczucie, konkretne działanie, szacunek. Jak asertywność, której nie trzeba się bać, lecz nie należy też opacznie rozumieć.

Monika Szymanowska

Filozofka, weteranka pism męskich i kobiecych, niestrudzona poszukiwaczka trzeciej płci. Psiara, przechera, pisarzyca. Singielka z odzysku, w luźnym związku ze: Stanisławem Bieskiem, lat cztery i pół. Lubi knajpki przetrwałe po PRL-u, w których wolno palić i wymieniać się poglądami z uśmiechem, nie z kijem.

Skomentuj

Komentarze (10)

  • gościela 02.06.2014, 23:16
    Ach jak dobrze wyraziła Pani mój pogląd w swoich słowach - dziękuję
    0
    0 | 0
  • gość 03.06.2014, 00:21
    asertywnosc: nie ma dla pana u nas miejsca, ale szukamy podnozka do tego aby postawic na kims swoj masonski bucior
    3
    0 | 3
  • gość 03.06.2014, 05:43
    zadnej sympatii tutaj nie będzie,bedzie asertywnie bronil swojej racji,ale kultura osobista może minac jak się trafi na pal... Więcej
    4
    3 | 1
  • gość 03.06.2014, 10:23
    Tamta grupka młodzieży nie była asertywna, tylko agresywna. Asertywność polega na podejmowaniu decyzji w zgodzie z własnymi... Więcej
    6
    6 | 0
  • gość 04.06.2014, 01:11
    a moim zadaniem ta młodziez była w zgodzie ze sobą i bardzo z tego dumna. Pracuje w szpitalu na recepcji, nieźle obrywam od... Więcej
    0
    0 | 0
  • gośćmiszka 17.06.2014, 05:47
    a moim zdaniem ta młodzież była w zgodzie ze swoim chamstwem tj.chamstwem swoich rodziców.Pokolenie chamów nam rośnie,wkrót... Więcej
    2
    2 | 0
  • gość 17.06.2014, 07:08
    ja mialam taka sytuacje.Przyszla do mnie kolezanka z niezapowiedziana wizyta,ma telefon niemniej o swoich odwiedzinach nie ... Więcej
    1
    1 | 0
Trwa ładowanie...